Skocz do zawartości

Kmiot

Senior Member
  • Postów

    7 179
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    170

Treść opublikowana przez Kmiot

  1. Kmiot

    Helldivers 2

    https://blog.playstation.com/2024/07/23/helldivers-2s-biggest-update-yet-escalation-of-freedom-drops-august-6/ Letsgoł!
  2. Ja tam kupuję, żeby potem hejtować Hiva i Zaxa. Hiv docenia Helldivers 2, więc tymczasowo ma u mnie plecy, a Zax nadal czeka na update do Skull & Bones (który odmieni tę grę i zrobi z niej klasyka) dlatego nie mam serca bardziej się nad nim znęcać, niż on znęca się nad sobą.
  3. Tam aktualnie są najwyraźniej spore zawirowania i niezła rotacja ostatnio. Witold ile numerów był naczelnym? Dwa? Teraz stery przejął chyba jakiś typ od wydawnictwa. Siekiera gdzieś spierdolił, Smuggler też chyba skupia się na specjalach (Retro), bo w kwartalniku prawie go nie ma. Może się zrobić ciekawie w sumie.
  4. No właśnie dostałem powiadomienie. Mam nadzieję, że nie będziesz miał z tego powodu KŁOPOTÓW PRAWNYCH. Tym samym z mojej strony uważam temat za zamknięty, jeszcze raz gratuluję wszystkim laureatom.
  5. Da mnie to w sumie pierwsza taka sytuacja, więc nie wiem. Nie da się tego jakoś ogarnąć, przedłużyć za dopłatą czy coś? U siebie z poziomu aplikacji nie widzę takiej możliwości. Zostaje tylko zwrot i ponowna wysyłka? Trochę głupkowate xd
  6. Rozumiem, ale z mojej perspektywy wygląda to tak, że mając wybór gdzie kupić indyka często decyduję się jednak na dużą konsolę (albo kupuję na obie, ale gram zwykle na dużej), a wynika to z tego, że Switch obecnie to nawet z indykami 2D często ma problem, by je uciągnąć: męczy frameratem, przycinkami, loadingami, albo potężnym zjazdem jakości oprawy. Zdarza się, że wszystkim po trochę. No, ale skoro się sprzedaje, to pewnie wystarczy zrobić gówno-port i fajrant, bo się zwróci. Parę lat temu prawie wszystkie indyki ogrywałem na Switchu. Teraz trzeba uważnie selekcjonować.
  7. U mnie sytuacja taka. Kanabis potwierdził odbiór nagród w czwartek (wysyłka w środę rano). Reszta wysyłek poszła w czwartek rano. Yakubu potwierdził odbiór, HenrykIggO nie potwierdził, ale w aplikacji widzę, że odebrał, więc zakładam, że ma wyjebane. Przesyłka @Kalel miała poślizg i jakieś przygody po drodze (magazynowana w paczkomacie tymczasowym), ale widzę, że wciąż jest gotowa do odbioru. Natomiast nagroda @Bartg leżąca w paczkomacie od piątku ma dzisiaj już notę "upłynął czas odbioru", więc nie wiem co tam się stanęło xd Żyjesz chłopie?
  8. Serwus. Wy dalej drukujecie, ja dalej dostarczam tysiące znaków o tym, jak chujowe pismo robicie. Spoiler: nie jest chujowe. Ale po kolei, mniej więcej. Newsy. Filip Spencer musi uważniej dobierać słowa, bo mówiąc o zapowiedzianym Doomie i tłumacząc dlaczego wyjdzie również na PS5 używa stwierdzenia, że jest to produkcja, w którą “każdy powinien zagrać”. W sensie, że co? Że pozostałe tytuły nie są takimi grami i już nie każdy powinien w nie zagrać? Oj, Phil, no o pieniądze chodzi, a nie troskę o każdego gracza. Tak w ogóle to dobra opcja dla Microsoftu: wychodzi w Gamepassie i robi tam cyfry, a zarabia na PS5. Profit. Newsy dotyczące złotej trójcy (GTA, CDPR, CoD)? Dwa z trzech, więc jest co poprawiać w kolejnym numerze. Konsolometr Switcha. Uprzedmiotowienie kobiet. Będzie afera. UFL Open Beta. Dla mnie to będzie rozczarowanie. Gra wydaje się nie mieć własnego charakteru i po prostu kopiuje Fifę. Ten sam target graczy, ale oni nie zrezygnują z serii EA, a ci szukający nieco innego podejścia (może nieco bardziej arcade?) nadal pozostaną z niczym. Przy okazji Kali sugeruje, że striptizerka na posiedzeniach zarządu korporacji nie ma lekkiego życia, więc jak nic będzie kolejna afera. Zanosi się na burzę, jakby to powiedział Geralt. PrawiE3. Kurczę, w sumie bardzo optymistyczny ten wypad Komodo i ma ten targowy vibe z dawnych lat, choć oczywiście mniejsza skala. Ale generalnie jest tutaj wszystko: wstęp z ogólnymi odczuciami i opisem wypadu autora (dziwne przygody), a potem kilkanaście stron mięska w postaci zapowiedzianych gierek, które Komodo mógł osobiście ograć, a my tylko obejrzeć w internecie. Zaskakująco przyjemnie się to czytało, nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo tęskniłem za tego rodzaju relacjami z targów. No i wspólna fotka z Philem Spencerem to już COŚ. Zazdro. Szkoda, że on o niej nie wiedział. Fajny materiał i fajnie, że autorowi udało się w całości wrócić z tego dzikiego kraju. Gears of War: E-Day. No jest drobne zmartwienie. Może nawet kilka. Pierwsze, to słowa dyrektor marki o “nowoczesnym podejściu do postaci”. Co było złego w starym podejściu? Potem w temacie więzi Marcusa i Doma padają stwierdzenia o “interesującym napięciu” i “intymnej historii”. Składając to wszystko do kupy wychodzi, że mamy potwierdzony wątek gejowski. Nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym. Astro Bot. Ale że Komodo nie ograł Astro Bota to z jego strony skrajnie nieprofesjonalne. Jedna z najlepszych gier targów, Komodo, co się z Tobą dzieje? Ja bym odpuścił trzy inne gry, byle tylko położyć na tym osobiście ręce. Roger uratował sytuację, ale niesmak pozostał. To będzie rewelacyjna, radosna gierka. Call of Duty: Back Ops 6. Ojej, kolejny przełomowy CoD! To już kolejny do kolekcji. Wiele ich przeżyłem, ale niewiele z nich było rzeczywiście przełomowych. No, ale co mają twórcy powiedzieć? Raptem 3 Geoffy na pięć potwierdza moją teorię. South of