Trylogia Matrixa - Pewnie każdy zna,ale dzisiaj sobie zrobiłem maratonik dla przećwiczenia angielskiego...
Pierwsza część na ósemkę, każda kolejna o oczko niżej. Jedynka bardzo dobra, odpowiednie wyważenie scen efektownych (cholera, te pojedynki cały czas robią wrażenie) i tych spokojniejszych. W dodatku można wychwycić dużo odniesień do filozofii, jeżeli by się bardziej wgłębić w ten świat. Wszystko wypełnione fajnymi efektami specjalnymi w rozsądnej ilości. Reaktywacja jeszcze co nieco zagłębia widza w świat wykreowany przez Wachowskich, ale widać już nieco nadmierne zapędy w stronę widowiskowości, zaś Rewolucje to już w ogóle prawie w całości sama sieczka i pokaz kunsztu ludzi tworzących animacje na kompjutrach. Trzy rzeczy trzymają niezmienny poziom - efekty, muzyka i Hugo Weaving aka Agent Smith, dla którego była to chyba życiowa rola. A, no i od dwójki pojawia się Belucci i jej ściśnięte cyce.