Treść opublikowana przez Kazuo
-
Metal Gear Solid: Peace Walker
No, na pewno jeżeli chcesz poprawnie wykonać combo CQC, to warunkiem jest zbita grupa przeciwników. Po prostu powalasz jednego na glebę, a jeżeli drugi stoi zaraz obok niego to wciskasz R i Snake automatycznie się za niego bierze. Konkretny timing chyba nie jest wymagany. Aha, i raczej nie da się wykonać CQC jeżeli twój komando jest wyposażony w bazookę albo karabin, o tym też musisz pamiętać. Co do broni to wiadoma sprawa, że im wyższy level tym silniejsza moc działania (możliwe też, że się szybciej przeładowują etc.).
-
Najtrudniejsza gra...
Viewtiful Joe wciąga DMC:3 noskiem.
-
Bleach
To już przemiana w Hollow SSJ lv.9999 nie wystarczy :biggrin: ? Nie no, z tym Aizenem to nieźle Kuba pojechał. Chyba najbardziej przepakowana postać ever.
-
Metal Gear Solid: Peace Walker
O tak CQC w takim przypadku sprawdza się wprost rewelacyjne. Jeżeli w zasięgu ręki stoi nawet pięcioro wrogich komandosów to można ich wszystkich w błyskawicznym tempie powalić na ziemię. Reżyserka rozwala (lekkie rozmycie, dynamiczna praca kamery, odczuwalna siła ciosów). Nikt nie musi sobie nawet wyobrażać jak to wygląda, wystarczy że przypomni się jak w Snake Eater Jack rozwalił cały unit Ocelota - tutaj wygląda to mniej więcej tak samo. Power, choć technika niestety rzadko przydatna w misjach skradankowych.
-
Star Wars: The Force Unleashed
No ja nie grałem, napisałem przecież, ze to tylko założenie (w oparciu o to co napisał Suavek). Użyłem tego założenia, żeby zaznaczyć, że to co napisał Jack Frost nijak się ma wersji current-genowych.
-
Kingdom Hearts: Birth by Sleep
Ale tak jak napisał Dahaka - miej na uwadze, że CoM raczej nigdy nie wyszedł w PAL'u. Nie to nie Ja też nie potrafiłem zdzierżyć wersji na GBA, za to port na maszynkę Sony łyknąłem bez popity. Nie żebym był z góry uprzedzony do konsolki Nintendo czy coś, po prostu: a) nie ma to jak duży TV i pad w łapie b) wersja na ps2 mimo wszystko dzięki trójwymiarowej grafice, dynamicznym wstawkom filmowym i lepszemu sterowaniu jest zwyczajnie przystępniejsza Co do samej zawartości CoM to powiem tak: systemowo choć tradycyjnie nie poraża, to jednak pod tym względem jest to zdecydowanie najlepsza część serii w jaką można zagrać na sprzęcie Sony. Zabawa z kartami jest bardzo miłym urozmaiceniem po dziesiątkach godzin tępego mashowania w poprzedniczkach i naprawdę wciąga, a ponadto ani trochę nie koliduje z dynamicznymi starciami do których seria nas już przyzwyczaiła. Fabuła z kolei jest całkiem mocnym punktem gry i jako interquel (spoiwo łączące jedną część z drugą) rzuca sporo światła na wydarzenia ukazane w KHII. Tutaj po raz pierwszy pojawia się Organizacja XIII oraz tajemnicza dziewczyna zwana Namine, kontynuowany jest wątek Rikku (wyjaśnia się między innymi czemu na ukrytym w KHI filmiku widać go w stroju Organizacji), a także pokazane jest jak Sora trafia do dziwnej kapsuły. Generalnie odradzam czytanie skrótu fabuły z Wiki, możesz sobie nieźle popsuć zabawę. Chain of Memories ma też kilka dość znaczących wad, ale na szczęście nie aż tak poważnych, żeby jakoś znacząco ujmowały grze czyniąc ją kompletnie niegrywalną. Przede wszystkim razi wtórność, wtórność niemal wszystkiego - miejscówek, spotykanych postaci, utworów muzycznych oraz bossów. To raz. Dwa to słabiutkie, strasznie ograniczone, ubogie w obiekty, ciosane z grubych bloków lokacje. Niemniej da się przeżyć, chociaż pierwsze wrażenie jest bardzo niekorzystne. W końcu trzy - czas gry oraz żywotność. Osobiście rozłożyłem ten tytuł w trzy dni, po czym nie zostało już nic innego jak odłożyć go na półkę. Jako fan serii tak czy siak radzę zlać na wyżej wymienione mankamenty i skupić się głównie na dwóch najmocniejszych punktach gry: świetnych walkach oraz wciągającym scenariuszu. W moim odczuciu CoM, jako tymczasowy zaspokajacz głodu (przed Birth by Sleep) sprawdził się nad wyraz udanie
-
Metal Gear Solid: Peace Walker
Akurat walki z bossami to jeden z gorszych punktów Peace Walkera, przynajmniej do momentu do którego ja doszedłem. Do tej pory walczyłem z czterema: (wydaje mi się, że nie będzie to żadnym rażącym spoilerem, więc możesz sobie odsłonić) i niestety muszę przyznać, że starcia na kilometr trącą sztampą oraz prymitywizmem. Ot, prujesz ołowiem, aż dziadostwo nie padnie. Chociaż zaznaczam raz jeszcze, że jestem w dość wczesnym stadium rozgrywki i zapewne wkrótce jakiś tam poważny team bad-guyów się pojawi, a same walki się rozkręcą. W końcu to MGS i dziwne, żeby było inaczej.
