Miałem się na was obrazić za podwyżkę bez pytania, a jestem, jak jeden ancymon z forum, za tym, żeby samemu ustalać ceny. Jak uważam, że pomelo jest warte 2 zł/kg, to nie zapłacę więcej niż widnieje w sklepie, tylko nabije cenę jak za kartofla. Jednak pewna gra w tym numerze jest dla mnie zbyt ważna i zmusiła mnie, żeby nadal z wami trwać, musiałem mieć to na oryginale z czarnym spodem. Verbatim nie wchodził w grę, a więc z ciężkim bólem serca pozbyłem się 25 zika, za które mógłbym mieć 25 zupek chińskich z Wietnamu w bonusie z agentem pomarańczowym, ale trudno. Jak jest posucha w grach, to wiecie jakie wybrać tematy, żeby człowieka zanęcić.
Zanim zabrałem się, do głównego dania, to najpierw chciałem się przekonać, czy niejaki zeldzioszek, pierdzioszek, czy jak on tam ma, czasem nie wrzucił starego gotowca z szuflady, i na jego szczęście, tak się nie stało:
https://www.ppe.pl/blog/28381/281766/Rule-of-Rose.html
Niemniej już wtedy, blisko dekadę temu, pisząc o Rule of Rose, potrafił udowodnić - nomen omen - że róża potrafi wyrosnąć w betonie. Co prawda później musiała spakować walizy, chwasty rozpleniły się na dobre, a pod skarłowaciałą, trującą gruszą, mają się dobrze jak nigdy, ale do momentu, gdy tam była, to było dobrze, i tak było też na poly, tak jest w obecnym PSX, a bez niej, jakimś dziwnym trafem wszędzie zaczęła powstawać chujnia z grzybnią. Także naczelniku, mam nadzieję, że widzisz ten związek przyczynowo skutkowy. Jak będziesz miał kiedyś wybór między głodnym igorem, czy kajtkiem, a zadowoleniem Adasia, to mam nadzieję, że wybierzesz słusznie.
Wiem, że to róża z kolcami, w wolnym chwilach jest nauczycielem, co chwilę ma wakacje, opierdala się i gra w gierki do momentu zapalenia spojówek, ale za to, co potrafi dostarczyć z okazji drugoligowych horrorów(choć nie do końca), jak w tym numerze, to warto go trzymać przy sobie.
Co do samej gry, jakby robotycznie wyciągać średnią tj. 3/10 za gameplay, 9-10/10 za historię i otoczkę fabularną godną mangnum opus gatunku jakim jest SH2, to ta końcowa ocena w granicach 6 jest sprawiedliwa, ale ja podobnie jak Piechota i bohaterka gry mogę
w postaci gameplayu, jeśli inne elementy są na wybitnym poziomie(miło też, że nie zapomniałeś o fantastycznym, nieoczywistym soundtracku).
Ogólnie pseudo media narobiły jej niesłusznie dużo smrodu i gówna, choć muszę przyznać, że nawet grając samemu, dwuznaczność, dziwne podteksty mogę być mylące, szczególnie przerywniki, ale to tylko zasłona i z pewnością nic tam się takiego nie dzieje(przynajmniej wprost), żeby uważać to za coś bardziej zwyrodniałego niż granie w manhunta 1/2 i wiercenie ludziom w czaszkach dla zabawy(choć jak ma swoją kategorię, to to też nie powinien być problem).
Nawet oficjalny trailer jest szemrany, więc w sumie sami dali podkładkę do gównoburzy:
Nie do końca zgadzam się z tym, że coś ciężko stawnego lepiej obejrzeć niż zagrać(co sugerujesz też - może i słusznie - przy Alone in the Dark), bo jednak odbiera się wtedy jeden z głównych wyróżników tego medium, czyli interaktywność.
Nieważne, czy to techniczna gra, czy Heavy Rain. Jak nie wciskasz przycisków, to nie jest to samo. Nie ma więzi, nie ma zaangażowania. To tak jakby stara czytała ci Wiedźmina, więc jak masz mieć wczutę, czy bonera?