Midnight. Komodo dość ostro o grze, sugerując nawet pogrążenie studia. Coś jak w przypadku Tango Gameworks, które przecież miało docenione przez krytyków Hi-Fi Rush, ale i tak ich nie uchroniło. Tylko Compulsion Games ma tę zaletę, że robi grę o kobiecie. Murzynce w dodatku. Będą nietykalni. Przy okazji chciałbym zauważyć, że 2/3 gier z pokazu MS miało kobiecą bohaterkę. Niewiele ładnych. Assassin’s Creed Shadows. Zastanawia mnie jedno. Cykl zawsze w istocie stawiał na zwinność bohatera, opierając gameplay na parkourze, dynamice, płynności. Jak te elementy będą wyglądały w wykonaniu potężnego czarnoskórego samuraja, opierdolonego w ciężką zbroję? Hm? Aż jestem ciekawy jak zamierzają urozmaicić rozgrywkę, bo zapowiada się nuda do kwadratu. Z postacią kobiecą powinno być za to w sam raz, ale Ubisoft może i to spierdolić, więc nawet nie kupuję szampana. Tom Clancy. Niby człowiek wiedział, że Clancy traktował gry jak biznes i tylko użyczał nazwiska, ale i tak jestem zawiedziony jego postawą. A taki był ciekawy nowych technologii. Chyba tylko pod kątem biznesowym. Generalnie obraz Toma bardzo rozczarowujący, wliczając w to podpinanie się pod innych autorów i kompletne odcinanie kuponów od swojej twórczości. Kulminacja? Wziął kasę w góry. A pięć lat potem wziął i umarł, więc w sumie miało to jakiś sens, bo jeszcze za tę gotówkę pobalował na ostatnie lata. Dziad. A Ubisoftowi wieczny penis w odbyt za podejsćie do Splinter Cella. Hyde Park. Kurde, jakoś dziwnie się czyta tego mało zrzędzącego Konsolite. Chłop chyba nieczęsto miał do czynienia z sensownym wydawcą i teraz jest w jakimś szoku. Serce rośnie. Roger rozważa wysłanie za rok na SGF większej ekipy i ja już zacieram ręce. Adamus o swoich fazach w dzieciństwie. Stary, ja mam fazy nawet teraz. Piechota podekscytowany końcem roku szkolnego bardziej niż uczniowie. A ja osobiście liczę na to, że z racji nieco większej ilości wolnego czasu dostarczy jakiś srogi materiał do czytania w PE. Adam, musisz. Raz w roku, czy wymagamy wiele? I chyba przegapiłem moment, gdy niektórzy autorzy dostali redakcyjnego maila, ale gratuluję wszystkim. Headshot. Nie wiem czy zauważyliście, ale drugi miesiąc z rzędu Anonim i Koso atakują ten sam temat. Ostatnio był to wątek inspirowany Larianem nad Wisłą, teraz Geoffem i Summer Game Fest. Przypadek? Kurwa, nie wiem. Tylko Konsolite w środku w swoim stylu się znęca nad trupem. Recenzje. Usunięto “TAKŻE NA” i od razu jakoś schludniej. Jednak została w tym miejscu linijka do zagospodarowania, więc czekam na rozwój sytuacji. Moja propozycja: RECENZENT GRAŁ NA: Elden Ring: Shadow of the Erdtree. Okazuje się, że grę zrobiło Stunlock Studios. Poza tym jestem trochę skołowany tym dodatkiem, który wielkością imponuje, ale ceną też nie zachwyca. To znaczy jest adekwatna, z tym że tanio to nie jest, hehe. I też nie przekonuje mnie już podejście: trudny = dobry. Dotyczy głównie bossów, którzy odpierdalają na tej arenie jakieś piruety i tańce, a my się turlamy przez pół minuty, albo ganiamy za nimi, by ich raz dźgnąć w dupę. Dodatek wybitny, ale kurde, nie budzi mojej ekscytacji. Można było te dwa lata przeznaczyć na coś nowego, bo nawet bez DLC Elden Ring był wybitny. Teraz jest zbyt wybitny. Ech, nie wiem co myśleć i jak oceniać. Shin Megami Tensei V: Vengeance. Czy ja dobrze rozumiem, że nowa i rozbudowana wersja jRPG-a sprzed trzech lat dostała dwie strony, a taka Lorelei tylko jedną? Ech, no dobra, zacisnę zęby i jakoś to przeżyję. Ale Roger grabisz sobie! Drug Dealer Simulator 2. Recenzja treściwa, ale wydaje się taka niepoukładana. Chaotyczna. Skacze z wątku na wątek, trudno na szybko zlokalizować interesujące nas informacje. Dwa zdania o działaniu dziupli tutaj, dwa kolejne kolumnę dalej. Dwa zdania o bugach jakby wklejone w losowym miejscu. Jakieś nieistotne z perspektywy czytelnika informacje o usunięciu pniaka w końcowej wersji gry. Ogólny brak dyscypliny pana Zabłockiego. Ma to swojski urok, ale jako czytelnik miałem wrażenie, że autor ma ADHD i wkleja pojedyncze zdania bez “myśli przewodniej”. Tylko na litość boską, nie porównujmy znów tej gry do Death Stranding, bo tu i tu jesteśmy “kurierem”. Spin Rhythm XD. Słaba treściowo recenzja Kaliego. Przeczytałem ją i tak naprawdę niewiele się dowiedziałem o gameplayu i na czym polega rozgrywka (więcej jestem w stanie sobie wyobrazić na podstawie screena). Za to dwa razy zaznaczono istnienie takich gier jak Beat Saber, Aaero czy remake Amplitude. Przy recenzji przeliczonej na zawrotne pół strony wydaje się to co najmniej stratą miejsca. Można było przestrzeń lepiej zagospodarować. Mimo wszystko pewnie i tak wezmę, bo tytuły rytmiczne na VR to uwielbiam. Lysfanga i The Land Beneath Us. Ten nowy layout pisma ma jeszcze jedną zaletę o której zapomniałem wspomnieć w zeszłym miesiącu: okazuje się, że Aysnel zawsze miał włosy. Fading Afternoon. Kurde, czy Adamus może przestać dostawać do recenzji zachęcające gry? Kolejny tytuł, który muszę mieć na uwadze i nie zignorować go, gdy trafi się w promocji. Przy okazji zadziwiające jest ile gier wychodzi tylko na PC i zacofanego Switcha, jednocześnie omijając PS5/XSX. Zastanawia mnie to. Kolejna gra to zresztą podobny przypadek. Lorelei and the Laser Eyes. Ufff. Ukończyłem ledwie tydzień temu i wciąż chwilami do mnie wraca, by poukładać w mojej głowie pewne kwestie. Jestem też z siebie wyjątkowo dumny, bo udało mi się rozpracować ją w 100%, choć przyznaję, że niektóre