-
Metal Gear Solid: Peace Walker
A czego się spodziewasz po wartownikach z MGS'a? Osły takie same jak zawsze. Pewnym utrudnieniem natomiast jest to, że tym razem potrafią Cię dostrzec z naprawdę sporej odległości. Tia, osławione "40/40". MGS:GotP, Bayonetta, Monster Hunter Tri, Nintendogs...generalnie mam niezłą bekę z ludzi traktujących serio oceny z Famitsu. Ok, ponad 5 godzin gry za mną, a ja pykam dalej - czyli jest dobrze. Tym bardziej biorąc pod uwagę, że Portable Ops wyrzuciłem w kąt po 2 godzinach. Do komiksowych scenek już się zdążyłem przekonać (przede wszystkim interakcja zrobiła na mnie całkiem pozytywne wrażenie), podział na pięciominutowe misje już tak nie razi (idzie się przyzwyczaić), więc pozostaje kwestia upośledzonej kontroli ruchów postaci oraz częstotliwość z jaką pojawiają się sub-bossowie (zdecydowanie zbyt duża). O fabule ciężko na razie cokolwiek napisać, gdyż rozkręca się dość powoli, jednak już teraz mogę uprzedzić, że na pewno nie zawiodą się fani wszelakich "kojimowskich" smaczków, tych jak zawsze nie brakuje (ba, niektóre wręcz wywołują szczękopad). Osobną kwestią jest budowa imperium Outer Heaven - zawartych tutaj opcji jest naprawdę sporo (np. produkcja broni, apteczek oraz itemów specjalnych czy rekrutowanie żołnierzy i przydzielanie im odpowiednich specjalizacji, a następnie wysyłanie ich w bój), a w miarę progresu w misjach odblokowują się coraz nowsze. Pomimo, że na początku byłem do tej zabawy nastawiony bardzo sceptycznie, uważając ją za zwykłe przedłużanie gry, to jednak z czasem dałem się wciągnąć. Ogólnie z każdą kolejną godziną coraz bardziej mi się ten tytuł podoba. Fakt, trudno nie psioczyć na pewne ograniczenia, czy to w swobodzie sterowania Snejkiem, czy możliwościach jakie oferują lokacje (Snake Eater to to nie jest, więc o wchodzeniu na drzewa i polowaniu na zwierzaki można zapomnieć), albo odnośnie częstych sekcji strzelanych (bossowie) lub niskiego AI przeciwników. Jednak pisząc całkiem poważnie - jak do tej pory gra mi się w to lepiej niż w Guns of the Patriots. Serio. I żeby za bardzo nie zapeszyć, tym zdaniem na razie zakończę.
-
Bleach
Przypominam, że mówimy tutaj cały czas o Bleachu, tworze w którym fabuła gra najmniejszą z możliwych ról. Poza tym przyznam, że jestem trochę zaskoczony tym, że Kubo chce jeszcze to dalej ciągnąć. Spodziewałem się raczej, że po skopaniu Aizena nastąpi koniec Bleacha.
-
Star Wars: The Force Unleashed
Ja bym raczej zakładał, że to skopana konwersja z current-genów.
