Treść opublikowana przez SlimShady
-
Redfall
Ten beznamiętny komentarz duszyczki, który jest psychofanem arkane i wiadomo jaką maskę trzyma dumnie na szafie, to chyba najlepsze i jednocześnie najsmutniejsze podsumowanie.
-
Redfall
Dumni są, bo pudełko można zobaczyć w Empiku na półce.
-
Redfall
Dzieciak 50 centa miał taki wpływ na twórców, że jak sobie zażyczył, że mają być helikoptery w grze sygnowanej ryjem jego starego, to tak miało być.
-
Star Wars Jedi Survivor
Jak gier nie ma na płycie, to pierwsza oznaka, że będę problemy.
-
Star Wars Jedi Survivor
Świetna gra, gdyby nie to, że nie da się grać. Mimo wszystko 9/10.
-
Właśnie zacząłem...
Jak nie znasz oryginału, to nie wiesz, czy dostałeś coś lepszego, czy gorszego, choć z drugiej strony, im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Nie będzie się to wiele różniło od niesławnej próby ubicia używek, drm, i always online(który i tak po cichy wszedł nawet do singlowych gier i trybów). Klasyczne gotowanie żaby. No o co wam chodzi, macie wybór, a później, nie chcieliście kupować, to nie będzie tego wcale.
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Teraz wezmą wolną kasę i wykupią pakiet Kojima-Konami-From-Capcom-Sega-Square i tyle z tego będzie. Tak naprawdę kłopoty dopiero się zaczynają.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Jak to przejdzie kosztem prawilnych wersji, to niech wypierdalają na szczaw. Już lecę składać konsole z osobnych części.
-
Star Wars Jedi Survivor
Jeżeli nie da się zagrać z samej płyty, a wymaga ściągania z neta, to tak naprawdę niewiele się to różni od CoD-a(halo, czy FH5), który miał 100mb na płycie. Na jedno wychodzi. Dwie płytki, to pewnie za dużo na biedne EA. Pewnie ten burdel też wynika z tego, że żyłowali do ostatnich dni(w tym wcześniejsze obsuwy), a i tak nie mają gotowego produktu, co mnie nie dziwi biorąc pod uwagę ich poprzednią grę, bo w gorszą optymalizacyjnie multiplatformę nigdy nie grałem.
-
Europa
Czuć Sky: Children of the Light, które mimo, że troszkę rozwadnia doświadczenie przez bycie grą przysługą i nastawienie online, to jednak ma jeszcze trochę dawnej magii thatgamecompany. Polecam sprawdzić, bo to chyba F2P, żeby mieć pewien przedsmak. Przy okazji tego sztosiarskiego wydarzenia odkryłem równie sztosiarską piosenkarkę. Chociaż to jest poza wątkiem głównym.
-
Resident Evil 8 Village
W zasadzie już od warowni zaczyna się zjazd i pójście w akcyjniaka. Widać, że ta część to był swoisty trening przed czwórką(tematycznie i gameplayowo, ale niestety z domieszką kapiszonów), która też jest zwykłą strzelanką, ale przynajmniej nie udaje czegoś innego w pierwszej połowie. W sumie trochę tradycja w serii, że im dalej w las, tym co raz gorzej, ale ta połówka wystarczy, żeby być zadowolonym. Domek to najstraszniejsza rzecz w serii, a zamek też robi robotę.
-
Dark Pictures: Anthology (Supermassive, Bandai)
Dla mnie, to by była słabizna, jedna z gorszych rzeczy z tej całej antologii, ale właśnie zakończenie trochę wywindowało grę do góry.
-
PSX Extreme 308
Chyba nie z tego, co kojarzę, ale wersji konsolowych było pełno, czyli one, X, Pro, zwyklak itd.
