Treść opublikowana przez Suavek
-
seria final fantasy
Nie wierzę . I już tłumaczę dlaczego - Być może nie czytałeś moich wcześniejszych postów, ale tak się składa, że w FFXII grałem już jakiś czas temu - trzy lata wstecz, dokładnie - i już wtedy gra mi się bardzo podobała. Sęk w tym, że była ona długa i miejscami monotonna, w związku z czym po 40h odłożyłem ją "na jakiś czas". Ten jakiś czas przerodził się w "nie pamiętam już jak się grało", przez co niedawno zacząłem grę od początku. I wiesz co? Grało mi się tak samo przyjemnie. Ba, może nawet lepiej - korzystając z odrobiny wolnego czasu 80h wpadło dość szybko, a ja Ci powiem na świeżo po przejściu, że bawiłem się świetnie. Gdyby nie fakt, że mam trochę innych zajęć oraz kilka innych jRPGów do przejścia, to pewnie bym się też bawił w dokańczanie wszystkich polowań, robienie side-questów i poszukiwanie rzadkich okazów potworów. Jak już Renton wspomniał - gameplay ponad wszystko, a ten pomimo drobnych niedoróbek jest w FFXII naprawdę solidny i jeśli czas pozwoli to w przyszłości z pewnością jeszcze do niego wrócę. I tu pojawia się "problem". Dwunastka to po prostu gra nie dla każdego. Już miałem o tym wspomnieć przy okazji posta xzdunxa - nie ma sensu się do niczego zmuszać, jeśli nie odpowiadają komuś ogólne założenia gameplay'u. Na tej samej zasadzie mnie nie odpowiadał (nie licząc fabuły i bohaterów) system FFX, który wcale nie był jakoś szczególnie wymagający, rozbudowany ani efektowny, przez co nawet dla niego nie byłem w stanie się do gry przekonać. Nie znaczy jednak, że był kiepski. Podobnie jednak dla niektórych może wypadać XII - nie wszyscy gustują w długich podróżach przez ogromne lokacje, a także nie są skłonni przeznaczyć ~80h na grę, której fabuła nie jest aż tak wyraźna czy emocjonująca jak w wielu innych liniowych jRPG. Mimo wszystko dwunastki będę bronił, chociażby przed (mówiąc wprost) śmiesznymi stwierdzeniami, że jest to kompletna porażka, czy też że uratował ją wyłącznie system (Renton już wytknął błędną logikę rozumowania w tej sprawie). Bo popatrzmy na to z innej strony - historia jest o wiele poważniejsza, realistyczna na swój sposób (polityczne intrygi, a nie miłosne rozterki nastolatków pragnących ocalić świat przed złym bishonenem czy inną godzillą), dzięki czemu uniknęła ckliwych czy przesadnie dramatyzowanych przerywników filmowych, skupiając się na niezbędnych konkretach. Czy komuś taka forma odpowiada czy nie to już jego sprawa, gdyż osobiście stawiam fabułę i bohaterów XII ponad taką "dopowiedzianą" VIII czy X. Ale jest inna kwestia - świat jest ogromny, genialnie ukazany, pełen rozmaitych stworów. Odwiedzane lokacje nierzadko prezentują swój własny styl, a w dodatku czuć ich monumentalność. NPC jest pełno i każdemu z nich zmieniają się dialogi w zależności od ostatnich wydarzeń. Wielu z nich może zlecić jakieś dodatkowe zadania, lub pomóc w znalezieniu konkretnego bonusu. Dodajmy do tego prześliczną grafikę oraz bardzo dobrą muzykę. Co jak co, ale nawet jeśli komuś nie odpowiada taka forma gameplay'u, to równanie całości z ziemią jest nie na miejscu. Sam wady wytknąłem głównie dlatego, że gra mogła być zwyczajnie jeszcze lepsza niż jest obecnie, przy wcale nie tak wielkich pokładach pracy. Wiele osób twierdzi, że bohaterowie są mało charyzmatyczni. Śmiem twierdzić odwrotnie - bohaterowie są na tyle intrygujący, że spragniony byłem większej ilości scenek z ich udziałem. Choć tego nie otrzymałem, to wciąż daleki jestem od stwierdzenia, że są oni gorsi niż na przykład skrzeczący Tidus z dziesiątki. Osoby słabe nerwowo z góry przepraszam, za powrót do tematu w takiej formie, ale naprawdę wole średnio ukazanego człowieka, niż dobrze przedstawioną małpę . Takiego Balthiera skłonny jestem uznać za jedną z najlepszych postaci wszystkich finali.