zagadki (bo tylko nieliczne to umożliwiają), w tym dwa ostatnie skróty rozwiązałem metodą siłową, bo była zbyt kusząca, heh. Gra absolutnie angażująca i ujmująca wizualnie. Te wszystkie zagadkowe mechanizmy dopracowane pod względem animacji, aż przyjemnością było nimi kręcić i obracać. To będzie jedna z najjaśniej świecących gwiazd 2024 roku, a przynajmniej na moim niebie. Zachęcam razem z Adamem. Retrorecenzja. Już wspomniano wcześniej - w oceniaczce jest PS i tak się w pierwszej chwili zastanawiałem co za wynalazek, o którym nigdy nie słyszałem w kontekście PS1 wygrzebał Kacper. Ale drugi akapit już rozwiał moje wątpliwości. To ja byłem tym, który wywracał oczami w ostatniej ławce. Adamus, Ty Taboreciarzu pecetowy, mogłem się tego spodziewać. Poza tym czytało się świetnie i znów poszerzyłeś mój horyzont gierkowy, ale to Ci nie pomoże. Publicystyka. Lewandowski. “(...) którego nie imają się obyczajowe afery”. Widzę, do czego dążysz SoQu! Zapewne chodzi o taniec i bynajmniej nie o udział Tańcu z Gwiazdami. Temat powinien dojrzewać jeszcze przez miesiąc, bo byłaby okazja na kolejne uszczypliwości, tym razem w kontekście dyplomów. Generalnie ten artykuł to jedna wielka szpilka wbijana w Lewego, bo z grami m wyraźnie nie po drodze i te inwestycje to strzały ślepakami. Chłop o branży pojęcia nie ma, otacza się ludźmi, który również tego pojęcia (albo cierpliwości) nie mają i wygląda to jak wygląda. Czai się jak przy karnych. Helldivers. Dobrze ujęte w sumie. Helldivers 2 to był fenomen społeczny. Strzał, który zaskoczył wszystkich, najbardziej chyba Sony, bo potem zaczęły się nerwowe ruchy by ten fenomen jakoś skapitalizować. Najwięcej zimnej krwi w tym wszystkim zachowało samo studio, bo doskonale sobie zdawali sprawę, że nawał graczy to anomalia, coś poza kontrolą i z czasem liczba graczy się unormuje, bo to ten rodzaj gry, który na pewnym etapie pozwala użytkownikom odejść, zająć się innymi tytułami, a potem cyklicznie wracać w momentach zrzutu nowego contentu. Na problemy z serwerami w okresie premiery niektórzy gracze mieli prostą receptę: niech Arrowhead zatrudni więcej graczy, co szef studia kontrował trzeźwym: nie sztuką jest teraz zatrudnić więcej osób, by potem ich zwalniać, bo po trzech miesiącach liczba graczy już nie będzie przytłaczać studia. Arrowhead jest małe, ich dotychczasowy największy sukces to pierwsi Helldiversi, więc oczekiwania były umiarkowane, a i tak wyszło zachwycająco. Jestem przekonany, że czeka nas jeszcze wiele atrakcji w tej grze, liczę też, że Sony na pewnym etapie puści ją wolno w abonamencie, jak również na Xboxy, bo co złego może się stać? Generalnie jestem fanem Helldivers 2, gram regularnie, bo gameplay najzwyczajniej w świecie dostarcza mi masę radości, więc to był artykuł, który czytałem z największym zapałem i daję okejkę. Grabarczyk mnie podszedł, jak ten przeklęty Stalker. Gdzie ma gniazdo? Przyszedł stamtąd! Zrzucam pięćsetkę. Day One Patch. Przyjaciel? Wróg? Myślę, że obraz czasów. Osobiście jako kolekcjonera plastiku najbardziej mnie boli ten aspekt, że pudełkowe wersje gier już w trakcie premiery bywają wybrakowane. Niektóre po kilku latach stanowią wręcz wartość muzealną, bo zawierają grę w wersji 1.0. Ciekawostka, ale grać w to często się po prostu nie da. Niemniej żyjemy w czasach wiecznej łatki. Recenzenci oceniają gry nieco w ciemno, bo mają tylko słowne zapewnienia twórców, że w Day One Patch te czy tamte błędy zostaną usunięte, ale czy na pewno? Gracze potem rozpatrują tytuły jako wieczne early acces, wnosząc ciągłe modły o to, by “to poprawili w patchu, a tamto usunęli”. To ma mieć nerfa, tamto buffa. Niekończąca się droga do perfekcji. Nie ma produktu końcowego, gry jako wieczna usługa. Do tego dziwne decyzje techniczne (pudełkowy The Last Guardian hula w 60 fpsach, day one patch zakłada locka na 30 fps). Gracz dzisiaj będzie miał zupełnie inne odczucia od kogoś, kto grę odpali za dwa lata. I jak tutaj tytuł oceniać z czasem? Gdzie w osi jakości szukać takiego Cyberpunka, albo No Man’s Sky, skoro po latach to zupełnie inne gry? Jak oceniać w kontekście wszech czasów, skoro odbiór zależy od momentu na linii czasu? Przy okazji może to dobry moment do apelu o powrót Rewizji? Nie musi być cykliczna, ale wiele gier zasługuje, by wrócić do nich po latach i ocenić ponownie. Widzieliście No Man’s Sky 5.0? Jeden z najbardziej imponujących "redemption arc" w historii branży. A może artykuł na temat największych powrotów, odkupień i odrodzeń w grach? Podrzucam. Generalnie Buczyński dostarczył dużo materiału pod rozważania na temat obrazu dzisiejszej branży. Nic odkrywczego dla siedzących w niej na co dzień, ale i tak skłania do kolejnych rozmyślań. Found Footage. Ujęcie z tymi nozdrzami to już klasyczek. Szkoda, że nie widać smarków (bo pamiętam, że były), brawa dla Romka za umiejętne kadrowanie. Adamus to synonim jakości, wiadomo, ale najwyraźniej uwagi od takiego Papkina to się nie doczeka, póki nie powinie mu się palec na klawiaturze i nie określi kobiety “ślicznotką”. Lepiej kręcić dramy i zwracać uwagę na wątpliwy szowinizm czy bodyshaming, zamiast podświetlać doskonałe i sumiennie przygotowane aspekty i elementy czasopisma. Ale od czego macie mnie? Ja zawsze Kacpra chętnie poklepię po plecach, napiszę, że wyśmienita robota, czytało się wybornie, dziękuję za te kilkanaście minut przyjemności (czytam powoli i się delektuję). Intryguje mnie dopisek Piechoty. Czyżby wyglądało