Skończyłem sobie Evil Dead Regeneration. Chodziła za mną ta gra od czasu gdy 20 lat temu zagrałem w demko na sonce 2 a że jestem fanem marki no to uznałem że nadszedł czas żeby w końcu nadrobić gerke. Bardzo miły średniaczek na 5h, zróżnicowane lokacje, dużo stworków, durnowaty humor, Bruce Cambell jako Ash jak zwykle totalny sigma a tutaj towarzyszy mu nadgniły towarzysz Sam któremu głos podkłada Ted Raimi, wspaniała relacja. Sam to karzeł w żonobijce i złotym łańcuchu z wyglądu i zachowania kojarzył mi się z przerysowanymi guidosami z jersey shore. Zabawa z nim polega na tym że możemy go kopać, palić, mielić a chłop i tak nie może umrzeć więc czy gra potrzebuje lepszej rekomendacji niż możliwość maltretowania wkurzającego karła?
Wgl jestem przekonany na 98% że szef sony hiroki pitoki też w to grał i dlatego ich gry ukradły wszystkie pomysły tej produkcji. Sam pierdoli farmazony bez przerwy jak aloha, mamy motyw podróży dwójki bohaterów jak w tlou a wciskając strzałke w góre karzeł atakuje przeciwników jak Atreus z gowa 2018.
Dobra zabawa, ciesze się że nadrobiłem ciepłe uczucie nostalgii wywołała we mnie ta produkcja przez tą typową oprawe z czasów sonki 2. Dla fanów Evil Dead pozycja obowiązkowa bo jest krótka i bezbolesna a dla reszty to nie wiem. Jak lubicie takie starocie to możecie spróbować