-
konsolowa wojna rpg/jrpg
Tylko po co mi xbox skoro w niemal wszystko co mnie interesuje, i wiele więcej, zagram też na PC (z lepszym sterowaniem i w zależności od posiadanego sprzętu czasem lepszą grafiką) . Sam widzisz, jest raptem parę pozycji gatunku RPG, które można nazwać exclusivem wartym uwagi. To już na PS3 przynajmniej masz więcej jRPG, ale to też niczego nie zmienia w tej kwestii. Zresztą, kupię X360, nie PC, i zamiast wydawać za grę 25-100zł będę na nią wydawał 50-200zł. Sorry, to ja już wolę PC. A i do X-a bym też musiał kupić TV za 1500-3000zł, skoro tak lubisz robić wyliczanki . Nie obchodzi mnie kto ile gra na danej platformie, a jakie gry w jakiej cenie są na nią dostępne. Mam swój gust i nie mam zamiaru go ograniczać podejściem innych osób. Jak ktoś gra w MMO to niech sobie gra - ja na PC wciąż widzę wcale nie gorsze gry jak te na konsolach (w dużej mierze wręcz to samo, więc raz jeszcze - dlaczego gorszy?). A idąc Twoim tokiem rozumowania raz jeszcze wracamy do NDS i PSP - gdyż są to platformy najtańsze i niewymagające żadnego dodatkowego osprzętu. Raj dla fanów RPG. PS3, X360 i PC razem wzięte mogą się schować.
-
konsolowa wojna rpg/jrpg
Czyli jednak się zaczęło... a) nie każdy ma dzisiaj w domu płaskie telewizory za parę tysięcy złotych b) jeśli jesteśmy przy kwestii wyposażenia, to można powiedzieć, że i PC każdy ma dzisiaj w domu c) skoro każdy ma PC, to nie musi od razu kupować całkiem nowego sprzętu, a jedynie modernizować poszczególne zespoły. Pół roku temu za raptem ~900zł zakupiłem przyzwoitą płytę główną, procesor i RAM, które przy prehistorycznym GeForce 7600GT pozwalają mi normalnie grać w Dragon Age czy Mass Effect na średnich lub wyższych detalach. Nawet gdybym chciał teraz kartę kupić to byłby to wydatek rzędu 300-600zł, w zależności od tego co bym chciał (żaden potwór wydajnościowy potrzebny mi też nie jest). Tymczasem osprzęt typu klawiatura, głośniki, czytnik, dysk, obudowa, mysz i kable to skład każdego przeciętnego PC i zakładając, że ktoś nie korzysta z laptopa, są to elementy wręcz wymagane przy codziennym funkcjonowaniu. d) PC nie trzeba modernizować co pół roku. Sam to robię raz na kilka lat i gwarantuję Ci, że w zupełności wystarcza by pograć w nowsze tytuły. e) Gry na PC są dużo, dużo tańsze. W zależności od tego ile ich kupujesz i jaki czas po premierze, w ogólnym rozrachunku może Ci wyjść, że różnica cenowa zwróci Ci kwotę, którą wyrzuciłeś na potężny sprzęt, zamiast na konsolę. Niektóre premierówki to niekiedy różnica nawet 100zł (PC - 99zł, konsole - 199zł). f) PC to domena klasycznych RPG, bo Japończycy na PC grają tylko w dating/ero-simy. Niemniej jednak parę tytułów się znajdzie, jak chociażby xboxowy The Last Remnant. A gwarantuję, że tych było więcej, tylko poszukać by trzeba było (np. jakiś Ys wyszedł także). g) MMO wcale nie zdominowało PC. Na pewno nie w takiej skali jak FPSy/TPSy zdominowały konsole. Zresztą, gatunek jak każdy inny - nikt Cię nie zmusza abyś grał, wciąż jest pełno innych tytułów. h) jak już wspomniałem, swymi argumentami próbujesz chwytać się wszystkiego co przyjdzie Ci do głowy. Szkoda tylko, że są to już takie duperele, iż wręcz wychodzi na wierzch Twoja niechęć do tej platformy. A szkoda, bo i na niej znajdzie się mnóstwo perełek, którym konsole mogą co najwyżej pozazdrościć, jak chociażby wspomniany przez lenę Wiedźmin. Śmiem też twierdzić, że Klawiatura + mysz > granie na padzie w niektóre RPG (vide Fallout 3, Dragon Age), ale to już co kto lubi.
-
seria final fantasy
Nie, gram w MS Saga - tytuł najwyraźniej podobny do X-2, gdyż absurdalną fabułę i design nadrabia systemem rozgrywki. W sumie trochę żałuję, że tak szybko się X-2 pozbyłem, zniechęcony tylko i wyłącznie odrażającymi klimatami aniołków charliego zmieszanych z esencją japońskości. Niemniej jednak jakoś mi się nie pali szczególnie, gdyż grać mam w co a i mam inne priorytety. Jeśli jednak ktoś będzie chciał opchnąć premierowe wydanie po przyzwoitej cenie to chętnie przygarnę. A nuż potem będę mówił, że X-2 jest lepszy od X, a to by były jaja dopiero ;p.
-
konsolowa wojna rpg/jrpg
Here we go... Nie wiem skąd wziąłeś te 3000, ale przyzwoity sprzęt kupisz za połowę tego. Co więcej, gry na PC są tanie - dobre tytuły typu wspomniane przez Ciebie Dragon Age czy Mass Effect można dostać za 25zł przy odpowiedniej okazji, podczas gdy na konsolę zapłacisz 2-4 razy tyle. Nadal nie wiem też co to ma do rzeczy - jak już wspomniałem, platforma do gier jak każda inna. Tracisz argumenty i chwytasz się kwestii cenowej? Please...