to tak, że Adam jest jednym z pierwszych czytelników jeszcze niewydrukowanego artykułu? Zdradzicie szczegóły, skoro złapałem Was na gorącym uczynku? Przy okazji chciałbym MOCNO zachęcić do zapoznania się z powieścią “Dom z liści” (Mark Z. Danielewski), bo jest literackim ucieleśnieniem niepokoju found footage. Kacper, czytasz mnie? Sprawdź. Niesamowita, wielopoziomowa rzecz. Materiał świetny, ale moje demokratyczne serce w tym miesiącu skradł Grabarczyk z Heldiversami 2, więc odznaczenia tym razem nie będzie. Bethesda. Ja to w sumie podziwiam Zabłockiego. Zajmuje się on rzeczami, które w moim odczuciu muszą być dramatycznie nudne i usypiające. Grzebie w technologiach, plotkach dotyczących nadchodzących PS5 Pro i Switch, które od trzech lat wyjdą już w najbliższych miesiącach, mówię ci mordo. No i przeczesuje te historie korporacji, które dla mnie osobiście są równie fascynujące, co wymiana klocków hamulcowych. Ja rozumiem, że autor może czuć satysfakcję i zadowolenie z dostarczenia materiału, ale podejrzewam, że rzadko to się przekłada na odczucia czytelników. Widzę dużo postaranka, ale co z tego, skoro temat jest usypiaczem. Ja rozumiem, że dobrze mieć w redakcji gościa od takich spraw i czarnej roboty, jak Ngolo Kante w reprezentacji Francji, ale trudno mi Zabłockiego doceniać, choć bardzo się staram i nie chcę, by się zniechęcał. Ale tak, doceniam. Jak każdego w PE, bo pieniędzy z tego nie ma, wiadomo i trzeba po prostu chcieć. A że Bethesda kurwą czasami jest utwierdzają mnie w tym te pozwy sądowe dotyczące “scrolls” i “prey”. Kręcę z niedowierzaniem głową. Piractwo. Panowie, dajcie spokój. Na temat wypadów na giełdę można książkę napisać. Fenomenalne wspomnienia, całkowita fascynacja, żyło się od weekendu do weekendu, zanim jeszcze przyszła małyszomania. Sam miałem giełdę 15-20 minut drogi “z buta” i w sobotę czasami odwiedzałem ją trzykrotnie. Nie była z pewnością tych rozmiarów, co najsłynniejsze w Polsce, ale pewna kameralność również ma swoje zalety. Piratów znało się na “ty”, dyskutowało o grach, prosiło o ściągnięcie poszukiwanych tytułów. Sentymentalna heroina podana dożylnie. Nadal posiadam wybrane tytuły w “tamtych” wydaniach, nie wiem w jakim celu, chyba w ramach muzealnych artefaktów. A przecież jeszcze wcześniej podobne pielgrzymki robiło się w celu zakupu żółtych kartridżów do Pegasusa. Choć te akurat można było dostać również na codziennym bazarze, więc to odrobinę inna magia. Materiał Kochańca czule łechtał moje wspomnienia i wciągnął nie na żarty. Ja wiem, że pewne jego wątki są wałkowane regularnie, ale co poradzić, skoro czyta się o tym wciąż wyśmienicie i czuć “fazę”? Vagrant Story. Kurde, świetny artykuł. Rewelacyjnie mi się go czytało, Robert Kubica to najwyraźniej człowiek wielu talentów. To gra, która od zawsze mnie fascynowała i nawet dzisiaj nie przestaje tego robić. A jednocześnie często jest pomijana i rzadko przytaczana z takim poszanowaniem i uwagą. Mam wrażenie, że tak samo jak bywała nieprzystępna gameplayowo, tak mało kto ma ochotę ją zgłębiać. Materiał pełen szczegółów, wiele ciekawostek, o których w sumie nawet nie zdawałem sobie sprawy (kwestia dźwięku!). Vagrant Story zasługuje na znacznie więcej uwagi i Kubica trafia w czuły punkt. Niezwykle wartościowy materiał, czarny koń tego miesiąca, bo tematycznie fascynujący. Może bym się wreszcie zaparł i jednak przeszedł tę grę, bo wtedy dotarłem zapewne jakoś do połowy? DmC. Ja tam bardzo lubię tę część. Podchodziłem do niej bez uprzedzeń, bo wcześniej grałem tylko w pierwszego DMC na PS2 i z otwartym umysłem łatwo było grę docenić. A jeśli jeszcze mówimy od Definitive Edition to trudno się do czegokolwiek doczepić. Artykuł solidny, wzorowo wręcz poprowadzony, jednak nie poczułem żadnego przebłysku. Może to kwestia doboru gry, której kulisy powstawania były wyjątkowe, ale ona sama już przełomowa nie była? Extreme Plus. Nadal czuję się nieco oszukany tymi pozornymi ośmioma stronami, których treść by się zmieściła na czterech, ale nie będę nikomu krzywdy wyrządzał. Zabłocki w sumie dostarczył i czyta się to to lekko, ale kurde, jednocześnie mam wrażenie, jakbym czytał jakąś literaturę młodzieżową. Opowieść o chłopcu, który zrobił konsolkę do gierek, unikanie trudniejszych sformułowań, większych zawiłości gramatycznych. Trochę niejasnych dla mnie skrótów myślowych (fragmenty dotyczące współpracy z Nintendo). Jest miło, przytulnie, ale aż zbyt gładko, laurkowo, a ja lubię gdy w materiale jest jakiś literackie zacięcie wykraczające poza podręcznikowe “jak pisać artykuł” i autorski pazur. Kurde, Myszaq nawet mnie zaintrygował tym Threads, choć zwykle nawet jego wypocin nie czytam, ale tutaj zadziałało jakieś przyciąganie. Tylko Fallouta mógł se darować, bo kto chciał obejrzeć, to już pewnie dawno to zrobił. lepiej niech on grzebie w mniej oczywistych wyborach. Sobek się ożenił [*]. Po chłopie. Jej się nie dziwię, bo sam chciałbym z Sobkiem się ożenić (i kilkoma innymi redaktorami w sumie też, kurde, może bycie gejem wcale nie jest taką złą opcją?). Niemniej gratuluje Kuba, niech Wam się wiedzie i klisza Waszego życia dotyczy wyłącznie romantycznego gatunku. Roger przejmuje kącik komiksowy. Ten można w sumie jakoś przemianować, bo regularnie pojawia się tam coś spoza kategorii komiksów. Coraz więcej publikacji branżowych wartych opisania (w tym miejscu kłaniam się nisko Kosowi i Open Becie), więc może warto to jakoś uwzględnić? A nawet