Pograłem kilka godzin w Medal of Honor i parę wrażeń ode mnie.
Jest to pozycja pełna sprzeczności. Skończyłem singla - jest krótki ale bardzo treściwy. Podobał mi się niesamowicie. Świetnie pokazany klimat zaszczucia i osamotnienia agentów służb specjalnych w walce z talibami. Można grać z szeroko otwartymi oczami i chłonąć tę historię, przy czym ... w najlepszym momencie ona się kończy. Poziom hard nie jest żadnym wyzwaniem i raczej nikt nie będzie miał jakichkolwiek kłopotów z jego przejściem. Grafika średnia ale podczas akcji nie ma czasu, żeby się zbytnio rozglądać, muzyka i dźwięk też jakieś takie średniawonieporywające. Mimo to, singla, pomijając jego długość, spokojnie mógłbym ocenić na 8/10.
Multiplayer - tragedia jakich dawno nie widziałem (imho). Przyzwyczajony do map w BC2 nie mogę się ogarnąć na mapeczkach wielkości 20% małej mapy z poprzedniej produkcji DICE. Chaosu dopełniają raczej pełne mapy, czyli 24 osoby na takim skrawku. Ruszyć się nie można, zastanowić przez chwilę nie ma szans. Zero kooperacji, jedna sieczka i większość to snajperzy ściągający ludzi na respawnie z drugiego końca mapy. Brak pokazania kto cię zabił i gdzie się czai jest też dla mnie minusem. Stare wygi z lepszym uzbrojeniem wycinają młodych w pień. Na mapach pełno schowków, skrzyń, kamieni, czy ruin gdzie przeciwnik może się przyczaić. Ale na razie dostrzegam tylko chaos, chaos i chaos ... Moja ocena tego trybu to ledwo 5/10 - na długo w mojej konsoli ta gra już nie zagrzeje miejsca.
Summa summarum - nawet nie wykorzystuję kodu online pass (coś takiego jak kod VIP w BC2) - gra pewnie za jakiś tydzień (po premierze Fable3) pójdzie na allegro.