-
konsolowa wojna rpg/jrpg
Platforma jak każda inna - mnie interesuje. No to mamy dwie gry, wow... Oba są na PC, to raz. Dwa, zarówno 1 jak i 2 ciężko mi uznać za RPG, biorąc pod uwagę bardzo szczątkowe elementy rozwoju postaci i skupienie gry na strzelaniu i gadaniu. Nie twierdzę, że gry są złe, ale osobiście się pod tym względem mocno rozczarowałem, gdyż od BioWare oczekiwałem znacznie więcej. Oba są na PC. A to nie action-adventure przypadkiem? Poza tym czytałem, że crap, dlatego tak tanio sprzedają. To.
-
konsolowa wojna rpg/jrpg
I na tym stwierdzeniu można właściwie temat zakończyć . Prawdę mówiąc średnio mnie obchodzi co było kiedyś, a już w szczególności mnie nie pociąga dyskutowanie czy w kwestii RPG lepiej wypadał N64 czy PSX. Z tego co się orientuje to najwięcej takich "typowo japońskich" produkcji powstało na SNESa, ale były to w dużej mierze produkcje niszowe, o których dzisiaj nikt nie pamięta i nie rozmawia, nawet jeśli w rzeczywistości były one przyzwoite. Obecnie zrobienie oryginalnego RPG to ogromny wydatek, w związku z czym sporym ryzykiem dla producentów jest wydawanie gry dla wąskiego grona odbiorców. Nic więc dziwnego, że więcej pozycji dostajemy na PSP i NDS, niż na PS3/X360. A nawet jeśli, to patrząc na recenzje i filmy, jakoś średnio mnie ciągnie do tych "next-genowych" jRPGów pokroju Tales of cośtam, czy Star Ocean 4. Chyba tylko Resonance of Fate mnie bardziej zaintrygował. Mam mnóstwo gier tego gatunku do ukończenia/nadrobienia na PS2, które swoją drogą także posiada naprawdę solidną bibliotekę, której XBox czy NGC nie dorastają nawet do pięt (raczej fakt, nie opinia - jeden Morrowind czy jakaś Zelda wielkiej różnicy nie czynią). Natomiast o zakupie PS3/X360 pod kątem RPG zacznę myśleć, jak pojawi się zapowiedź nowej Persony lub innego pełnoprawnego Shin Megami Tensei (gdyż jest to chyba jedyna seria, która mnie do dziś nie rozczarowała żadną swoją nowszą odsłoną). Póki jednak producenci wolą się skupiać na kolejnych FPS/TPS + quick-time-events, to ja podziękuję i zostanę przy NDS/PSP. Wymień mi proszę zachodnie RPGi będące exclusive'ami dla 360. Mass Effect się nie liczy bo to nie RPG a strzelanko-przygodówka (która zresztą i tak wychodzi niedługo na PS3).
-
seria final fantasy
Dosłownie przed momentem ukończyłem XII i aż kusi mnie by powiedzieć, że bzdury pleciesz, ale pewnie znowu skończy się na gadce o gustach i guścikach ;>. Otóż ani fabuła ani ekipa nie są bezbarwne. Wręcz przeciwnie. Ukazana historia jest całkiem zawiła, poważniejsza niż reszta Finali, a bohaterowie mocno charyzmatyczni. Problem tkwi w sposobie ich ukazania. Gra wygląda po prostu jak gdyby wycięto z niej 1/3 cut-scenek rozbudowujących bohaterów i ukazujących ich motywację. Gracz jest zmuszony by czytać między wierszami, a w dodatku naprawdę sporą uwagę należy poświęcić niemal każdemu dialogowi, właśnie ze względu na brak łopatologicznego przedstawienia świata (jak w wielu poprzednich Finalach) oraz miejscami niełatwy język. Nie twierdzę, że wszystko jest idealne. Wręcz użyję stwierdzenia, że fabuła XII to zmarnowany potencjał. Podobał mi się początek, podobała mi się epicka końcówka, w pamięci zapadły mi niektóre kwestie bohaterów, ale tego wszystkiego było stanowczo za mało - szczególnie w środkowej części gry. Gdyby dwunastka była bardziej skupiona na przerywnikach filmowych oraz więcej czasu poświęcono postaciom typu Basch - Gabranth, Vaan - Penelo, Ondore czy Reddas, to w moich oczach byłby hit i być może jeden z najlepszych Finali. Niestety, ciężko aby gracza obchodził np. los postaci drugoplanowych, które znikają równie szybko co się pojawiają. Pod względem gameplay'u sytuacja prezentuje się podobnie. Ogólnie rzecz biorąc w XII jest mnóstwo rzeczy do zrobienia i ogromny świat do eksploracji, w związku z czym maniacy zaliczania wszystkiego na 100% będą mieli naprawdę sporą radochę. Sęk w tym, że gra jest przez to długa i niekiedy monotonna, co z pewnością nie przypadnie do gustu każdemu (co nie znaczy też, że należy ten fakt traktować jako wadę). Najbardziej boli mnie fakt, że niedostateczną uwagę poświęcono systemowi rozwoju postaci, uzbrojeniu