rozszerzyć kącik w miarę potrzeby? Tylko nie dla Fortnite. Bez przesady. BAKA. Darek, kurwa, słuchaj. Przestań do chuja obrażać Pana Kojimę (sarkastyczne “mistrz”), bo cokolwiek o nim sądzisz, to jest jeden z niewielu pozostałych indywidualności w branży. Ktoś wykraczający poza schemat korporacji, zespoły DEI, ktoś z autorskim sznytem, ktoś niekoniecznie w Twoim guście, ale twórca “jakiś”, budzący dyskusję, niebanalny, jadący po bandzie i często poza nią wypadający, ale nie można powiedzieć, że nijaki. A to już ogromna zaleta. Podobało mu się anime, które również Tobie przypadło do gustu, więc może nie jesteście aż tak różni? Generalnie chciałem to napisać w droczącym się tonie, ale wyszło całkiem na poważnie, więc w sumie tak to zostawię. Nie wkurwiaj mnie! PS a w temacie recenzji to proszę unikaj porównań w stylu “to takie Twilight Zone w formie anime”. Bo ja (i zapewne wielu innych czytelników) nie wie co to Twilight Zone. Bierz pod uwagę laików. Felietony. Zax nietypowo, ale ale złota trójca Starfield, Elite Dangerous i Microsoft Flight Simulator się załapały, więc odhaczone. Walkiewicz zupełnie niepotrzebnie grzęźnie w bagnie zwanym remaster/remake/reboot. Wielu już poległo, Michał wybrnął, ale żadnego przebłysku nie było. Marcellus. Uch. Jest kapitalizm, są korporacje. To znak, że Marcin w tym miesiącu nie żartuje. A potem zapina wrotki, wpierdala się na rampę bez kasku i porównuje te znienawidzone korporacje do obozu Auschwitz-Birkenau. How cool is that? Potem mamy jeszcze evil corpo, bogatych uprzywilejowanych, algorytmy, Facebook, Twitter, Google. Same obozy śmierci. Ciekawym jestem bez ilu z nich Marcellus na co dzień funkcjonuje. Nie no, jest wysoko w tym miesiącu, jest wysoko, trudno będzie to przebić. Piechota. Jak to zwykle bywa jeden z najistotniejszych felietonowych głosów miesiąca. Bo można o tym, że w gierce nie dodano trybu fotograficznego (bandyci!), a można również o tym, że tradycyjne dziennikarstwo growe gnije, zanika, traci na znaczeniu. Piechota dogłębnie rozpracowujący Rule of Rose nie doczeka się nigdy takiego poważania, jak NRGeek grający w crapa. A na stronach z newsami sensowni ludzie nie chcą się udzielać, szukając albo autorskich kącików w sieci, albo (na szczęście) tworząc coś do tych nielicznych już pism drukowanych, bo co papier, to papier i o archiwizację nie ma się co martwić. Mazzi. Mam wrażenie, że dużo ostatnio u Mazziego tematu AI. Przypadek? Ja mam tylko dwa starannie wyselekcjonowane zdania: [na temat TLoU2] “Na przykład, jeśli gracz zdecyduje się zabić jednego z członków wrogiej grupy, inni członkowie mogą go szukać, próbując zemścić się za swojego towarzysza.” Akapit niżej. [na temat RDR2] “Na przykład, jeśli gracz zdecyduje się zabić członka rodziny jednego z NPC-ów, jego krewny może podjąć próbę zemsty i ścigać bohatera po całym świecie gry”. Oj, odbije się nam czkawką ta cała integracja AI w NPC-ów. Twórcy pójdą jeszcze bardziej w ilość, nie jakość. Roger. Roger to taki mój brat, którego nigdy nie miałem, ale interesował się tym samym co ja i używał tych samych “dynksów”. Chwilami brzmi jak nastolatek zafascynowany jakimś wątkiem, a chwilami jak 70-latek tęskniący za dawnymi czasami. Prawda jak zwykle leży pośrodku. Czy “drama” z szowinizmem zostanie pominięta milczeniem w przyszłym miesiącu? W sumie bym to nawet zrozumiał (remember: no attention), ale z drugiej strony parę słów się ciśnie na klawiaturę. Głos Ludu. Taka sugestia do “właśnie ukończyłem”, bo domyślam się, że tam akurat materiału nie brakuje. Może warto promować jakieś mniej oczywiste tytuły? Jakieś intrygujące gierki, niszowe wręcz? Bo akurat o Horizon: Forbidden West to już chyba każdy słyszał, czytał i prawdopodobnie zagrał, jeśli zamierzał. A jeśli nie, to ta recenzja niczego nie zmieniła, chociaż ma tę zaletę, że jest dość sceptyczna. Niemniej jestem za tym, by w tym miejscu wypromować mniejsze tytuły. Listy. Wyjątkowo zostawię w spokoju, bo nie chcę się powtarzać. Jest progres w Rodzynach przynajmniej (skromniej i w sumie z sensem). Lead HIVa za duży. 1/3 strony, a treści zero. To jeszcze drobne uwagi dla Romka, choć on i tak je w chuju ma. Jest progres. Mniej pstrokacizny. Kilka stron wciąż mi się nie podoba (71, 80), ale robi się z tego fajny balans. Koniecznie trzeba coś zrobić z tymi kreskami nachodzącymi na screeny, co szczególnie razi w felietonach (Zax, Walkiewicz), bo np. u Piechoty logo Polygamii już potrafi być na wierzchu, więc jednak da się! Więc małymi kroczkami do przodu. Jak to się naprawi, to znajdę coś innego do przypierdolenia się. Tradycyjnie kłaniam się nisko każdemu, kto bierze udział w tworzeniu PE. Dziękuję, że hołdujecie tradycji, z którą chodziłem na wagary. Poważnie. Jak kupowałem nowy numer PE, to zamiast na lekcje szedłem do parku i czytałem. Kozak kurwa, co?
  9. Outrun najlepszy. Piękny wręcz. Mortal do wyjebania, bo oklepane logo. Ewentualnie Pac Man, bo nie każdy doceni ten minimalizm i niekoniecznie się sprzeda.
  10. Dobra, pokazuj resztę, to prędzej zdecydujemy. PS wciąż za dużo bijatyk 1 vs. 1
  11. Ja bym wypierdolił któreś z dwójki Mortal Kombat / Street Fighter II, bo dwie bijatyki 1 vs 1. Reszta tematycznie fajnie urozmaicona.
  12. Amiga przy zapowiedzi to było dla mnie takie meh, a końcowy efekt dostarczył rewelacyjnej lektury. Tutaj oczekuję tego samego. Żadnej presji, ale lepiej, żeby tak było! Tylko NRGeeka ta krótko przy ziemi na smyczy trzymajcie.
  13. Kmiot

