Kurde to jest bardzo dobrze ujęte sedno gier Ubi. Jedno Ubi robi dobrze, to jest tworzenie światów i zapewnianie nam fajnej wirtualnej turystyki. Zwiedzanie Egiptu w Origins to jedno z moich ulubionych wspomnień tej generacji - ale tam mi podszedł setting, a i sam kiedyś zwiedzałem Egipt na własną rękę więc fajnie było wrócić do tych miejscówek w grze i zobaczyć jak mogły wyglądać tysiace lat temu. I te fajne aspekty zapamiętuje, a potem włączam Valhalle i co chwilę muszę coś robić żeby zdobyć jakieś surowce do rozbudowy, jakieś znaczniki, chujowe questy bez znaczenia, znadźki potrzebne do progresu. Albo Mirage czy inny Far Cry i jesteśmy na początku uwięzieni w jakimś liniowym pseudo tutorialu co trwa zdecydowanie za długo i zasypiasz mając gry dość zanim dotrzesz do otwartego świata.
Gry od Ubi by były dużo lepsze jakby były mniej zależne od wykonywanych przymusowych zdań, wyłazisz z jaskini i idziesz gdzie chcesz jak chcesz, a fabułka i zadania mają być tłem a nie smyczą. Można by się nacieszyć światami zamiast tak jak mówisz czuć się jak w robocie gdzie się trzeba narobić żeby poczuć przez chwilę trochę funu. No i niech te fabuły i spotykane postacie nie będą tak żenująco infantylne jakby pisały je zbuntowane 15 latki z kolorowymi włosami.