oraz magii, gdyż choć sam pomysł i jego wykonanie są naprawdę świetne, tak niestety czary ofensywne oraz summony są praktycznie bezużyteczne, a różnice między postaciami niezbyt wyraźne. Podobno poprawiono to w wersji International Zodiac Job System, ale niestety ta nie doczekała się wydania anglojęzycznego (a czytając co oferuje, naprawdę tego zaczynam żałować). Mówcie co chcecie. Dla mnie XII to pozycja wyraźnie niedoceniona. Nie tyle przez media (oceny są wysokie - w końcu to Final), co samych graczy. Jest to Final inny niż wszystkie. Final, który odważył się wprowadzić szereg zmian. Gdyby nie fakt, że w kilku miejscach się niestety potknął, to byłaby jedna z lepszych gier jRPG w jakie dane mi było grać. Choć nie bawiłem się w masterowanie wszystkiego, to gdybym miał wystawić ocenę byłoby to 9-/10. Jasne, wady są znaczne i dość wyraźne, a wiele rzeczy można było zrobić lepiej, ale to nadal cholernie dobra i wciągająca gra, oferująca mnóstwo rzeczy do zrobienia/znalezienia/odkrycia, ukazująca historię o wiele bardziej poważną niż kolejne ckliwe japońskie romanse stukniętych nastolatków. Naprawdę bym chciał aby Square wróciło do koncepcji dwunastki (zarówno systemu jak i kreacji świata i bohaterów) i zrobiło coś podobnego w ewentualnym FFXV. Na razie tyle, tak na świeżo po ukończeniu gry. Może rozpiszę się bardziej jak będę miał czas i ochotę. Bo widzę mamy kolejny temat, w którym opinie graczy są diametralnie od siebie odmienne .
-
MS Saga: A New Dawn
Z cyklu, nie samymi hitami człowiek żyje. Dostałem dziś przesyłkę z grą, którą pragnąłem sobie odświeżyć już od jakiegoś czasu. Co ciekawe, mowa o jRPG, którego średnia ocen to ~6/10. O MS Saga pisałem już dłuższy tekst, ale że mało kto czyta dzisiaj takie wywody o niszowych tytułach, to powiem krótko - kiepska fabuła, słabe postacie, paskudna oprawa, a pod tym wszystkim system walki i rozwoju postaci, który rekompensuje wszelkie niedociągnięcia, zapewniając wciągającą zabawę na długie godziny. MS Saga to taki Front Mission połączony z jRPG - nasi bohaterowie pilotują różnorodne mechy (Gundamy, aczkolwiek gra nie nawiązuje do żadnego anime bezpośrednio), którym zmieniać można poszczególne części, uzbrojenie itp. Maniacy mogą je nawet pokolorować. Kombinacji jest mnóstwo, przez co każdy gracz stworzy sobie drużynę odpowiadającą swemu własnemu stylowi, nie będąc uzależnionym żadnym odgórnym zestawem broni/zbroi. Walki są przez to ciekawe i niekiedy mocno wymagające, a gra oferuje oprócz tego naprawdę pokaźną ilość bonusów, nawet po zakończeniu głównego wątku fabularnego (dodatkowi bohaterowie, nowe mechy do zdobycia, sporej wielkości lokacja, której random encountery to jak nieustanne walki z mini-bossami). Patrząc obiektywnie, wystawiane oceny są zasłużone. Patrząc jednak z punktu widzenia gracza spragnionego dobrej zabawy, skłonnego przymknąć oko na naiwną fabułę (taki poziom przeciętnych jRPGów z czasów SNESa), jest to naprawdę wciągająca pozycja (szczególnie dla fanów serii Gundam). Zainteresowanych (lol?) zachęcam do przeczytania mojej recenzji. Planowałem ją wrzucić na PPE, ale gry tej nie ma nawet w katalogu serwisu (jakoś nie jestem zaskoczony). Ogólnie rzecz biorąc, zachęcam i polecam, choć na chwilę obecną problemem może być zdobycie gry w przyzwoitej cenie (sam zamawiałem nówkę z Play-Asia za 30$...).
-
Persona 2: Innocent Sin
Stare info, ale być może nie wszyscy słyszeli - http://www.siliconera.com/2010/11/04/persona-2-innocent-sin-has-a-soundtrack-toggle-feature/ Jak dla mnie genialne posunięcie. Nowy motyw bitewny + kilka pomniejszych utworków w pierwszej Personie były tragiczne i zupełnie nie pasowały do - teoretycznie - walki na śmierć i życie. Swobodna zmiana OSTa zadowoli zarówno starych fanów, jak i nowicjuszy wychowanych na j-popowym klimacie nowych Person.
-
seria final fantasy
Mówisz? Na śniadanie jadłem dziś jajecznicę, popijałem kawą. Smaczne było. FF jest fajny . A na poważnie, kącik RPG nie kończy się na temacie o serii final fantasy .
-
seria final fantasy
xzdunx, wiem, że się czepiam, ale co to ma wspólnego z FF? Może bloga jakiegoś powinieneś sobie założyć?