    Lorelei and the Laser Eyes

    To nie tak, że fabuła mi się nie podobała, bo jest świetna, po prostu surrealizm to nie zawsze jest moja ulubiona bajka, a tutaj jest go niemało. Zresztą czego tu nie ma! Dlatego napisałem o niektórych motywach i elementach fabularnych, a nie całości, bo ja uwielbiam takie tematy, tylko niekoniecznie w ten sposób podane. A zakończenie? Szczerze mówiąc jeszcze sobie je dokładnie układam w głowie, dopasowuje detale, odtwarzam ciąg zdarzeń, daje czas by okrzepło. Z pewnością mnie zasmuciło i zostawiło jakąś pustkę.
  14. Przez chwilę byłem na szczycie, miłe uczucie. Ale potem to już tylko jak z naszymi Orłami: Obrazek, który słychać.
  15. Nie chcę się drapać po nie swoich jajach, ale Wy tam rozdawajcie potem pozostałe nagrody, a ja już mogę zbierać listę życzeń od laureatów. Z tym, że ja mam ten komfort i w zasadzie mogę uznać te dwa drugie miejsca ex aequo i obu dżentelmenom pozwolić wybrać po dwie książki. Dzięki temu Kalel załapie się na trzecie miejsce i dostanie jedną. Wszyscy zyskują (ja tylko więcej wolnego miejsca na kolejne książki, ale to też zysk). Powiedzmy, że to w ramach nagrody specjalnej, chyba że ktoś miał jakieś wyjątkowe dokonanie, to rozważę. Od razu zaznaczam, że taktyka "na bezczelnego" już nie zadziała jak w przypadku Kataru 2022 i Butta, o ile dobrze pamiętam, hehe. Czyli jeśli dobrze rozumiem to tak: @kanabis trzy pozycje z listy @HenrykIggO i @Yakubu po dwie pozycje @Kalel jedna pozycja @Bartg jedna pozycja w ramach organizacji Aktualna lista znajduje się w poniższym poście: Laureatów zapraszam do mnie na PM w celu ustaleń sposobów wysyłki (preferowany InPost kurier/paczkomat), wyboru nagród (w razie dodatkowych pytań na temat jakiejś nagrody to chętnie odpowiem czy doślę zdjęcia) i podania danych adresowych. Możemy póki co lecieć hurtem i jeśli wybory uczestników nie będą się pokrywać, to załatwimy to szybciej. Jeśli będzie jakiś konflikt, to pierwszeństwo wyboru ma ten wyżej na podium (rozumiem, że Henryk póki co jest w lepszej sytuacji spośród drugich miejsc). Jedyne o co proszę to odrobina wyrozumiałości, bo przygotowanie wysyłki może mi trochę zająć. Zlokalizować nagrody w piwnicy (niektóre mam pod ręką, więc łatwiej), ogarnięcie jakiegoś pakowania i możliwe, że będę musiał wysyłkę rozłożyć sobie na dwie partie, bo książki bywają nieporęczne i ciężkie.
  16. Kmiot

    Metroidbrainia?

    Taa, też mi się ten człon metroidowy nie pasuje, no ale filmik był jakąś tam inspiracją, to chciałem mu oddać sprawiedliwość. Gra może w sumie dotyczyć dowolnego gatunku, ale chodziło tutaj raczej o system postępu, gdzie wiedzę zbieramy na tej samej zasadzie, co kolejne umiejętności czy przedmioty w metroidvaniach. A mając tę wiedzę w kolejnych przejściach możemy grę sobie znacznie ułatwić, skrócić, albo wręcz złamać. Nie musimy po nią po raz kolejny iść, skoro już ją mamy w głowie. Ważną rzeczą, w zasadzie kluczową, o której w sumie nie wspomniałem to te nieszczęsne "bramki progresu", czyli wąskie gardła, które twórcy zostawiają, byśmy sobie gry za bardzo nie zepsuli. Chłop z filmiku podsuwa przykład Obra Dinn. Bo co z tego, że znamy okoliczności każdego zgonu i tożsamość morderców, skoro gra narzuca nam dyscyplinę i kolejne scenki odkrywa dopiero, gdy rozpracujemy wcześniejsze? Nie ma tutaj wielu możliwości przyspieszenia progresu, podążenia od razu w kierunku finału, czy coś. Co nie zmienia faktu, że siła gry leży nie w gameplayu, lecz w satysfakcji z rozgryzaniu kolejnych przypadków zgonu, a kiedy to już mamy za sobą sens ponownego grania w Obra Dinn znika. I tak, większość puzzlerów można w jakimś sensie pod tego typu jednorazowe doświadczenia podciągnąć, ale też The Witness znalazł się tam z powodu nie samych zagadek, a tego co pomiędzy. Bo rozwiązanie kolejnych puzzli to jedno, ale drugą płaszczyzną jest poznawanie reguł, którymi się rządzą i jak funkcjonuje świat wokół nich. Bo podchodzisz do panelu i niekoniecznie od razu wiesz czego twórca od ciebie oczekuje. Więc zagadka jest podwójna. No i z tego co pamiętam to z posiadaną wiedzą można znacząco sobie skrócić kolejne przejścia. Minimum bramek progresu. Oba Talosy uwielbiam, ale tam odhaczanie kolejnych zagadek jest koniecznością, by pchnąć grę do przodu, odblokować kolejne biomy, nie można sobie tych gier znacząco skrócić, bo są dość liniowe strukturalnie. Lorelei też tylko częściowo pasuje, ale o ile się nie mylę, to z obecnie posiadaną wiedzą czy notatkami mógłbym pominąć 3/4 gry i odpalić finał po kilkudziesięciu minutach od startu. ... Kurczę, to nawet więcej, niż 3/4. W sumie jak teraz sobie myślę, to jednak pasuje bardziej, niż przed chwilą myślałem xd Gdyby się uprzeć, to w zasadzie tylko Outer Wilds wykracza poza ramy jakiejkolwiek kategoryzacji gatunkowej, cała resztę można w jakimś sensie i części określić puzzlerami, a Outer Wilds to prawdziwie jednorazowe doznanie. Polecam po raz kolejny.
  17. Hiszpania - Anglia 1:1
  18. Kmiot

    Metroidbrainia?