-
Silnik forum
Ukradli mi avatara, na dodatek nie mogę sobie wstawić nowego. Wiadomo kiedy wypuszczą jakiegoś pacha naprawiającego ten błąd?
-
Metal Gear Solid: Peace Walker
Wiesz, nie domyśliłbym się z tymi kanistrami <captain obvious to the rescue>. Nie chce mi się robić misji pobocznych, więc o bazooce mogę na razie zapomnieć, ale i tak już załapałem o co chodzi :wink: Kurde, z jednej strony jestem mocno zniechęcony do tej gry, a z drugiej momentami tak bardzo przypomina mi ona mojego ukochanego Snake Eater'a, że aż głupio odpuszczać. No i ta plotka o rzekomym pojawieniu się . Na razie gram dalej.
- Community
-
Metal Gear Solid 4
Mnie bardziej rozwalił fakt, że tak ważne osobistości nieraz ginęły w tak błachy sposób (vide pani Clark przy eksperymentowaniu na Gray Foxie czy Signit podczas rozróby na Shadow Moses). A wydawałoby się, że ci wielcy Patrioci są nietykalni.
-
Metal Gear Solid: Peace Walker
Nie podliczyłem intra, w trening się nie bawiłem, a niektóre rozmowy przez codec skracałem - plus minus wyszła godzina (może ciut ponad). Doszedłeś już do starcia z ? Jak tak to zdaj relację, bo nie wiem czy po prostu ja już jestem za stary na strzelanki czy faktycznie gra wymaga pakowania broni.
-
Metal Gear Solid: Peace Walker
Grałem godzinkę, po czym sobie odpuściłem. Nie wiem, może to przez ten podział na pięciominutowe misje (ok, taka specyfika gier na kieszonsolki, ale w przypadku MGS'a kompletnie to do mnie nie trafia), może przez "oryginalny" sposób przedstawiania fabuły (IMO komiksowe scenki są zwyczajnie brzydkie, chaotyczne i często nieczytelne, a ich animacja trąci groteską), albo może przez kilka totalnie chybionych rozwiązań, jak np. patent z produkowaniem, a następnie pakowaniem broni (rzecz konieczna jeżeli w ogóle chcesz przejść tą grę, ciekawa rzecz jak na skradankę - warto dodać). Nie wiem też czy to wina wadliwego PSP na którym grałem, czy może braku mojego rozeznania w klawiszologii, ale...w tej grze chyba nie można się ani czołgać, ani odciągać na bok złapanych przeciwników (po schwytania wroga za pomocą CQC pozostaje go tylko szybko ogłuszyć). Dziwne. Darowałem sobie po drugim "bossie", który pojawił się w ciągu 60 minut od rozpoczęcia gry. Konieczność dopakowania karabinu maszynowego, żeby go rozwalić "trochę" mnie zniechęciła.
-
Suikoden
Crapów zazwyczaj staram się unikać, więc nie wiem jak ma się sprawa z poprzednimi Suikodenami, ale 5 to IMO okropny średniak. Mega prostacki system walki (na dobrą sprawę niemal całą grę można przejść nie korzystając z magii oraz opcji formacji drużyny), obrzydliwa oprawa graficzna + częste loadingi (momentami czułem się jakbym grał na psxie), kiepski design lokacji (sztampowe do bólu dungeony), beznadziejny wygląd głównego hiroła i przeciwników. Wisienką na tym niezbyt smacznym torcie jest ubogi scenariusz, który choć trzeba przyznać całkiem oryginalny (nastawiony przede wszystkim na polityczne machloje, sprawy wojenne, a nie jak to zazwyczaj bywa na ratowanie księżniczki przed złym demonem i ocalenie świata), to jednak praktycznie pozbawiony ciekawych zwrotów i zapadających w pamięci postaci (no, ale skoro fabuła przez 80% gry polega na kompletowaniu drużyny to nie ma się co dziwić). Teraz, kiedy już opadły emocje mogę wystawić jedyną słuszną ocenę: 5/10. Do dwójki nie ma nawet sensu porównywać, po prostu nie wypada.