-
seria final fantasy
I żyli długo i szczęśliwie Przyznaję się bez bicia, że nawiązanie do nerdów i no-life'ów było z mojej strony niepotrzebne i nieprzyzwoite. Choć sam nie rozumiem jak kogoś może bawić taki speedrun przez grę, to faktycznie, niech każdy robi co chce i co mu sprawia radochę. Mimo wszystko, cała reszta dyskusji nieszczególnie była z tym tak naprawdę powiązana, gdyż jak już wspomniałem, Final czy nie Final, nie miało to w tym momencie nic do rzeczy - wliczając mój stosunek do serii. Niemniej jednak zakończmy temat. Przepraszam za ofensywne sformułowanie, które mogło kogoś urazić - mogę czasami niepotrzebnie dać upust emocjom, ale wrogów robić sobie nie pragnę ([ironia]nawet jeśli są fanami FFX [/ironia]). Zdania swego co do reszty kwestii jednak bronić nadal będę (co i mnie czyni nerdem/no-lifem, bo piszę po forach zamiast się czymś pożytecznym zająć ;p). Renton, widać masz o mnie kompletnie mylne zdanie. Jeśli interesuje Cię moja opinia o poszczególnych odsłonach serii to nawet nie musisz daleko szukać - mego posta znajdziesz na pierwszej stronie tego tematu. Myślę, że sporo Ci on wyjaśni, w tym także dlaczego akurat tak się uparłem na tego nieszczęsnego FFX . No i jak już wspomniałem, ciekawiej się moim zdaniem rozmawia na tematy, w których ma się odmienne zdanie, gdyż przytakiwanie sobie wzajemnie i stawianie ołtarzyków poszczególnym odsłonom serii jest nudne i do niczego tak naprawdę nie prowadzi . Być może dlatego kwestia FFX i FFVIII przejawia się z mojej strony częściej niż inne.
-
seria final fantasy
Enkidou, masz rację, przegiąłem, co tez przyznałem przy okazji poprzedniego posta. Przyznaję, że się pospieszyłem z nieprzyzwoitymi określeniami i jeśli kogoś uraziłem to szczerze przepraszam.
-
seria final fantasy
O idei osiągnięć, trofeów czy achievementów (jak zwał tak zwał) to mógłbym kolejny esej napisać, ale to nie ma obecnie sensu. Nie widzę nic złego w wydłużaniu sobie żywotności danej gry, ale zwyczajnie mam prawo nie pojmować niektórych zabiegów twórców (12h limit czasowy), lub też indywidualnych zboczeń graczy ("jeszcze jeden duperel, na którego nie mam ochoty i będę miał platynę!!11one"). Nie wyznaję zasady przechodzenia gier na czas i jej nie pojmuję, tym bardziej w jRPG. Szukam w tym po prostu jakiegoś konkretnego celu i nadal uważam, że jest to "zabawa" dla zatwardziałych fanów. Cóż, niech będzie, że przesadziłem z tymi fanboyami i no-life'ami. Jak już wspomniałem, jeśli Was to bawi to Wasza sprawa i Wasze szczęście. Dla mnie jest to po prostu zabijanie atmosfery prawdziwej gry. Przedziale czasowym, ale czasu gry, a nie zegarowym. Poza tym questy, które masz najwyraźniej na myśli sprowadzają się głównie do pogadania z konkretnymi osobami w określone dni - nic więcej. Czy nagrody są warte wysiłku? Nie zawsze, ale nie spędza się na nich przynajmniej dwunastu godzin. Poza tym jak już wspomniałem, wykonanie wszystkich zadań odblokowuje możliwość walki z najpotężniejszym bossem gry, przy którym można sprawdzić swoje umiejętności. Jeśli potraktujemy to w ten sposób, to ogólnie rzecz biorąc questy te nie są bezcelowe. A i warto mieć też na uwadze, że wiele tych questów można wykonać "przy okazji" normalnej gry. No i nadal nie wiem co ma piernik do wiatraka - dyskusja o zwykłych side-questach stanowiących część gry, w kontekście jakiegoś opcjonalnego speedruna. Nadal nie wiem co to ma do rzeczy. Zabronisz mi stawiać jedną serię ponad drugą, tylko dlatego, że masz najwyraźniej odmienne zdanie od mojego? Weź też pod uwagę inną rzecz, a mianowicie, że ton jakiego używam nierzadko uzależniony jest od powszechnie panującej opinii na temat danego tytułu. Final Fantasy to marka rozreklamowana i popularna, ale osobiście daleki jestem od jej idealizowania jak to czyni wielu graczy. Ich sprawa tak naprawdę jak gry te postrzegają, ale jeśli ja z czymś się nie zgadzam to mówię o tym otwarcie. Przykład? FFX i FFVIII - gry jako ogół naprawdę nie są tragiczne, ale hype jaki wokół nich powstał uważam za nieuzasadniony, gdyż gry te pełne są różnych mniejszych lub większych baboli. Jeśli ludzie zachwalają w tych pozycjach fabułę, która niestety zwyczajnie kuleje, to coś jest nie tak, a ja czuję podświadomie potrzebę wyszczególnienia tego faktu. Wtedy też być może wychodzi, że równam gry totalnie z ziemią, podczas