    Już tłumaczę w czym rzecz. Są takie gry, które przechodzi się tylko raz. Nie dlatego, by je odhaczyć i zapomnieć. Wbrew pozorom one często nie pozwalają o sobie zapomnieć. Chodzi o to, że satysfakcjonujące przejście ich jest w pełni uzależnione od wiedzy, którą posiadamy w głowie. Wiedzy istotnej, czasem wręcz przełomowej i przy okazji kolejnego przejście nie możemy udawać oraz oszukiwać samego siebie, że jej nie posiadamy. Progres oparty na dostępie do informacji, nie przedmiotach zdobywanych w trakcie gry. Fascynująca rzecz, która jednak niesie ze sobą konsekwencje. Trafiłem na pewien filmik na YT, który dał i do myślenia. Chłop może trochę na siłę kreuje podgatunek metroidbrainia: (brak tutaj istotnych spoilerów, temat każdej gry poruszany jest naskórkowo, więc można bezpiecznie oglądać) Materiał wypełniony jest grami, z którymi bawiłem się wyjątkowo, ale do żadnej nie ciągnie mnie ponownie, może za wyjątkiem FEZa, którego ogrywałem dawno i niewiele z niego pamiętam (dlatego poniżej go pominę). Rzecz w tym, że wszystko to tytuły wyjątkowe, odważnie traktujące temat progresu i stawiające wszystko na jedną kartę - pierwsze przejście. Jedyne przejście. Replayability tych gier jest dyskusyjne. Bo z wiedzą, którą gracz posiada, kolejne podejścia nie dają już tej satysfakcji, a czasem kilkudziesięciogodzinna przygoda zamienia się speedrun, bo wiemy o czymś, o czym nie powinniśmy wiedzieć na danym etapie. I nic z tym nie zrobisz, to zamierzone, tak ma być. Posłużę się przykładami. Outer Wilds Wybitny przedstawiciel "gatunku". Ambasador wręcz. Gra w 100% oparta na czystej wiedzy zdobywanej w trakcie zabawy. Rozpoczynając grę mamy potencjał by obejrzeć napisy końcowe w trakcie 30 minut, tylko nie wiemy jak go wykorzystać. I kolejne kilkadziesiąt godzin minie nam na edukacji, poznawaniu naszych możliwości, zasad którymi rządzi się ten wszechświat i rozgryzaniu czysto intelektualnych tajemnic, by wreszcie rozgryźć system. Gra, którą każdy powinien zaliczyć, by przekonać się, że można do progresu podejść zgoła inaczej, niebanalnie, w trudny do zapomnienia sposób. Gra, która roztrzaskała mnie na kawałki. Witness Nieco podobne podejście, choć gatunkowo bardziej wyczerpujące intelektualnie. Niekończąca się seria zagadek. Rozwiązanie ich to jedno, ale wiele wymaga zrozumienia nowych zasad, których nikt nam za darmo nie wyjaśni. I to jest ten element "jednorazowy", bo kiedy już uda nam się dotrzeć do sedna i kręgosłupa każdej serii zagadek, to rozwiązujemy je z automatu. Nie ma tutaj losowości (poza finałem), więc przy każdym kolejnym przejściu czar pryska, tym bardziej, że gameplayowo to walking simulator i nawet nie można pokombinować pod kątem movementu. Return of the Obra Dinn Doskonały przykład. Gra na podstawie serii stop klatek (po których możemy się poruszać) i metodycznie zbieranych informacji wymaga od nas wskazania ofiar oraz przyczyn zgonu. Czysto detektywistyczna robota funkcjonująca na zasadzie prawdopodobieństwa, eliminacji i dedukcji. Absolutnie satysfakcjonująca w swoim rdzeniu, ale kompletnie pozbawiona regrywalności. Bo bez sensu jest zgadywać drugi raz okoliczności zgonu, skoro już je znamy. Tunic Nietypowo nieco, bo gatunkowo to "zelda", ale z wyjątkowym twistem. Tym twistem są zdobywane w trakcie przygody strony cyfrowej instrukcji, które jednocześnie zdradzają tajniki sterowania, umiejscowienie sekretów, podrzucają niezbędne mapy oraz kombinacje. Do wielu zamkniętych obszarów jesteśmy w stanie dotrzeć "od strzała", ale przy pierwszym podejściu nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tunic posiada pewną przerywalność, ale po pierwszym przejściu znaczna ilość uroku i tajemnicy bezpowrotnie umyka. Animal Well Świeży tytuł, który wielu krytyków umieszcza w tej "kategorii", choć w mojej opinii posiada on większą regrywalność niż pozostałe, przez co mam pewne wątpliwości czy tu w ogóle pasuje. Niemniej faktem jest, że to metroidvania w dużej mierze oparta na znajomości zasad funkcjonowania świata i opanowania zdolności postaci, niż posiadanych aktualnie w ekwipunku przedmiotów. To też przede wszystkim zagadki środowiskowe niż zręcznościowe, wiele z nich da się rozgryźć poza schematem, jeśli już wiemy co chcemy osiągnąć. Tytuł zostawiam, choć się waham. Gdyby ktoś chciał spróbować, ale się wstydził, to będzie coś "pomiędzy". Lorelei and the Laser Eyes Również świeżynka, ale w odróżnieniu od tytułu powyżej w pełni uzasadniona jest jej obecność na liście. Gra w zasadzie pozbawiona gameplayu, bo opiera się na kierowaniu postacią i JEDNYM kontekstowymi przycisku, więc jej siła polega na zagadkach, zdobywanej wiedzy, rozgryzaniu fabuły. Kilkanaście, albo kilkadziesiąt godzin przy pierwszym, absolutnie fascynującym podejściu. Każda kolejna próba jest ograbiona z pierwotnej tajemnicy, a kody czy hasła są już doskonale znane, więc ekscytacja osiąga zawrotne 5% potencjału (aż 5%, bo cieszymy się, że nie zapomnieliśmy). To absolutnie nie wyczerpuje tematu, więc wyzwanie dla Was: jakie jeszcze tytuły moglibyśmy dorzucić do listy, najlepiej z krótką analizą i uzasadnieniem. Czy metroidbrainia jest adekwatnym określeniem dla gatunku?
  19. A, no to mamy zwycięzcę, hehe. Zaleta? Nie musiałem się jebać z wymyślaniem gry i klejeniem filmiku, więc szybka akcja. Gratulacje dla zwycięzcy (dla jasności jest nim MichAelis, bo Red odpuścił udział), czekam w skrzynce z prywatnymi wiadomościami na adres/paczkomat i wybór opcjonalnej nagrody bonusowej. Zdrówko.
  20. @magpie Teraz możemy sobie popisać na zasadzie: Papkin oczekiwał dyskusji, liczył na to, czy na tamto, bo jesteśmy dorośli, a w idealnym świecie wymiana zdań wyglądałby inaczej i może któraś strona przekonałaby drugą do zmiany poglądów. Spoiler: to by się nie zdarzyło nigdy. On doskonale rozumie działanie społeczności i dlatego temat poruszył na swoim Fejsie, a nie np. tutaj na niszowym forum (ale regularnie odwiedzanym przez grono redakcyjne), bo tam na swoje zasięgi, reakcje, tam mógł sobie pozwolić na pretensjonalny (co zresztą sam zauważyłeś) czy sarkastyczny ton i tam jest atencja oraz jego bańka. Tam może bez konsekwencji używać określeń w stylu incel czy piwniczak. Tak się zaczyna dyskusję wynikającą z troski o czasopismo? No nie sądzę. Nie znam typa osobiście, ale może rzeczywiście z tym egocentryzmem coś jest na rzeczy? Mimo wszystko zgadzam się, że na wiele obelg czy komentarzy nie zasłużył, bo krzywdy nikomu nie wyrządził. Ktoś może powiedzieć, że krzywdzi PE, ale myślę, że przecenia swoje możliwości w tej materii, a ludzie o jego poglądach i tak PE nie czytają i czytać by nie zaczęli, nawet gdyby pismo przeszło SZKOLENIE. Przy okazji to zaczyna iść w absurdalną stronę na zasadzie: jeśli jesteś mężczyzną, to nie wolno ci napisać nic o kobietach, jeśli wcześniej się z jakąś nie skonsultujesz. I nie może to być żona, koleżanka albo siostra, takie kobiety się nie liczą, musi to być ktoś z feministycznego kręgu. Napisanie: "lubię kobiety, są piękne" pomału staje się seksizmem, bo brzydkie czują się pominięte, a ty stajesz się szowinistą (bo one nie potrzebują żadnej konsultacji z innym mężczyzną, by cię tak określić). Jest w ogóle sens o tym dyskutować?
  21. Kmiot