-
Devil May Cry 4
Osobiście to ja w nowym DMC chciałbym w końcu zobaczyć TEGO Spardę w akcji. After all seria już od dawna wręcz prosi się o prequel opisujący jak to wszystko się zaczęło, pokazanie losów największego madafaki w grach wideo, tego jak zbuntował się przeciw pobratymcom, poznał swoją miłość, a następnie tragicznie ją utracił, jak pokonał władce demonów etc. Dante już chyba wszystkim zdążył się przejeść, Nero to pipka, na osobną grę z Vergilem raczej nie ma co liczyć, więc...musi być SPARDA! Ja to widzę tak: apokaliptyczny klimat (jeżeli będzie prequel to inaczej być nie może) + Sparda + wbijająca tyłek w siedzenie oprawa + garść nowości/lekko przemodelowany system walki = DMC na jakiego czekam od czasu Dante's Awakening.
-
Naruto (uwaga spoilery)
W takim razie musiałem przeoczyć tego rasengana (rzeczywiście szybko to pokazali), ale i tak nie za bardzo podoba mi się tak szybki progres Naruto. Jeszcze przed treningiem dostałby wpie.rdol od byle jounina, a teraz sam (nie licząc wsparcia ze strony ropuch) mierzy się z ninjasem kalibru godnego Kage, kozacząc przy tym niemiłosiernie. Porównanie do Bleacha nieco przesadzone, jednak wydaje mi się, że pan Kishimoto i tak z deka przesadził z tą dopałką.
-
Lost - Zagubieni
Ale trzeba się dobrze naszukać, żeby znaleźć jakiś konkret, a tutaj mam niezłą laskę biegającą po lesie w mokrym podkoszulku podaną na tacy. Nie wiem, może po prostu wystarczy nie przepadać za kiepskimi comic-reliefami? Mam nadzieję, że coś go zeżre na początku trzeciego sezonu
-
Naruto (uwaga spoilery)
Przydałby się jakiś osobny temat dla tych co nie czytają mangi W każdym razie w anime nadszedł moment kulminacyjny rozwałki w Konoha. Sage Naruto rozwalający pojedynczym ciosem jedną z form Peina nieźle mnie rozbawił. Do tej pory myślałem, że takie przepakowane power-upy mają miejsce tylko w Bleachu.
-
Devil May Cry 4
Normalnie jakbym czytał samego siebie (z tą różnicą, że ja bardziej dbam o gramatykę :wink: ). Generalnie przy DMC:4 dość mocno czuć już fetor schematu, poza tym sama gra względem Dante's Awakening to żaden krok do przodu, a wręcz znaczny do tyłu. So, jeżeli zapowiedziana piątka nie wprowadzi jakichś większych zmian to kiepsko widzę przyszłość serii.
-
Ostatnio ukończone
DQ:VIII to jeszcze pół biedy, spróbowałbyś tak zagrać na zacinającej konsoli w Digital Devil Sagę (random encounters średnio co 3 kroki), albo Suikodena V (walki co 0,5 kroku) - to byłby dopiero hardkor. Aktualnie cały czas męczę Shadow Hearts 3: From the New World. Gierka całkiem przyjemna, poziomem grywalności zbliżona do dwóch poprzednich części, jednak znacznie gorsza jeżeli chodzi o klimat i fabułę. Może po ukończeniu napiszę coś więcej.
-
Lost - Zagubieni
Z racji nadmiaru wolnego czasu postanowiłem w końcu sobie nadrobić ten serial. Na razie dwa sezony za mną i przyznam, że jak do tej pory żadnej rewelacji nie ma, chociaż dzielnie brnę do przodu. Irytuje trochę nadmiar retrospekcji (momentami czuć ewidentne zapychanie nimi odcinków) oraz wkurzają niektóre postacie (vide heros Jack, grubas Hurley, który próbuje być śmieszny, ale mu za bardzo nie wychodzi, albo ta para koreańców, którzy są tutaj nie wiadomo po co). Ponoć akcja nabiera tempa przy trzecim sezonie. Oby. Za to Katie fajna dupa i choćby dla jej spoconej koszulki warto się z Lostem zapoznać.
-
Znienawidzona postać
Wprawdzie serial oglądam dopiero od niedawna (2 sezony za mną), ale swoje zdanie na temat tej postaci mam już wyrobione. Jack - postać stworzona na podstawie podręcznika "Jak zrobić mega typowego głównego bohatera serialu". Do bólu wręcz szablonowy kolo. Dobry, honorowy, gotów oddać życie w każdej chwili. Jak coś się zje'bie to już zawczasu wiadomo, że Jack wszystko naprawi i wszystkich uratuje...