gdy krytykuję pojedyncze ich aspekty. Nie będę jednak na siłę jechał po, dajmy na to, Dirge of Cerberus, gdyż nie widzę takiej potrzeby - gra jest denna, gracze twierdzą, że jest denna, oceny zebrała kiepskie, kropka - nie ma tematu. Sytuacja odwrotna z FFXII - fani z jakiegoś powodu po niej jadą, ale ja w pewnych aspektach staję w jej obronie jako gry jRPG, gdyż ta w żadnym wypadku nie jest nędzna, a co najwyżej inna niż większość FF. Jeśli zaś chodzi o SMT, seria ta nie ma zbyt wielu fanów, głównie dlatego, że mało kto miał z nią styczność, lub też miał styczność z pojedynczymi odsłonami. Nie dziw się tym samym, że pragnę zachęcić forumowiczów do zagrania w konkretne pozycje. Nie twierdzę, że muszą im się spodobać, ale jak już napisałem w odpowiednim temacie, sam długo nie miałem o cyklu zielonego pojęcia, a dopiero Persony zmotywowały mnie do zapoznania się z poszczególnymi odsłonami. I patrząc teraz przez pryzmat czasu, skłonny jestem stwierdzić otwarcie, że spora część SMT jest dla mnie znacznie lepsza niż większość FFów. Ogólnie chodzi tutaj o popularność - ludzie ślepo sięgają po rozreklamowane marki, skłonni uwierzyć we wszystko co jest mówione w reklamach, ale mają opory by sprawdzić coś mniej popularnego, lub niszowego. To ostatnie akurat tyczy się ogólnie jRPG, nie tylko SMT. Może o to Tobie chodzi - że pozornie zaniżam wartość FF na tle innych moim zdaniem dobrych jRPG. Nadal jednak nie sądzę, aby było w tym coś złego - na FF świat się przecież nie kończy i warto być otwartym na pewne alternatywy. Zgadzać się ze mną nie musisz, ale podyskutować można tak długo, dopóki pojawiają się sensowne argumenty.
-
seria final fantasy
Temu, że grę zaczynasz całkiem od początku i zamiast się nią "delektować" musisz zmieścić się w określonym przedziale czasowym aby zdobyć jeden item. Nie wiem dokładnie jak ma się sprawa na czwartym dysku IX, ale wydaje mi się to "trochę" bezcelowe, tym bardziej, że jak zostało wspomniane wcześniej, item ten wcale nie jest potrzebny do ukończenia gry, ani nawet pokonania reszty opcjonalnych bossów. W jaki sposób wspomniane questy Persony są tutaj lepsze? W taki sam jak side-questy każdego innego RPG - w tym IX - które gracz może zrobić na spokojnie, będąc co najwyżej ograniczonym wymogami samej gry, a nie czasem rzeczywistym. Do wielu zadań może wrócić w każdej chwili, w połowie zrezygnować, wrócić później. Nagrody niekiedy także są o wiele więcej warte i osobiście wyżej stawiam dodatkowe eventy czy jeszcze silniejszych bossów, niż pojedynczy mieczyk. Ten Excalibur z IX to nic innego jak materiał dla zatwardziałych fanów gierki. I w tym momencie ja bardziej jestem skłonny dziwić się graczom, niż samej grze (częściowo też Square za masochistyczny pomysł), że są oni skłonni przechodzić ją na wariata tylko dlatego, iż bez szczególnego powodu pragną mieć ją zaliczoną w "100%". Gdyby ten speedrun jeszcze wiązał się z czymś naprawdę wartościowym (opcjonalny boss, dodatkowe/ukryte cut-scenki, coś bardziej interesującego) to bym nawet nie narzekał. Ale jeden item...? I jeżeli Was to usatysfakcjonuje - tak, gdyby w Personie też był jakiś duperel do odblokowania jedynie poprzez speedruna to też bym narzekał ;p. Nadal nie wiem co to ma do krytyki speedruna ;>. Nie przypominam sobie abym wspomniał ostatnio cokolwiek o FFX czy FFVIII. Zwróć uwagę na nasze ostatnie posty (także te sprzed kilku stron, przede wszystkim na 13) - to Ty raczej w tym momencie prowokujesz mnie po raz n-ty, wypominając mój negatywny stosunek do tych dwóch odsłon. Sam do tematu wracasz, a do mnie masz pretensje. Mój stosunek do FF? Nie wiem co masz na myśli, gdyż gdybyś czytał moje posty w tym temacie to byś wiedział, że tak naprawdę nienawidzę jedynie VIII oraz X (odliczając Advent Children i Dirge of Cerberus). Całą resztę uważam albo za (bardzo) dobre jRPGi, albo przynajmniej przeciętne/przyzwoite gry. A że serii nie wielbię tak jak to czyni wielu innych fanów i jestem skłonny stwierdzić, że na rynku jest mnóstwo innych, w wielu aspektach o wiele ciekawszych gier tego gatunku, to już inna sprawa. I tak, za takowe uważam np. większą część serii SMT. Nie oznacza to jednak, że Finalami gardzę jako ogół, czy coś. O IX też przecież się pozytywnie wypowiadałem, więc tym bardziej nie wiem skąd się wziął Twój wcześniejszy wyskok.
