-
Postów
10 939 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
48
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez Tokar
-
Kur/wa dopiero dzisiaj na spokojnie zaczyna docierać do mnie stopień debilizmu niektórych zawartych w tym filmie motywów. Wygląda na to, że to prawda, że z powodu strajku scenarzystów najpierw nakręcono wszystkie ujęcia CGI (czyli jakieś 75% filmu), a dopiero później zatrudniono kogoś, żeby do gotowych już scen dopisał jakaś historię o_O
-
Efekty owszem koszące od strony technicznej, ale z pomysłami na pokazanie akcji, które można by przy takim budżecie i technologii wykręcić już gorzej. Większość naprawdę kozackich scen pokazano w trailerach, reszta to owszem efektowne, ale raczej mało wyrafinowane bum bum, które dość szybko powszednieje, nie ważne jak pieczołowicie zrobione są roboty i jak fajnie się poruszają. Walki wręcz może i byłyby mega, gdyby było widać kto, kogo i z czego bije. Niestety zbyt bliskie i szybkie ujęcia powodują chaos. Zresztą nie tylko one. Kilka osób już o tym wspomniało - ilość transformersów w tej części przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku. Pod koniec to już jest masakra, wszyscy nawalają do wszystkich, nie wiadomo gdzie autoboty, gdzie de(pipi)ticony, po ekranie biegają dziesiątki jakichś anonimów. Jako taką sympatię wywołał u mnie chyba tylko Jetfire i ten mały robot Meganki, bo bliźniacy swoją ziomalskością raczej irytowali niż bawili. Reszta podczas przypadających na każdego 10 sekund czasu antenowego nie zdołała wywołać u mnie jakichkolwiek odczuć i miałem centralnie pod pośladem kto komu zrobi krzywdę. Gdybym nie widział jedynki, to za nic nie domyśliłbym się, że ten zielony autobot pojawiający się ze 3 razy w tle na kilka sekund to ma być Ratchet... Paradoksalnie największym atutem filmu jest humor. Klozetowy, żenujący, ale mi akurat przypasował i nie zamierzam udawać, że nie bawił mnie Gdyby nie te liczne wstawki komediowe, to naprawdę ciężko byłoby znieść taką dawkę patosu i skondensowanego debilizmu. Serio, dawno nie widziałem filmu, w którym związki przyczynowo skutkowe byłyby potraktowane tak swobodnie. Tutaj po prostu kolejne sceny nie za bardzo wynikają z siebie nawzajem, a o uzasadnieniu czemu niektóre transformersy nagle pojawiają się i znikają w różnych miejscach można tylko poważyć. W związku z tym dałoby się w środek filmu wcisnąć świnie tańczące kankana i specjalnie by się to nie gryzło z całą resztą. Z pozycji osoby ostro zajaranej tematem w dzieciństwie - zdecydowanie bardziej podobała mi się cześć pierwsza. Tam efekty też były świetne, a przy tym ich ilośc wyważono tak, żeby nie zdążyły spowszednieć po godzinie. Do tego Bay raczył poświęcić odpowiednią ilośc czasu na wprowadzenie do tematu, przedstawienie sytuacji. Najwyraźniej uznał, że to wystarczy i że teraz może jechać przez 2,5 godziny po bandzie. Wreszcie w części pierwszej przynajmniej autoboty zostały w jakiś tam sposób przedstawione i chociaż raz wymienione z imienia. Jeżeli traktować ten film jako rewię efektów specjalnych, to jest rewelacyjnie, ale jeżeli ktoś oglądał trailery, to raczej szczękopadów już nie zaliczy.
-
Zamykają mnie w piwnicy i głodzą przez tydzień
-
Eeeeee tam, zakończenie pierwszej serii tv było całkiem fajne. Może trochę przegięli z tym ciągłym , ale przynajmniej nie było Za to ostatnie pół godziny kinówki to faktycznie dramat.