Nie wiem, jakoś brzydzi mnie koncept "grania" na jutubku. Może inaczej, jesteś prawdziwym graczem, to zagraj(to tylko 8-10h), jesteś januszem gejmingu, to oglądnij, bo szkoda tego nie znać, a grać, nie będzie ci się chciało, bo to jest poziom dużo niższy niż w innych survival horrorach, choć większość dupy nie urywa pod tym względem
Sam koncept tej gry jest na tyle unikalny, a tematyka odważna i łamiąca więcej niż jedno tabu(17 lat od premiery, a branża nadal niedojrzała i ledwie raczkuje, z tendencjami na autocenzurę), że uważam, że każdy powinien się z tym zapoznać. Dzieci nie są ani złe, ani dobre, są niezapisaną kartką. Jak ich nauczysz, że granie głowami katolików(jak kozojebcy z isis), to świetna zabawa, to uznają, to za normę, bo innego świata nie będą znały.
Jeśli o sam artykuł, to fajna ta ciekawostka z Chrisem Darrilem(nie znałem tego, ani jego), a te gry mam na oku od dawna choć czuję, że mogą być niedojebane technicznie i gameplayowo(jak RoR), ale pewnie ukrywają w sobie cząstki dobra.
Wspomniałeś też o tym małym Onion od obskurnego moon, no to kiedyś szukałem, czy scenarzyści RoR jeszcze coś spłodzili i chyba jakaś część Punchline właśnie tam siedzi, ale zrobili też nie mniej obskurne Black Bird, więc na razie nie widać tam widoków na robienie gier na poważnie.
Trochę się rozpisałem, ale i tak mniej niż mógłbym o tym gadać. Co dalej? Scenowcy troszkę się zapędzili z tym przełomowym sterowaniem, bo wcześniej choćby był Alien na szaraka, ale niech im będzie. Miłość bywa ślepa.
Roger wrócił z osobistym tematem i też dostarczył(natężenie żartów mnie nie przeszkadza, bo nie jest to sztuczne), nie uważam, żeby się wygłupił jak przy jakiejś tam eksperymentalnej recenzji, gdy próbował gadać jakimś dziwnym slangiem nawiązującym do gry, Joł joł skurwysyny, posłuchajcie tego.
Zdjęcie młodego Rogera też eleganckie, prawie vibe rafonixa podtrzymującego szafę:
Tak trzymać, za to, że jesteś jednym z ojców PPE, musisz odpokutować, co jakiś czas. No, ale też jesteś jednym z ojców gazetki, więc może trochę się to wyrównuje.
W tym samym felietonie, cytuję, wspomina "co najwyżej śmiano się z kmiotów"
@Kmiot Chyba tego tak nie zostawisz?
No i na koniec demka przygotowane prze cichego bohatera PSX-a, czyli Dżujo. Robi swoje, stale dostarcza, a to że nie wyświetla się niepytany, to nic znaczy, to o niczym nie świadczy.
To nie były tylko gry, trailery, tech dema. To była też kozacka muza i unikalne menusy, który mogły się wydarzyć, tylko w tamtym konkretnym czasie.
Miałem takiego sztosa, wraz z konsolą: Czym chata bogata, cały przekrój gatunkowy:
- gra rytmiczna, logiczna, platformówka 2d, platformóka 3d, przygodówka, bijatyka, gra akcji, colectathon, symulator samochodowy, zapowiedź pierwszej skradanki 3d. Większość, to topowe tytuły, nie było miękkiej gry.
Co dziwne, chyba zignorowałem trailer MGS-a. Jakby to nie miało być nic wielkiego. Oj, jak bardzo się myliłem.
Do tego intro zmieniające ludzi w lepszą wersję samych siebie:
To nie wszystko, czujecie jak z tych menusów oprócz czystej, oceanicznej wody wśród rafy koralowej, wypływają też hektolitry duszy?
A jak dodać do tego hipnotyczną muzyczkę, to człowiek od razu trafia do wehikułu czasu i znowu jest beztroskim dzieckiem, które niczym nie musi się przejmować. Nie trzeba nosić szmaty na ryju, nie ma wojny na granicy, nie ma zapierdalającej inflacji(a może była, ale Rogerowi starczył garnek herbaty i pajda ze smalcem i cebulą), nie ma patoinfluencerów, nie ma clickbaitów gruchy, nie ma wszechobecnej idiokracji. Chce się żyć.