Treść opublikowana przez Kazuo
-
Silnik forum
@bajej - to masz dobrze, mi od wczoraj każda strona ładuje się 15 min.
-
Forumowy Versacze
Sorry, ale trollowanie zaczęło się jeszcze zanim ja odwiedziłem ten temat. Wróć parę stron wstecz. Moja propozycja jest taka, żeby banny strzelił wszystkim lodzika na zgodę. Albo niech ktoś wróci temat na właściwe tory, wrzucają w końcu nie-gejowską fotę do skomentowania.
-
Forumowy Versacze
Eh Fore, daj se lepiej siana. Z doświadczenia powinieneś wiedzieć, że z kobietami nie ma sensu wdawać się w dyskusje. banny, nie widziałem kogo zapytać, a Ty ponoć jesteś tutaj ekspertem od gejowskiej odzieży. Jak Ci się widzą te slipy?
-
Quiz obrazkowy PS2
Gundam 85765?
-
Supernatual
Wali mnie w jaki sposób mieliby to zrobić, końcówka tak czy inaczej powinna być bardziej epicka niż pierwszy lepszy odcinek wyciągnięty ze środka serii. Tym bardziej, Panowie, że tu do jasnej cholery nie chodzi o jakieś tam polowanie na złego stwora, ale o APOKALIPSĘ i starcie z samym Lucyferem. Nie wiem, może na was serio to nie robi żadnego wrażenia, ale mnie takie ratowanie się półśrodkami (na zmianę z idiotycznymi wymówkami) już powoli zaczyna naprawdę irytować. A nawet żenować. Kiedy zobaczyłem scenę rozmowy Sama i Deana z Joshuą w Ogrodzie poczułem się autentycznie zrobiony w balona. I te kretyńskie wytłumaczenie - "Widzicie tutaj to, co chcecie". No comment, równie dobrze mógłby powiedzieć "Sorry chłopaki, mieliśmy za mały budżet" albo "Scenarzystom nie wystarczało wyobraźni, żeby wymyślić coś lepszego, dlatego...nakręciliśmy tą scenę w ogrodzie botanicznym. I finito". Osom.
-
Supernatual
Dahaka, przy ostatnich odcinkach apocalypse arc mogliby jednak wysilić się trochę bardziej. Już nawet w Buffy ciekawiej to wszystko wyglądało.
-
Nowy rodzaj zabawy- Co to za gra?
Tak jest ;]
-
Nowy rodzaj zabawy- Co to za gra?
Niestety, to nie ta bajka. Chyba trochę zaogólniłem, więc dodam jeszcze, że ten sam protagonista mniej więcej na 1/3 gry zmienia sobie fryzurę.
-
Nowy rodzaj zabawy- Co to za gra?
Gra, w której główny protagonista jest zaledwie repliką (kopią) innej postaci. Nie jest to Hitman.
-
Hit, którego fenomenu nie pojmujecie
Nie, chcę tylko powiedzieć, że jest multum innych, lepszych od FFVII gier, które bardziej zasługują na remake.
-
Theme'y w RPG
Nie tylko Boss, ale w ogóle najlepszy theme jaki kiedykolwiek powstał na potrzeby jRPG. Dziękuję za uwagę, możemy już zamknąć temat.
-
Hit, którego fenomenu nie pojmujecie
A słyszałeś chociażby o najbardziej pożądanym remejku RPG ever (albo raczej gry wideo w ogóle)? W opinii naprawdę wielu graczy to właśnie "kultowa" siódemka zasługuje na to wyróżnienie, co samo w sobie już o czymś świadczy.
-
Energy Drinki
No to zaszło z mojej strony małe misanderstending. Ale tego shota jeszcze nie próbowałem, mocno kopie chociaż?
-
Energy Drinki
E tam, gadasz. Większość smakuje jak zwykła oranżada, ale niektóre są naprawdę bardzo dobre. Polecam spróbować Tropical Burn'a, oraz Tiger'a Hawaii.
-
Nowy rodzaj zabawy- Co to za gra?
SH: Shattered Memories?
-
Energy Drinki
Tabletkowy Tiger to może i smakowo jest syf (chociaż multiwitamina jeszcze obleci), ale jak walniesz z 7 tabsów do 200 ml wody to możesz być pewien, że wypierdoli Cię w kosmos. No i cenowo bardziej się opłaca.