-
No i po seansie. O ile przed premierą miałem głównie oby o reżyserię, bo sceny prezentowane na trailerach jakoś nie wgniatały w ziemię, tak ten element akurat okazał się więcej niż ok, kilka ujęć naprawdę pomysłowych i fajnie zrealizowanych. Niestety, film leży i kwiczy na płaszczyźnie scenariusza. Tyle głupot, nieścisłości i banałów ile się tu wkradło to dawno w żadnym filmie aspirującym do miana "hiciora" nie było. Końcówka to już taka żałość, że aż w jajcach strzyka, człowiek się łapie za głowę co 3 sekundy. Nie ma to jak twist fabularny, którego każda istota z ilorazem inteligencji wyższym niż pantofelek domyśla się od samego początku. Kolejny minus filmu to Bale. Tak, ten sam uwielbiany przez młode pokolenie Christian Bale, który tak samo jak w Batmanach jest nadmiernie wczuty, a co za tym idzie na przemian śmieszny i wkur/wiający. Film ratują efekty specjalne do spółki ze wspomnianymi już ciekawymi ujęciami oraz naprawdę niezły Worthington. Do pierwszych dwóch części nijak nie można tego porównać, dwie klasy niżej. Natomiast do odcinanego od czci i wiary T3 już jak najbardziej. O ile poprzednia część faktycznie nie zachwycała, to przyjęta nieco lżejsza konwencja, spora doza autoironii, niezłe sceny akcji i przede wszystkim fajne zakończenie obroniły ten film. A Salvation spina się na mega powagę i średnio na tym wychodzi. Jak tu nie załamać rąk widzą Connora w pojedynkę No po prostu Rambo 8 w telewizji. A to już w ogóle SFX FAIL
-
Żeby osiągnąć zen pozytywnego przypału MUSZĄ jeszcze w to wkręcić Seagala albo Van Dame'a. Najlepiej obu. Trzymam kciuki.
-
Michał, co Ty pierd/olish ? :o Skąd James wziął przydomek Sawyer ? Od nazwiska oszusta, który doprowadził do tragedii w jego rodzinie. Po przeniesieniu się w lata 70-te teoretycznie mógł opuścić wyspę i próbować wpłynąć na bieg wydarzeń, ale raz, że za dobrze mu się żyło w Dharmaville, a dwa, że biorąc pod uwagę teorię whatever happend, happend, i tak nic by nie zdziałał. Poza tym, on już sobie raczej poradził z tą traumą z dzieciństwa zabijając w 3 sezonie prawdziwego Sawyera - ojca Locke'a.
-
Nie było źle, ale bez rewelacji. Już po trailerach wiadome było, że to będzie jakiś dziwny mix. Trochę z Weapon X, trochę z Origin, do tego cały projekt Weapon X plus młodzi mutanci. Wierność z komiksami niewielka (Wolverine i Sabretooth jako bracia o_O), ale jakoś, ledwo bo ledwo, trzymało się to kupy. Wiadomo, że filmy tego typu efektami stoją, a przynajmniej stać powinny. Tutaj jest różnie. Momentami dobrze (scena polowania Sabretootha na młodego Summersa), momentami żenująco i prawie widać linki przyczepione do aktorów (żeby nie było, film oglądałem w kinie. Nie widziałem tej surowej, nieobrobionej wersji, która wypłynęła miesiąc przed premierą, ale boję się myśleć, jak ona musi wyglądać). Sceny walk w większości nieźle pomyślane i wyreżyserowane, ale chwilami zbyt rwany montaż utrudnia połapanie się kto kogo akurat w ryja zdzielił. Co do doboru aktorów, Jackaman jako Wolverine po raz kolejny spisał się jak należy. Schreiber jako Sabretooth początkowo kompletnie mi nie pasował, na zmianę drażnił i śmieszył. Ale w trakcie filmu nawet trochę się rozkręca i rzuca parę fajnych tekstów. Szczególnie zyskał w moich oczach po No i w sumie to wszystko, co można powiedzieć o tym filmie. Trochę niezłych akcji, kilka dobrych dialogów, ale wszystko uproszczone, ugrzecznione i polane dla niepoznaki lekko komediowym sosem, momentami konkretnie gwałcącym klimat. Tak właśnie wygląda film o Wolverine z ratingiem 12< Trylogia podobała mi się znacznie bardziej, głównie za sprawą lepszego oddania klimatu i realiów komiksu (tutaj poza głównymi założeniami niewiele się zgadza). No i w X2 i The Last Stand naprawdę było widać spory budżet, tutaj jak już wspomniałem bywa z tym rożnie. Mogło być gorzej, trailery zapowiadały w sumie większą porażkę...
-
A towarzysz Jacoba w pierwszej scenie na 90% = dymek. Tak apropos Mikhaila, to ciekawe czy jeszcze o nim pamiętają, czy może będzie to kolejna po Libby ofiara zmniejszenia liczby odcinków od 4 sezonu.