-
PSX Extreme 308
Największy skandal to cajberek, który zgarnął 7 nawet na 8 generacji(chyba od Zaxa). Ogólnie zgodziłbym się z Adamusem, i też nie do końca karałbym rimejki za to, że są rimejkami, nawet jeśli wiernymi. Nie zawsze jest konieczność wywalania wszystkiego do góry nogami. To tylko świadczy na korzyść tych gier, które tych zmian nie potrzebują mimo upływu lat. Na podstawie autorów na przestrzeni iluś tam numerów, czy lat, można wywnioskować parę rzeczy i dostosować pod siebie. Np. wiesz, że Kali lubi sypać 9 dookoła za cokolwiek, Dario narzeka na wszystko, ale jak pochwali, to znaczy, że musi być naprawdę dobrze. Piechota udaje prawilnego, ale jest osobą nintendo i naciąga w innych miejscach, Butcher da się pociąć za BF-a, star warsy, a w szczególności The Last of Us remake(nawet jak ma gorszy gameplay od dwójki, brak multi, do tego jara się serialem jakby to był nie wiadomo jaki cud(w sumie nie tylko on, tylko cały świat, co jest dziwne, ale dobra), ogólnie psychofan obywatela kejna gier), a Adamus, to taki Kali w wersji light, czyli generalnie daleko mu do narzekania, jest w stanie wiele wybaczyć, ale nie idzie za bardzo w górę, ani za bardzo w dół. Optymista, ale z rigczem,
-
PSX Extreme 308
Niewiele lepszą ocenę dałbym na premierę oryginału, więc u mnie jesteś rozgrzeszony. Zresztą 8, to też nadal bardzo dobra gra, ale ostatnio jest mocna inflacja ocen, więc jest jak jest.
-
Dead Island 2
Jak na grę, która już dawno zyskała status "nic z tego nie będzie", to i tak dobrze to wygląda. Jakbym lubił zombiaki, a nie lubię, to prędzej zagrałbym w to niż w DL 2.
-
Dark Pictures: Anthology (Supermassive, Bandai)
Tak po prawdzie, to te konsekwencje, to tylko iluzja(jak u Telltele, czy dontnod) i sprowadzają się do śmierci, lub nie, danej postaci( chociaż dobre i to), ale nie ma co liczyć na faktyczne(zamiast wariacji), mocno różniące się zakończenia, czy zupełnie inne sekwencje, jak zrobisz coś innego. QD gra we własnej lidze pod tym względem, nic dziwnego, że przy takiej pajęczynie wyborów i ścieżek na ich gry AAA trzeba czekać średnio 5 lat(jak się nie wyrobią w tym roku, to wyjdzie dłużej). Zwyczajnie nie da się czegoś takiego zrobić wydając gry, co roku. To już zbyt trudne i czasochłonne.
-
Ghost of Tsushima
Dopiero teraz dokończyłem i się za to wziąłem do końca(chociaż póki co bez kompletnego czyszczenia, dodatku i legend, ale pewnie przyjdzie na to czas). No i co mogę powiedzieć, na pewno, to jeden z lepszych exów, ale SP jeszcze nie gra w pierwszej lidze Sony, są blisko, dobijają się, ale jeszcze trochę im brakuje. Plusy i minusy: + Na pierwszym planie wybija się na pewno jeden z najlepszych open worldów, luźno ścisłe TOP5, może nawet TOP3. Świat jest przepiękny(w bardziej poetycko-artystyczny niż czysto techniczno-graficzny sposób, chociaż i tutaj nie ma się czego wstydzić, choćby czary w postaci błyskawicznych loadingów, i to bez SSD) i zaskakująco różnorodny jak na jedną, stosunkową niewielką wyspę. Przycisk do screenów, można dosłownie gwałcić, nie musisz niczego specjalnie wyszukiwać, czekać na odpowiednią pogodę, po prostu wystarczy się rozejrzeć. To jest tak organiczny i dobrze pomyślany świat, że się w palę nie mieści. Wszystko, na każdym szczeblu zazębia się z siłami natury(wiatr kołyszący japońsko-polskim zbożem z Ukrainy, hulające w powietrzu liście, które spadając tworzą kolorowy dywan, powiewająca pelerynka Jina stojącego na krańcu świata. To jest ten właśnie unikalny sznyt, a jak się doda do tego minimalistyczny, czy wręcz zerowy HUD wespół z mega immersyjną nawigacją i odkrywaniem świata za pomocą halnego, czy zwierzątek, no to już otrzymujemy przepis absolutny jak się to powinno robić. Wzór dla każdego, kto ma w sobie choć cząstkę gejmingowej duszy. + System walki jako rdzeń całej gry, to jest coś, co trzyma grę za mordę i bez tego nie byłoby tak dobrze. Różni przeciwnicy, różne postawy, łatwo zginąć, ale też łatwo zabić. Walka jest intensywna, krwawa, i