-
Hit, którego fenomenu nie pojmujecie
W takim razie nie ma tu mowy o trzeźwej ocenie. Z tą liniowością SG masz sporo racji, jednak nie zmienia to faktu, że decydując się na korzystanie z wersji zaawansowanej już od samego początku masz ogromny wpływ na późniejszy rozwój danego bohatera. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby na przykład walnąć sobie do drużyny kilku dark mage'ów, albo żeby z Lulu zrobić postać fizyczną (chociaż i tak zajmuje to trochę czasu i z początku jest dosyć niekorzystne). Wszystko rozbija się o to z jakiego grida skorzystasz, ale na pewno wybierając ten drugi nie możesz powiedzieć, że nie masz jakiegokolwiek wpływu na kreowanie postaci. Bo masz, i to całkiem spory. I tutaj na szczęście się mylisz. Oprawa wizualna to dla mnie rzecz trzecio - o ile nie czwarto czy pięcio - rzędna; oczywiście dobrze, żeby była zadbana, ale nie jest to element decydujący przy mojej ocenie ogólnej. I tak samo w przypadku DS1/DS2 - jednak sporo irytujących uproszczeń w grafice (wynikających zapewne z lenistwa jej twórców) sprawiło, że nie mogłem tego pozostawić bez komentarza, musiałem i jeszcze trochę będę musiał ponarzekać: to samo, prawie że identyczne miasto, kiepski wygląd przechodniów, mdłe efekty, sztywna animacja ruchów postaci czy wspomniana prze Ciebie statyczność lokacji, to wszystko naprawdę przez cały czas bardzo kłuło mnie po oczach. Mnie, kolesia który bez zająknięcia potrafi dzisiaj skończyć Xenogearsa czy drugiego Suikodena. Pierwszego zdania nie skomentuję, niestety nie dałem rady wytrzymać przy tym tytule na tyle długo, aby się o tym przekonać. Co do samych walk zaś, to przyznam, że obie gry pod tym względem jakoś szczególnie nie porażają. No, Final przynajmniej do czasu, bo ten kto go skończył wie, że prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero po odblokowaniu Monster Areny i Dark Aeonów.
-
Co omijać szerokim łukiem?
Konkretnie to nie mówie, że nie jest (pipi)owe, chciałbym się jednak dowiedzieć na czym ta chu'jowość generalnie polega. Bo wiesz, bez podania argumentów dokładnie to samo można powiedzieć o Fullmetal Alchemist, Death Note i o każdym innym anime.
-
Co omijać szerokim łukiem?
Kałabanga tu, kokodżambo tam, ale tak naprawdę nic z Twojego postu nie wynika. To znaczy co jest nie tak? Konkretnie.
-
Hit, którego fenomenu nie pojmujecie
Akurat zdanie na temat random encounterów miało służyć dokopaniu Suikodenowi 5, a nie postawieniu w złym świetle FFVII; wszak losowe walki to zmora niemal każdego erpega z epoki Psx i trudno to dziś uznać za jakiś poważny minus. Natomiast jeżeli chodzi o hype w stosunku do siódmego fajnala, to tutaj nie potrzeba żadnych argumentów, wystarczy poczytać co do dzisiaj piszą niektórzy znawcy jRPG na temat tej gry. Szczerze to mi też VS nie przypadł jakoś szczególnie do gustu, ale zachowując minimum obiektywizmu - ta gra jest lepsza. Walki choć z pozoru nieskomplikowane i dające przewagę graczowi są jednak znacznie bardziej wymagające niż w FFVII - mało którego przeciwnika rozwalisz metodą "atak, atak, leczenie, atak, atak", o częstych bossach nawet nie wspominając. Tutaj liczy się przede wszystkim dobra taktyka (umiejętne wykorzystanie magii i ataków fizycznych), ale też i niemały skill w łapach. Trzeba przy tym przyznać, że VS momentami jest cholernie trudny i generalnie po tym względem daleko mu do odmóżdżonego systemu FFVII i starć, które w większości przechodzisz z rozpędu. Klimat to już bardziej kwestia gustu, jedni bardziej będą cenić sobie posępną atmosferę mrocznych lochów Vagranta, inni lajtowy klimacik siódmego fajnala (no, może nie aż tak lajtowy, ale obecność Cat Shita w drużynie robi swoje). Podobnie jest z fabułą, chociaż moim zdaniem dojrzałość i ciekawy styl Vagranta przeważają nad częstą infantylnością przygody Clouda i spółki. Sam gameplay, czyli jakby nie patrzeć najważniejszy element każdej gry przemawia IMHO na korzyść VS. Pomijając bardziej absorbujące walki - jest go więcej. Podczas gdy w fajnalu przez sporą część gry zmuszeni jesteśmy przewijać dialogi w Vagrant Story praktycznie cały czas jesteśmy w ruchu. Scenki przerywnikowe nie są aż tak nachalne i pełnią wyłącznie rolę krótkich przerw dla gracza. Oczywiście nie każdemu to musi się podobać. Ogólnie nie twierdzę, że FFVII jest grą słabą. Przeciwnie - to świetny kawał erpega. Jednak za cholerę nie potrafię zrozumieć fenomenu, który on wywołał, i tego że do dzisiaj niektórzy powołując się na najlepsze konsolowe RPG wymieniają właśnie ten tytuł. Suavek: jutro Ci odpiszę ;*
-
Co omijać szerokim łukiem?
Bo?