-
Quotted for truth. Wątek w 77 to taka żenada, że głowa mała. Począwszy od debatowania w krzaczorach podczas, gdy Said wykrwawia się na śmierć na tylnym siedzeniu, poprzez solówę na górce po lejbach, "widziałam jak patrzyłeś się na jej cycki !!111", aż po kolejną żenująca zabawę w indian i kowbojów i Juliet wyposażoną w szkielet z adamantium. Tylko pokemonów zabrakło. Za to wątek "teraźniejszy" nadrabia z nawiązką. Szczerze mówiąc sam nie wiem, jak wyobrażałem sobie Jacoba, ale wizja twórców jak najbardziej mi odpowiada. Paul z Dextera spisał się znakomicie. Spokój, z jakim dał się zaciukć przez Bena zastanawia. Oby pojawiał się w szóstym sezonie jak najczęściej. No i wiadomo, gwóźdź programu w postaci podmianki Locke <-> najprawdopodobniej dymek. Jeśli chodzi o flashbacki, to owszem, nie było w nich nic odkrywczego, ale w tym wypadku nie o to chodziło. W serialu takim jak Lost chodzi przede wszystkim o wywoływanie u widza zaskoczenia, ciągłe atakowanie czymś nowym. A o ile dobrze kojarzę, motywu kilku flashbacków różnych postaci, w dodatku przedstawionych przez pryzmat kontaktu z inną postacią, jeszcze w tym serialu nie było. No to teraz był. Coś nowego ? Coś nowego. Dla mnie motyw na plus. Jedynie flash Juliet wzięty z du/py , no ale jakoś trzeba było nadać głębi i dramatyzmu jej napięciu przedmiesiączkowemu.
-
Mi się nie chce w sumie pisać po raz n-ty tego samego. Za dużo materiału wrzuconego do jednego odcinka, kiepsko zmontowane sceny, łopatologia stosowana w wykładaniu faktów, których znajomość jest konieczna do ogarnięcia tematu, za dużo maksymalnie sucharkowego SD. Oglądać się to da na luzaku, ale gdzie tu do poziomu oryginału W zapowiedzi kolejnego odcinka pojawia się chyba jakaś nieobecna z pierwszej serii postać. Albo to Kimblee ;0
-
Extreme Party 6 (29/30 sierpien 2009)
Tokar odpowiedział(a) na Fenix temat w Opinie, komentarze - forum, magazyn
No no no -
Extreme Party 6 (29/30 sierpien 2009)
Tokar odpowiedział(a) na Fenix temat w Opinie, komentarze - forum, magazyn
Co jak co, ale kącik rpg musi być, żeby Diabeu miał gdzie spożywać dary boże. Może na środku parkietu ? Ktoś dysponuje stosowną fotką ? -
Extreme Party 6 (29/30 sierpien 2009)
Tokar odpowiedział(a) na Fenix temat w Opinie, komentarze - forum, magazyn
A jak nie chcę, to gdzie mam się wypowiedzieć ? -
No takie mega hiper zapowiadające się finały mają to do siebie, że na ogół później mega chu/jnia z tego wychodzi. Ale mam nadzieje, że tym razem będzie inaczej i że MU zapisze się na stałe w historii tych rozgrywek :>
-
To jest masakryczne xd Jak sie nie znasz to po co piszesz bzdury? Jak najbardziej ma racje, Pique nie wykonal zadnego ruchu reka. No i właśnie w tym problem, że nie zrobił. Bo tak się składa, że zawodnik ma obowiązek unikać za wszelką cenę kontaktu piłki z ręką. A to nie była nabita piłka, żeby nie miał czasu zareagować.
-
Ta ręka tam była wcześniej !111 Przed spotkaniem tam była !
-
Dobra, żeby nie było, że tylko narzekam. Dwie rzeczy mi się podobały w tym odcinku. Zły sen Eda na początku - tutaj były zalążki starego dobrego klimatu. No i fajnie, że po raz drugi pokazali mapę fragmentu świata FMA. Aspekt geopolityczny został lekko zlany w oryginalnym anime. Wiemy jedynie, że akcja miała miejsce w państwie, którego nazwy nawet nie poznaliśmy, w którym jest sobie Central City i East City, a na południu znajdowało się kiedyś miasto ludu Ishbala. Niby był przez moment wątek wybuchu konfliktu z państwem z północy, ale jakoś się to rozmyło. Z tego co mi wiadomo, w mandze Elricowie zwiedzają spory kawałek świata, więc jest na co czekać.
