To jest taki RPG w wersji bardzo light z naciskiem na akcję. Trochę to wygląda tak, jakby Obsidian chciało zrobić grę dla ludzi, którzy boją się bardziej skomplikowanych systemów i olewają bardziej rozbudowane pozycje jak BG3 (czy nawet starsze tytuły od nich samych), takie "mój pierwszy RPG - elementarz dla opornych". Bo są tutaj statystyki, dialogi, wybory, buildy, backgroundy postaci i tak dalej, ale kompletnie nie czuć tego, żeby to na to był położony nacisk. Statystyki i buildy można sobie mieszać i przeplatać (nie ma przywiązywania się do jednej ścieżki, choć można i tak poprowadzić postać), ja np. śmigam magiem z grymuarem w jednej ręce i pistoletem w drugiej, a w razie potrzeby zmieniam jednym guziorem loadout w walce na miecz jednoręczny i tarczę, którą paruję chopków i wyprowadzam im seryjkę w kontrze. Na ten moment wygląda też na to, że ciężko będzie "zepsuć sobie postać", bo chyba wszystko za drobną opłatą można zwrócić i rozdzielić od początku, a to zawsze fajnie i można będzie sobie poeksperymentować w trakcie jednego przejścia zamiast robić specjalnie inną postać pod inny build. Dialogi i wybory - napisane są spoko, patent z aktywnym lorebookiem z FFXVI jest fajny i o ile laik w tym świecie (jak ja) niektóre rzeczy sobie wydedukuje z kontekstu rozmowy tak zawsze można wyciągnąć "książkę" i doczytać krótką notkę, czym jest animancja czy kim jest jakaś ewidentnie znana wśród lokalsów postać, a o której ja pierwsze słyszę i zamiast podziwu czy grozy jej imię budzi we mnie gromkie poczucie "kto kurwa?". Tutaj widać znowu wyciągnięcie ręki do mniej obeznanych, chociaż ilość tekstu i informacji do przyswojenia jest duża i może odstraszać ludzi mających uczulenie na czytanie w gierkach. Jednak o ile są jakieś tam skill checki i opcje zależne od wybranego pochodzenia postaci to wydaje mi się, że nie mają one wpływu tak naprawdę na nic istotnego. Pierwszy z brzegu przykład? Lasia w tutorialowej sekcji zamknięta w lochu - zależnie od wyborów mogłem ją uwolnić i zyskać tymczasowego kompana w walce albo zostawić w celi. No super wybór, taki nie za bardzo znaczący. W grze jest też sporo notatek, dzienników i innych zapisków i są one napisane naprawdę spoko. Przed premierą słuchając jutuberów widziałem scenariuszowy obraz nędzy i rozpaczy gdzie psy dupami szczekają, a czytając sobie wszystko co spotkam nie czuję krindżu, żenady czy innych rzeczy. Wręcz przeciwnie, chcę sobie poczytać, bo gładko to wchodzi i jest napisane lekko, sprawnie i przyjemnie - czasami z nutą humoru, czasami z dozą powagi tam gdzie trzeba. Tutaj można poczuć powiew starego Obsdidianu, choćby na chwilę.
Miasta, NPCe i kontrowersyjne rzeczy znane z filmików wybitnych specjalistów gierkowa typu kiszczak czy ten drugi z radia - tak, świat jest makietą i to widać. Gdzieś tam ktoś sobie coś pierdoli pod nosem, ktoś inny stoi pod słupem, ktoś inny idzie z szopy na podwórko rąbać drewno. Dzieje się tak gdy wchodzę do miasta pierwszy raz, potem drugi raz, potem piętnasty po dwóch godzinach - gość dalej pierdoli pod nosem, słup jest podpierany przez tego samego łebka, a ten od drewna to w tym tempie prędzej zamarznie z całą rodziną niż coś osiągnie tym machaniem siekierką No jest pusto, względem poprzednich gierek Obsidianu jest potężny regres w tej materii. Oprócz tych postaci, które mają dla mnie questa reszty równie dobrze mogłoby nie być i wiele by się nie zmieniło. A szkoda ogromna, bo już pierwsza miejscóweczka jest całkiem przyjemnie zaprojektowana (zarówno wizualnie jak i designersko), eksploracja jest nagradzana zawsze jakimś mniej lub bardziej cennym itemkiem, a i zdziwiłem się jak mocno wertykalna jest ta gierka - jakieś wieżyczki, przejścia po dachach, pokitrane skalne ścieżki... Szkoda, że z tyłu głowy mam to, że ja i mój ziomek z ekipy to chyba jedyne faktycznie żywe postaci w tym świecie - gdyby npce żywiej reagowali, gdzieś tam sobie chodzili i nie stali pod pieprzonym słupem godzinami to odbiór całości byłby znacznie przyjemniejszy. Tym bardziej boli to, że to wygląda ładnie wizualnie i śmiganie po zaludnionych obszarach z jednej strony cieszy michę (bo jest gdzie śmigać i czego szukać) i oko (bo wygląda to ładnie), a z drugiej za moment trafiamy na tego pacana od siekiery i całą wczutę szlag trafia. Co za to wyszło dobrze to ta wspomniana walka - tutaj już można powiedzieć sporo dobrego. Czuć ciężar ciosów, przeciwnicy reagują na szlagi i pizgnięcia jak trzeba, można trochę postealthować, mamy kompana z osobnym drzewkiem rozwoju który może używać skilli na żądanie albo wedle AImisię, są parry, są uniki, jest magia (fajne jest to, że odblokowane w drzewku czary mogą nakładać się z tymi z grymuaru i zwiększa się ich poziom), no tutaj nie mam się do czego czepić. Walka z grupką przeciwników to już trzeba trochę się skupić, a bossowie też do łatwych nie należą. Combat w FPP dostaje ode mnie okejkę. A, no i broniek jest sporo - toporki, topory dwuęczne, buzdygany, łuki, sztylety, miecze, różdzki, grymuary, pisolety jedno- i dwuręczne i coś pewnie jeszcze ominąłem, a każdą walczy się inaczej.
Po kilku godzinach z Avowed napisałbym to samo, co na początku - to aRPG z naciskiem na "a" w wersji bardzo light. Ludzie szukający przygody na miarę BG3, wartkiej historii z masą wyborów mających znaczenie i dużą interaktywnością świata będą zawiedzeni. Porównując do największych i najlepszych gier z gatunku Avowed nie ma szans, bo taki Henryczek Boży bierze go w tych kwestiach na miękko i nawet nie za bardzo się poci. Ale to, że nie równa do największych nie znaczy, że nie ma tu czego szukać, bo jednak parę trików za pazuchą ma. Przynajmniej na ten moment co pograłem, jak coś się po drodze zmieni to dam znać.