po prostu ją czuć. To nie jest bicie patykiem, ale kwestia lokowania jest kontrowersyjna. Osobiście grałem na hardzie robiąc poboczne i wbrew temu, co tutaj przeczytałem, było trudno, a minimum wymagająco, bo ginąłem wiele razy nawet w 2, lub 3 etapie gry, gdzie niby powinienem być dokokszony(ale fakt nie czyściłem mapy, więc mogłem nie mieć talizmanów psujących grę). Mongołowie też nie czekają na ciebie w kolejce(poza klimatycznymi prowokacjami), tylko atakują całą chmarą plus łucznicy i psy, więc nie ma lekko, i dobrze, ale były momenty, gdzie długo mi schodziło, ale głównie na solówach z bossami. + Część aktywności, i większość misji pobocznych są zaskakujące dobre. Te pierwszy, to np. fajne ścinanie bambusów, czy kapliczki(gdzie często trzeba pomyśleć jak podejść do tematu), a te drugie są często wieloetapowe(szczególnie dotyczące tej garstki postaci) i ciągną się na przestrzeni całej gry, ale co ważniejsze widać tutaj wiedźmińską szkołę, gdzie sprawy rzadko kiedy są oczywiste. Mimo, że nie ma tutaj wyborów jako takich(poza - też z odcieniami szarości - zakończeniami, to są napisane w taki sposób, że ta garstka sojuszniczych(?) i wrogich(?) postaci nabiera charakteru. Dotyczy się to też głównej fabuły. Podoba mnie się to, chciałbym widzieć więcej takiego podejścia. Jak widać Wiesiu bawi i uczy. Do tego można dorzucić można sztosiarskie pojedynki w często pięknych okolicznościach przyrody( Nie jest też tak, że podczas tych misji pobocznych robisz inne rzeczy niż robiłby samuraj, czy ninja. Nie ma tutaj prowadzania kózki, czy wesela, nasz Polak nie został pod tym względem obalony, ale te puenty misji sojuszników są co najmniej dobre. Nie kojarzę, żeby jakaś gra AAA poruszała temat Mocny jest motyw z bratem mnicha Czy moje ulubione, czyli wątek Yuny i Taki, gdzie SH się rozwija i po dziecięcym szopie i komiksowych pierdach dla nastolatków widać, że dojrzewają razem z graczami. Teraz czas na 50/50: +- Główna fabuła nie jest odkrywcza, ale spełnia swoje zadanie. Jest stylowo, klimatycznie, postaci spoko napisane(oprócz standardowego głównego złego), ale emołszyns przez te wszystkie godziny mogło być więcej. Przed finałem to może z jeden raz robi się grubiej, a w finale to też zależy, co się komu trafi. Ja wybrałem trochę lżejszą opcję, ta druga duża mocniejsza w wydźwięku. +- Skradanie nie jest jakieś chujowe, jest po prostu poprawne(smakowite jest przebijanie gości przez zasłonę), ale jest to główny powód dlaczego ta gra traci u mnie punkty. Tytuł gry jest jaki jest nie bez powodu, gdyby to był rzeczywisty wybór między samuraj vs ninja, to mógłbym na to przymknąć oko. W dużej części tak jest, ale nie zawsze, i te nie zawsze starczy, żeby przegrać w starciu ze sztywniutką walką kataną. Nie mogę też ignorować, że od 2014 i później 2015 pewien chińczyk skradanki wyniósł na nieosiągalny dla innych poziom. Niedługo opus magnum skradanek pęknie dekada, więc nie, nie może być taryfy ulgowej jeżeli ten element w Cuszimie jest tak ważny, nawet fabularnie. +- Widać, że dużo jest tutaj pójścia na skróty w szeroko pojętych, autystycznych detalach. Oczywiście jest od groma wykurwistych smaczków, ale wiem, że na pewne rzeczy studia z SM by nie pozwoliły. Ciężko to uznać za błędy, bardziej oszczędność kasy i czasu, no są takie rzeczy typu przenikanie przez ciała powalonych przeciwników, czy np. sprawy dzieją się w domyśle np. nie widzisz jak postaci pakują się do wozu, tylko masz odgłosy i czarny ekran. No i tego jest więcej. Człowiek po takim jebniętym Rockstarze jest wyczulony, i to rzuca się w oczy. Właśnie to są te subtelne szczególiki, gdzie widzisz kto jest absolutną czołówką, a kto tylko do niej aspiruje. - Trochę zbyt dużo aktywności typu liski, wierszyki, filary, obozy, latarnie. Można to było o połowę skrócić, albo wyjebać w pizdu. Oczywiście nie trzeba tego robić, to jest dla tych, którym jest nadal mało grania i tych, którzy są chorzy psychicznie i muszą koniecznie wbić