-
Nie wiem jak z wersją HD, ale na animecrazy.net jest nagle odcinek z jakimiś innym, dennymi subami. Reto, Ishvara, kwestie źle dopasowane do charakteru postaci ; / A odcinek taki jak poprzednie - błyskawiczny skrót kilku epów pierwszej serii. Sceny przelatują jedna po drugiej nie wywołując żadnych emocji, wyraźnie brakuje polotu z oryginału. Dodatkowo efekt pogarsza powrzucane randomowo denne SD. Dosłownie wszystko jest tu gorsze niż w pierwszej serii. Jedynie walki trzymają poziom, ale to nie jest nadruto czy inny blicz, żeby napier/dalanka stanowiła główną atrakcję. Przy tym tempie, to pewno Greed pojawi się i zginie w tym samym odcinku ;0
-
Same here. Odcinek w porywach przeciętny, gdyby nie wyjaśnienie co było przyczyną wciskania przycisku w Łabędziu, byłby wręcz słaby. Chociaż wyjaśnienie to może trochę za dużo powiedziane, bo termin "kieszeń energetyczna" nie jest zbyt precyzyjny. Co tam, jakaś za(pipi)ista żyła wodna jest ? Flashbacki Dana nieciekawie. Najpierw problemy Milesa z ojcem, teraz dzieciństwo i młodość zrujnowane przez despotyczną matkę. Kogoś ruszyła ta historia ? W ogóle postać Daniela intrygująca w 4 sezonie, teraz wraz z napływem informacji na jego temat stała się jakaś taka miałka i nieciekawa. Do tego stopnia, że jakoś nie wstrząsnęło mną to, co stało się na końcu odcinka. Zaskoczyło i owszem, ale nie dlatego, że był to jakiś genialny twist ze strony scenarzystów, tylko po prostu nie spodziewałem się czegoś tak idiotycznego. No litości, trzyosobowe komando dostaje się do obozu hostilesów, którzy rzekomo znają wyspę na wylot i wiedzą kiedy żuczek zesra się na źdźbło trawy na wybranym centymetrze kwadratowym całego terenu. Ale oczywiście nikt nic nie widzi, nikt nic nie słyszy. Faraday wchodzi do obozu ze spluwą w ręku, ale nikt go nie powstrzymuje, bo akurat wszyscy robią pranie. No i co, mamusia nieświadoma tego co czyni strzela do swojego pierworodnego. Daniel zdążył jeszcze wysapać sakramentalne "I'm your son", niestety Eloise nie zdążyła krzyknąć "Noooooooooooooooooooooooooooooooooo !", przeszkodził jej napis LOST. Czy ja mówiłem, że poprzedni cliffhanger był słaby ? Hitem odcinka była strzelanina. Prawie tak zabawna jak ta z 4 sezonu, kiedy najemnicy z frachtowca strzelali jak do kaczek do wybiegających po kolei z domku statystów. Koligacje rodzinne Daniela też zabawne. Szkoda, że odcinek nie trwał 10 minut dłużej, bo zapewne zdążylibyśmy poznać jeszcze wujostwo, zięcia, sąsiadów i psa (Vincent ?) Faradaya. Jeżeli to był ulubiony odcinek scenarzystów, to ja się mocno obawiam o finał. Niech już zgłębiają ten wątek egipski ilustrując go efektami specjalnymi z photoshopa. Tak chyba będzie lepiej dla nas wszystkich.