    Lorelei and the Laser Eyes

    Halo? Gra ktoś? Ja nieregularnie od kilku dni, najczęściej w czasie meczów Euro, żeby w przypadku kiepskiego widowiska nie był to całkowicie stracony czas. W zasadzie jestem już na finiszu i dumny jak paw, że dotarłem tutaj z zerową pomocą z zewnątrz. Obecnie jestem już chyba w drodze do zakończenia, bo z istotnych "notatek mentalnych" została mi tylko jedna rzecz do popchnięcia, ale mam już chyba całą niezbędną wiedzę. Więc chodzę i czyszczę okolicę pominiętych dolarów czy skrótów. 95% i robią się ciężary, bo trzech banknotów mi brakuje w Hotelu. Jeden wiem gdzie jest, ale muszę otworzyć skrót, a to jeden z trzech, którego nie mogę od kilku dni rozgryźć xd I trochę mnie to zaczyna frustrować, chociaż żaden ze skrótów nie jest konieczny do ukończenia gry to jednak chciałbym 100% Nawet teraz zamiast pracować, to kminię nad tymi skrótami i coś mi umyka. Pocieszam się faktem, że nawet to mnie nie powstrzyma, bo skróty można otworzyć metodą siłową - w końcu to tylko 100 kombinacji do sprawdzenia "ręcznie" i kwestia czasu. Jedynie ambicja, by "zrozumieć zagadkę" mnie powstrzymuje od kompulsywnego kręcenia mechanizmem zamku. Potem tylko trochę lizania ścian w poszukiwaniu dolarów i można udać się w kierunku finału, bo 95% sugeruje, że to już końcówka gry. Tytuł arcymistrzowski. Wymagający, ale nieustannie logiczny. Często trzeba po prostu odpuszczać i nie wszystko rozwiążemy z marszu, ale strzał satysfakcji, gdy po kilku dniach zmagania się z jakąś zagadką rozwiązanie przyjdzie nam do głowy w trakcie prysznica, albo konsumowania obiadu jest nie do przecenienia. Niektóre motywy fabularne mi nie leżą, ale całość to złoto. Edit. Dobra jeden skrót teraz chyba rozgryzłem. Niech ten dzień pracy się już skończy, bo chcę go sprawdzić xd
  22. Kmiot

    Helldivers 2

  23. Jasne, ale też pisze regularnie po polsku, więc trudno powiedzieć, żeby wyszedł z wprawy. Tym bardziej, że zdarzają mu się teksty wyraźnie lepsze, świetne wręcz (recka Alana Wake'a 2 i kilka jeszcze mógłbym wskazać w ostatnich numerach), więc wiem, że potrafi. Tylko nie wiem z czego wynika fakt, że czasem pisze jak bot AI, przez trzy kolumny rozprawiając o tym samym, tylko posługując się innymi słowami i określeniami. Może brak weny, może pośpiech i niemożność poświęcenia tekstowi więcej czasu, nie wiem. Ale nawet jeśli ma tylko sporadycznie dostarczyć dobrego tekstu, to te gorsze też mu wybaczę. Uszczypnę zalotnie, ale krzywdy zrobić nie chcę.
  24. Papkin to inteligentny gościu, więc bez wątpienia brał pod uwagę, że reakcje na taki post będą różne. Bo ludzie (a graczy mimo wszystko musimy zaliczyć do tej kategorii) są różni i jedni odniosą się do tego kulturalnie, inni zignorują, a trafią się też tacy, do nie będą ostrożnie dobierać słów. Żadne zaskoczenie. Przypominam, że niektórzy gracze potrafili grozić śmiercią aktorkom głosowym, bo chujowo brzmiały. No i doczekał się reakcji, również tych nieodpowiednich. Na wiele z nich nie zasłużył i w takiej formie nie powinny się pojawić, w końcu rozmawiamy o piśmie z gierkami, niczym poważnym i nie ma tutaj powodów do agresji słownej. Teraz zasłania się, że chciał dobrze dla PE i prasy w ogóle, ale chyba nie dociera do niego dlaczego to właśnie PE przetrwało do dzisiaj. Bo za PE stoją indywidualności i (uwaga, banał) ludzie piszący z pasji, tak jak czują i jak mają ochotę. Mamy obecnie również POTĘŻNEGO WYDAWCĘ, lepszego niż jakakolwiek korporacja, kogoś z wcale nie mniejszym zapałem. I to się komponuje. Wypada naturalnie, ostoja normalności, jak między kolegami na kanapie, z odrobiną tego "najntisowego" nieokrzesania. Wszyscy autorzy mają swobodę twórczą (w granicach dobrego smaku), każdy może pisać w zgodzie ze swoimi przekonaniami (unikając radykalizmu), a Roger nadal może spełniać swoje marzenie nastolatka i tworzyć takie czasopismo, jakie zawsze chciał. Bo to go napędza. Łatwo sobie wyobrazić jak się skończy jakakolwiek ingerencja w proces tworzenia pisma, które już teraz leci naprzód głównie dzięki sile rozpędu. Jeśli teraz zacząć narzucać PE jakiekolwiek wytyczne, szablony i kierunkować, to będzie jak koc gaśniczy na płomień pasji. Ile wtedy wystarczy zapału Rogerowi czy autorom, jeśli będą musieli uważać, by nikogo żadnym zdaniem czy słowem nie obrazić, nawet jeśli nie mają takiego zamiaru? Kto będzie chciał tworzyć treści do takiego pisma, prowadzić je, albo wydawać, będąc w metaforycznym kagańcu? To ich czasopismo, ich warunki i owoc ich pasji. Przeżyło wszystkie inne wydawnictwa, więc musi być w nim coś wyjątkowego. Ciekawe co? Bo do narzucania innym jak należy żyć to są pierwsi. Niech Papkin skrzyknie tamtą przyklaskującą mu ekipę z fejsbuka, stworzą własne czasopismo pod swoje preferencje i niech się zmierzą z rynkiem prasy. Oktagon zweryfikuje. A PE niech po prostu zostawią w spokoju. Pismo nie potrzebuje ich aprobaty i dopierdalania się do błędnie użytego zaimka.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...