dzbanek. Wiedźmin 3 też miał bandytów, jakieś zjebane beczki, które były słabe i nic nie wnosiły, ale jakoś nikt o tym nie pamięta patrząc na całokształt. Typowa robota dla czyścicieli mapek. -Wspinaczka jest trochę drewniana, co też się przekłada na problemy przy skradaniu. Naprawdę brak opcji zeskoczenia w jakiś lajtowy sposób z daszku jest upierdliwy. Siermięga, ale jak dochodzi linka, to dużo się zmienia na plus, nawet w co lepszych kapliczkach. Niby niewiele, a robi różnicę. -Zakończenie te właściwe nie jest złe, ale przed nim jest inne ważne zwieńczenie i miałem, co do tego inne wyobrażanie. Może ten yeti spierdolił mi optykę, bo się zbytnio tasował, że SP ma mocne końcówki i wyobrażałem sobie Bóg wie co, a mianowicie myślałem, że będzie prawdziwy motyw z Reasumując jest bardzo dobrze, to ich najambitniejsza i najlepsza gra, ale nadal jest miejsce do solidnej poprawy. Gdyby był nacisk na samą szermierkę, to 9/10 by było, a tak muszę zejść do 8.5. Ogólnie to wielka ironia losu, że trzeba było Amerykanów, żeby zrobić najlepszą grę o Japonii. Swoisty amalgamat kraju kwitnących czereśni. Podejrzewam, że ten obraz jest mocno romantyzowany(Kurosawa chyba też malował - szczególnie w czarnobiałych filmach - trawę na zielono) i ktoś może poczuć duże rozczarowanie jak poleci do Cuszimy, bo z pewnością aż tak zjawiskowo tam nie jest, ale na szczęście gry jeszcze mogą być grami i nawet w rzeczywistym settingu bez fantasy, z nastawieniem na względny realizm, mogą nadal puścić wodzę fantazji.
-
Mass Effect: Legendary Edition
Trylogia wespół z dodatkami, to jedna z lepszych rzeczy jakich można doświadczyć w gierkowie, i tak, nawet dzisiaj, 16 lat po premierze jedynki. Oczywiście później będzie tylko lepiej, z peakiem w dwójce i małą obniżką w trójce, ale całościowo niewiele jest trylogii trzymających ten sam, najwyższy poziom.
-
The Last of Us - HBO
Jestem po trzecim, niesławnym odcinku, i muszę powiedzieć, że mimo wszystko, nie spodziewałem się aż takiej beki. Nie pamiętam kiedy ostatnio śmiałem się na głos, a tutaj jednak Neil dostarczył. Chociaż też lekkie ciary były, więc trochę się wybronił, ale całościowo, to zbędny zapychacz, który nic nie wnosi do tematu. Tak jak Dżakarta była spoko, geneza przewinięta przez Joela do Ellie też spełnia swoje zadanie, bo uzupełnia grę, o coś wartościowego, i jest to wytłumaczone racjonalnie, tak jak powinno być. Można w to uwierzyć nawet z dzisiejszej perspektywy. Pójście w ślinę, odcinek wcześniej z to też poroniony pomysł. Jeszcze gorszy niż zabawa w Kena i Barbie z odcinku nr. 3. Ogólnie widzę, to tak, że przez brak Bruce'a, nie ma kto tłustowłosego trzymać za mordę, to samo było w drugiej grze. Spadł na niego zbyt duży sukces, później awansował na wice, poczuł wiatr w żagle i już praktycznie nikt nie może go powstrzymać. Nie ma nikogo, kto by mu powiedział. "słuchaj Uckmann, nie jesteś u siebie na chacie, robimy grę na poważnie, za poważne pieniądze, musisz trzymać fason, tego nie wrzucaj, ewentualnie napisz sobie w brudnopisie i do szuflady na kłódkę". Jeśli chodzi o sam serial, to nie jest też tak źle jakby wynikało z mojego narzekania, i tak czuję, że to jest jedna z lepszych rzeczy na podstawie gier, co też jakimś wielkim powodem do dumy nie jest, bo sytuacja wygląda tak, że tutaj nawet średniaki, czy max, rzeczy przyzwoite są traktowane jako dzieła wybitne. Problem jest taki, że póki co, materiał źródłowy jest zbyt dobry, jest właściwie samograjem, a mimo to, znaleźli sposób, żeby było dużo gorzej. P.S. Za to, że Straleya nie uwzględnił w napisach końcowych, czy tam początkowych, też powinien wyłapać wpierdol. Nieładnie z jego strony.
- Final Fantasy XVI
-
The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom
Na ostrym recyklingu, ale trailer wykurwisty. Po tym przymulastym ostatnim, teraz napakowali, co się tylko dało.
-
Schorzenia po trzydziestce
Patola, że sercotrzepy nie są dostępne od 18 lat.
- Xbox Game Pass - gry w abonamencie