-
No proszę, druga seria FMA. A myślałem, że chińskie pornobajki to zamknięty etap w moim życiu ;o Tylko mam nadzieję, że to ukierunkowanie na mangę w końcu dojdzie do skutku, bo te pierwsze odcinki są po prostu słabe (no, jedynie pierwszy jako, jak się później okazuje, prequel do wydarzeń z pierwszego odcinka pierwszej serii, naładowany akcją nawet się borni. Tylko po co wprowadzali nowego Alchemika, który okazał się jednostrzałowym leszczem ?) Co najbardziej przeszkadza, to ładowanie miliona wątków do każdego odcinka, poświęcanie każdemu 10 sekund i nieprzyzwoite streszczanie istotnych wydarzeń z pierwszej serii. Ja wiem, że przy przyjęciu takiej a nie innej formy tej serii musieli teraz coś zrobić, no bo nie mogli zacząć od środka serii tv. Jednak w takim razie chyba lepszym wyjściem byłoby pokazanie tych pierwszych nastu odcinków po raz kolejny, tym razem w nieco innym sposób, pokazując wydarzenia z innej perspektywy, ucinając mniej istotne wątki (jak to zrobili z tym miasteczkiem górniczym). A tak w ciągu jednego odcinka przelatuje w tempie ekspresowym kilka bardzo istotnych wątków, które miarowo rozwijały się przez całą serię tv. Z kluczowych, dramatycznych scen robią dzisięciosekundowe migawki. No sorry, mi takie FMA w pigułce nie odpowiada kompletnie. Zresztą jako ukłon w stronę ludzi, którzy wcześniej z serią nie mieli żadnego kontaktu, takie podejście chyba też średnio się sprawdza. Na przykład ja, gdybym z FMA miał do czynienia po raz pierwszy, po tych 4 odcinkach czułbym się raczej zniechęcony chaotycznym natłokiem wątków, postaci, ciągłymi przeskokami akcji. No i brakiem jakiegokolwiek napięcia. Już po tych 4 odcinkach można śmiało powiedzieć, że jeśli chodzi o reżyserię scen, poprzednie studio radziło sobie o wiele lepiej. Tutaj nawet intro przed openingiem, naładowane łopatologicznymi wyjaśnieniami czym jest alchemia, nie ma nawet połowy mocy swojego odpowiednika z oryginału. Z kolei odcinek 3 to po prostu o wiele gorsza kopia pierwszego odc. pierwszej serii, który akurat z tego co pamiętam mocno trzymał się mangi. Kolejna irytująca sprawa - humor. A raczej suchary, jakimi z o wiele większą częstotliwością niż w oryginale raczą nas twórcy. W pierwszej serii żarty na temat wzrostu Eda może nie były jakieś szczególnie wyrafinowane, ale miały swój urok, nie męczyły. Teraz żarty sytuacyjne nie dość, że wymuszone, to jeszcze przeładowane nadmiarem minek, kropelek, chmurek i sd. Byłoby to jeszcze do przełknięcia, gdyby nie wpychali żenujących żarcików w środek poważnych scen. Np. odc. 3 - nieudolna przeróbka rozmowy Eda i Rose w kościele w pierwszej serii, ale luz, i tak jest nieźle. Do momentu, kiedy Ed wymienia składniki, z których składa się ludzkie ciało, a na ekran wchodzi kadr z super deformed Rose. Pewnie w tym momencie miałem zacząć się śmiać. No cóż. Listę kardynalnych grzechów zamyka muzyka. Smętne pobrzdąkiwania na mandolinie bez wyrazu i klimatu. Idealnie komponuje się z tym, co w tej chwili ta seria prezentuje. W tym temacie jedynie niezły opening na plus. No, to się trochę popastwiłem, ale naprawdę czuję spory zawód po tych pierwszych odcinkach. Mam nadzieje, że od momentu rozwidlenia się pierwszej serii i mangi chociaż tempo narracji znormalnieje, bo na lepszą reżyserkę już raczej nie ma co liczyć. Materiał mają zacny, bo choć mangę jedynie liznąłem przez papierek to wiem, że ciekawych wątków nie brakuje. Na czele z zupełnie innym ukazaniem niektórych homunculusów i przedstawieniem "kwestii technicznych" związanych z podróżami między obiema stronami wrót, wyjaśnieniem natury istot znajdujących się pomiędzy światami. Zresztą przedsmak tego mamy już w 2 odcinku (kur/wa nawet przy wrotach musieli wpier/dolić na chwilę super deformed ; /)
-
Extreme Party 6 (29/30 sierpien 2009)
Tokar odpowiedział(a) na Fenix temat w Opinie, komentarze - forum, magazyn
Super, będziemy czekać z niecierpliwością. Napisz jak w razie czego będziesz ubrany. -
Ankieta - EP Czytelnikow 2009 - DATA
Tokar odpowiedział(a) na Lain temat w Opinie, komentarze - forum, magazyn
No i jak, coś się toczy do przodu, czy daliście sobie spokój ? -
Extreme Party 6 (29/30 sierpien 2009)
Tokar odpowiedział(a) na Fenix temat w Opinie, komentarze - forum, magazyn
Tylko nie zapomnij 5 kilo tabsów wziąć ! -
No póki co to chyba tylko w torrent cinema i to w chu/jowej jakości.