-
seria final fantasy
No i kolejny co musi wspomnieć tutaj Personę z jakiegoś powodu. Muszę Cię rozczarować, gdyż tak jak tę grę lubię, tak nie bawiłem się ani w maksowanie wszystkich social linków, ani nie grałem na wyższym poziomie trudności. Nawet nie wiem co to ma do rzeczy w tym momencie, biorąc pod uwagę zupełnie odmienne przeznaczenie tych aspektów rozgrywki. No ale, "co kto lubi" ;>. Ach, zapomniałem, że Trzcina też lubił FFX . A pewnie. Bo wszyscy wychodzą z założenia, że ideą tematu o serii FF jest tylko i wyłącznie jej zachwalanie . Zresztą, nadal nie wiem co to ma do krytyki speedruna, gdyż tak jak wspomniałem wcześniej, nie obchodzi mnie tytuł gierki, gdyż jeśli takowa wymaga ode mnie wręcz przebiegnięcia przez wszystkie wydarzenia celem zdobycia jednego duperela, to zwyczajnie nie widzę sensu takiej "zabawy". Wasze porównanie tego zabiegu do innych sekretów, side-questów czy wyższych poziomów trudności także jest chybione, gdyż są to rzeczy może i wymagające poświęcenia czasu, ale czas ten gracz spędza na właściwej rozgrywce oraz czerpie z tego korzyści mające znacznie większe znaczenie na późniejszy wizerunek gry, niż pojedynczy item wymagający rozpoczęcia całości zabawy od początku. Nawet nie porównam tego z Zodiac Spear w FFXII, gdyż broń tę może i łatwo przegapić bez FAQ, ale przynajmniej nie pospiesza gracza w żaden sposób - wciąż może grać tak samo swobodnie przy powtórnym przejściu jak za pierwszym razem. A jak będę chciał mimo wszystko w coś pograć na czas, to sobie kupię grę wyścigową . Lubię odkrywać sekrety w jRPG, ale tylko jeśli czynię to przy okazji normalnej przygody. 100% robię rzadko kiedy, ale tez jestem daleki od krytykowania takiego zabiegu jeśli można czerpać w ten sposób frajdę. Tymczasem robienie czegokolwiek "dla zasady", "bo tak", moim zdaniem mija się z celem i naprawdę lepiej jest ten czas spożytkować inaczej, tym bardziej, że mówimy o grze nie na 3-5 godziny, a kilkanaście-kilkadziesiąt. No ale tak jak wspomniałem, Wasz czas wolny. Ja zwyczajnie tego nie pojmuję i na tym zakończmy temat, bo zaraz znowu ktoś znajdzie pretekst by w zupełnie niepowiązanym zagadnieniu wypomnieć mi moją krytykę raptem dwóch odsłon FF ;p.
-
seria final fantasy
lol - i na tym mógłbym w sumie posta zakończyć ;> Co ma FF tutaj do rzeczy? Zastąp to jakimkolwiek innym tytułem a powiem Ci to samo - usilne szturmowanie przez wielogodzinną gierkę RPG celem zdobycia jakiegoś duperela uważam za - mówiąc delikatnie - dziwne. To nie to samo co opcjonalne side-questy lub inne ukryte smaczki, które gracz może sobie na spokojnie odkryć/zdobyć na przestrzeni całej gry, aby ułatwić sobie późniejszą rozgrywkę, tudzież uprzyjemnić czas jakimiś dodatkowymi walkami. Kto będzie chciał sobie w ten sposób wydłużyć zabawę ten tak uczyni, a inni bez problemu ukończą główny wątek bez tego. Tymczasem przechodzenie gry od początku w pośpiechu... zwyczajnie nie widzę w tym celu (podobnie jak w innych speedrunach - get a life ). Przykład z Personą niezbyt trafiony. Questy te nie mają żadnego limitu czasowego ani innego ograniczenia - jeśli się chce to w ramach odskoczni od głównego wątku można je wykonać. Poza tym ich zaliczenie wiąże się z możliwością odblokowania jednego z najsilniejszych bossów w całej grze. Tak więc ciężko powiedzieć aby było to zupełnie bezcelowe. Można też wyjść na dwór lub na piwo . A na poważnie, róbta co chceta - Wasz stracony (imo) czas ;>. Ja bym w tym czasie wolał przejść inną gierkę, lub też bawić się w odblokowywanie czegoś bardziej przydatnego, nie wymagającego takiego poświęcenia. Np. w FFXII bawię się w polowanie na potwory, ale robię to dla urozmaicenia, dla nagród, lepszego ekwipunku itp. Nie będę jednak płakał jeśli nie zaliczę wszystkiego w 100%. No ale co kto lubi. Renton, seriously, czepiasz się mnie jak rzep psiej dupy ;>. Za bardzo zjechałem "och ach" FFX, czy co? ;>
-
seria final fantasy
Bez obaw. Ograniczenie czasowe jest zupełnie niegroźne, a konieczność planowania dnia potraktuj jak konieczność planowania tur podczas walk . To była ironia, w dodatku odnosząca się ogólnie do serii, nie IX. Na moje potrzeby oferta zupełnie nieopłacalna, gdyż bym płacił za abonament 2-3 razy więcej niż muszę. Na jedno by wyszło tak naprawdę. Poza tym grać mam w co, nie spieszy mi się z zakupem PS3 na chwilę obecną. Zacznę o tym myśleć gdy wyjdzie Persona 5 . Do tego czasu natomiast ceny być może jeszcze bardziej spadną, lub pojawią się lepsze oferty. Nigga, please...