-
Energy Drinki
Właśnie sobie kupiłem tropikalnego Burna. Bez jaj, to jest najbardziej kopiący energetyzer jakiego kiedykolwiek piłem (+ ma zajebisty smak).
-
Hit, którego fenomenu nie pojmujecie
Kompletnie bezsensowne i zbędne rozwiązanie, zaledwie udające coś bardziej rozbudowanego. No, ale zawsze chociaż udające, przynajmniej nie jest tak jak w wielu innych jRPG, że nie masz w kompletnie żadnego wpływu na rozwój postaci. Zresztą, przypominam, że w FFX występują dwa rożne sphere gridy. W tym drugim, dającym więcej swobody, przy odrobinie samozaparcia nawet z Wakki możesz zrobić zaawansowanego healera. Nigga, please... DS1 skończyłem całego, dwójkę darowałem sobie gdzieś tak przy siódmej godzinie, kiedy zorientowałem się, że to tylko taka trochę bardziej dopakowana część pierwsza. To co skreśla ten tytuł to przede wszystkim do bólu prostacki system walk w połączeniu z niesamowitym wręcz lenistwem developera i prawdopodobnie niskim budżetem: brak mówionych dialogów to po prostu śmiech na sali (gra wydana w 2008 roku na konsolę szóstej generacji), skopiowane z jedynki miasto mówi samo za siebie, a i raczej niskich lotów oprawa A-V nie stawia tej gry w zbyt dobrym świetle. Co do fabuły to raczej trudno mi się wypowiadać, ale jeżeli jest ona równie kretyńska co w jedynce (samurajowie vs demony vs mechy + wypad w kosmos w celu ratowania świata + gadający kot) to akurat porównanie do FFX jest tutaj bardzo nie na miejscu. Jeżeli chodzi zaś o postacie to mechaniczny bolek z jedynki o imieniu Rasputin wydawał mi się wystarczająco infantylny (nie mówiąc już o tym co poźniej wyprawiał z nim Viktor). Wiedziałem, że powołasz się tutaj na mój ostatni komentarz do FFVII, dlatego napisałem, że spory wkład w moje postrzeganie i samą ocenę dziesiątego fajnala ma sentyment. Patrząc obiektywnie zdaję sobie sprawę, że jest wiele innych, lepszych gier (chociażby te wymienione przez Figara), dlatego zaznaczam - FFX jest najlepszym erpegiem na ps2, ale tylko i wyłącznie w mojej własnej, mocno nacechowanej subiektywizmem opinii. Z drugiej strony, oceniając go już nawet całkiem trzeźwym okiem to i tak nie potrafię się zgodzić z Tobą pod wieloma względami. Bo ta gra i tak jest świetna. Ma dobrą, wciągającą fabułę, rewelacyjną oprawę, nie najgorszy system i walki (choć równie "skomplikowane" co FFVII) no i zdrowy czas gry (kilka fajnych questów, multum dodatkowych bossów), czyli wszystko to czego można oczekiwać od porządnego RPG. I jeszcze w odniesieniu do mojej krytyki FFVII (z działu "Graczpospolita") - żebyś mnie źle nie zrozumiał - ja nie uważam, że siódmy Fajnal jest grą słabą, ja po prostu nie rozumiem jakim cudem doczłapał się on statusu jednego z najlepszych (o ile nie najlepszego) JRPG w dziejach konsol, kiedy swoim poziomem jest bardzo zbliżony chociażby do FFX. Ok, z mojej strony EoT, bo zaraz Grigori się wkurzy. Jak ktoś ma ochotę na kontynuowanie wątku to zapraszam do "pieprzenia".
-
Hit, którego fenomenu nie pojmujecie
Z ciekawszym systemem, bardziej absorbującymi walkami, wyższym stopniem trudności i mniej japońskim (czyt: infantylnym) klimatem. No, z CC można się jeszcze wykłócać, ale na pewno nie z Vagrantem. Takie gry jak Suikoden 2, Xenogears czy FF: Tactic również moim zdaniem pod wieloma względami biją na głowę FFVII. Do dzisiaj kompletnie nie rozumiem fascynacji ta grą, a już tym bardziej nie czaję usilnej chęci ujrzenia przez niektórych remejka tejże gry. Już lepiej odświeżyliby Parasite Eve.
-
Hit, którego fenomenu nie pojmujecie
A dokładnie to którym miejscu tak napisałem? Nie przeczę, że w momencie premiery FFVII nie robił wrażenia, jednak patrząc na ten fenomen z perspektywy czasu, aż dziw bierze, że status najlepszej gry RPG na PSX utrzymał się aż tak długo. Przecież już w kilka lat po rozdmuchanej siódemce pojawiło się na rynku wiele znacznie bardziej wartościowych gier (że wymienię chociażby Vagrant Story czy Chrono Crossa), które jednak w światku graczy nigdy nie odniosły, aż takiej popularności co FFVII. Nawet pomimo tego, że były one zwyczajnie lepsze.