-
seria final fantasy
Nie grzesz już więcej i idź grać w P4 jeśli jeszcze tego nie uczyniłeś, a nie bawisz się jakimiś przereklamowanymi Finalami ;p. Przepraszam, musiałem .
-
seria final fantasy
No niestety tego nie pojmuję. Nie przy takich metodach. Ja się po prostu nie lubię do niczego się zmuszać i o ile np. jest szansa zdobycia lepszego ekwipunku poprzez pokonanie jakichś bossów czy wykonanie innych przyjemnych czynności, tak nie widzę sensu w kończeniu gry na czas, tylko celem zdobycia jakiegoś świecidełka. Nic z tego tak naprawdę nie mamy, mało kto to zobaczy, zabawa przy tym wątpliwa, bo wystarczy gdzieś się potknąć i 12h w plecy. Zwyczajnie wolę sobie zamiast tego ukończyć inną grę - mogę spokojnie spać po nocach nawet ze świadomością, że nie ukończyłem danego jRPG w 100%.
-
seria final fantasy
To ja zapytam, po co komu taki mieczyk skoro grę i prawdopodobnie większość bossów opcjonalnych da się pokonać i bez niego? Bajer dla fan(boy)ów bez życia, chciałbym rzec. A wtedy to i osiągnięć dla achievement whores nie było nawet. Nie widzę w tym sensu po prostu, oprócz chęci podbudowania swego ego i pochwaleniu się w gronie innych no-life'ów ;p. Pograjcie w inną grę lepiej ;>. Btw. reanimowałem PS2 dzięki pomocy Beriona z forum, więc może jednak ukończę FFXII. Niemniej jednak muszę przyznać, że trochę się już to ciągnie później, szczególnie kiedy plansza zdolności jest już cała odblokowana. Wychodzą wtedy pewne braki i niedociągnięcia systemowe, trochę ujmujące właściwej zabawie. Wciąż nie twierdzę, że jest źle, ale osobiście bym już po tych ponad 70 godzinach chciał grę zakończyć, tym bardziej, że niedługo dostanę przesyłkę z MS Saga, którego mam zamiar sobie odświeżyć (w tej grze nawet po 60h nie miałem dosyć, tyle było do zrobienia) oraz Chrono Triggerem. Jestem obecnie w Pharos at Ridorana - może mi ktoś bez spoilerów powiedzieć ile mi mniej więcej zostało do końca gry, pomijając ewentualne okazyjne zboczenie z drogi celem wykonania jakiegoś hunta? Także czy jest w grze jakiś tzw. "point of no return", w którym nie pozostanie mi już nic innego tylko parcie przed siebie i zakończenie całości? Nie chciałbym się w coś takiego ślepo wpakować, gdyż mam zamiar przynajmniej spróbować ukończyć zlecone polowania.
-
PS2 FAQ - najczęściej zadawane pytania
Można, ale przeginać też nie chce. Skoro jest dobrze i legalnie to mogę z tym żyć, nawet jeśli dużo zajmuje ;>.
-
PS2 FAQ - najczęściej zadawane pytania
Pobrałem noobie package, w którym widniała notka, że zawiera tylko legalne pliki, czyli chyba dobrze?
-
PS2 FAQ - najczęściej zadawane pytania
Berion, jestem Ci winien piwo, a nawet i zgrzewkę . Zaryzykowałem, po zrobieniu kopii save'ów sformatowałem memorkę i wgrałem FMCB. Działa idealnie, a płyta z HDL może iść w odstawkę. Jedyny mankament, to że trochę dużo pliki zajmują (ponad 3MB), ale to już problem na kiedy indziej - może przynajmniej zrobię jakoś porządek na memorkach. A i czegoś nowego się nauczyłem. Czyli jednak PS2 jeszcze nie RIP. Raz jeszcze dzięki . Btw. używałem do tej pory oryginalnego HDL i prawdę mówiąc nie wiem czym on się różni od wersji patchowanych, oprócz tego, że ma gorszą kompatybilność. Zresztą, wiele gier i tak zgrywałem za pomocą winhiipa - głównie tych NTSC - więc nie wiem jak ma się sprawa transferu danych. Co do obsługiwanych gier, z tych przeze mnie posiadanych jedynie Xenosaga, SotC, MGS2 Substance oraz God of War 2 musiałem odpalać z wersji 0.8c. Cała reszta albo działała dobrze na oryginale, albo nie działa wcale z dysku... ...i tutaj pojawia się inny problem, w związku z którym chyba i tak trzeba będzie kupić jakieś zapasowe/drugie PS2 - nie wszystkie gry działają na HDD ;>.