-
Postów
23 728 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
53
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez ogqozo
-
Oczywiście Bellingham. Po słabszym początku, gdy się obawiałem dalszej kontuzji, Bellingham wrócił do bycia alfą i omegą Realu, jak on ostatnio ich ciągnie to jest masakra. Masa udziałów w akcjach bramkowych, ale też ogólnie tytaniczny piłkarz i bez tego. Niesamowity dzień, spiny na punkcie Barcy rekordowe, a sytacja z czerwoną kartką dla Viniciusa rozkosznie hiszpańska. Ogólnie niezła drama, ale reakcja Viniciusa była dość przerażająca, koleś zaraz by się chyba rzucił na sędziego i dostał chuj wie jaką karę, jakby to nie zatrzymali lol.
-
Retry bardzo mało daje w tej grze, bo 99% różnicy to przygotowanie ekipy. Jak już zaczniesz walkę, to ci daje ten retry - że jakieś losowe ataki mogą wejść albo nie wejść. Ale na szczęście w tej części trwa trend, żeby jednak losowe elementy traciły na znaczeniu, które niegdyś miały tak ogromne w Megatenach. To ogólnie dobrze, że teraz faktycznie ma znaczenie zrobienie ekipy, natomiast wszystkie żale typu "fak, nie mam tego!", "fak, ta postać jest w tej walce bezużyteczna!" są już nie do zmiany inaczej niż władowując save'a ponownie. Ten przycisk brzmiał świetnie w zapowiedziach, ale bez opcji zmiany czegokolwiek, sczerze na pewno bardziej bym wolał mieć przycisk "umrzyj natychmiast", niż retry. Może za kolejne 10 lat dogonią masę jRPG-ów która to od dawna ma. Za 30 może będzie jak w The World Ends with You. Ale kierunek dobry, z każdą częścią coś tam dodają. Trudno mówić o "trudności" gry w której jeden będzie szedł do przodu byle przejść grę, drugi robił wszystkie questy, wgłębiał się w możliwości, pićkał ekipę. Nie widzę nigdy w tym specjalnego sensu. To że gra ma nieobowiązkowe obszary, które warto ale nie trzeba zwiedzać, imo nie czyni "trudniejszej gry", chociaż dla kogoś może. Bardziej od tego zależy "trudność", niż od czegokolwiek innego. Ale nie przejmowałbym się tym specjalnie, bo można sobie zmienić w trakcie. Jedyna rada to zacząć na jakim się chce i zobaczyć. Początek trudny, ale też doradziłbym nowemu graczowi, by ten jeden pierwszy większy dungeon zrobił na kilka dni, bo czasu w tej grze zostaje na wszystko. ALBO skorzystał z tricku, jaki opisywałem ja i wiele innych osób, na regenerację MP w trakcie, który jest dość nudny, ale działa. I tutaj znów, trudno doradzić z góry każdemu - jeden lubi pakować i walczyć, inny nie, a to podstawowa różnica.
-
Polscy fachowcy i ''eksperci'' od piłki nożnej
ogqozo odpowiedział(a) na michal temat w Kącik Sportowy
Okej, to nawet jest dobre. Nie mogę nawet krytykować kolesia, który mając dostęp do starego konta, normalnie sobie na nie wchodzi i czerpie insiderskie newsy z niego. Jak tu się nie zaśmiać z tego że ma jaja. Podpucha też dobra, choć i imo wieloznaczna do oceny, bo i podpuszczali jego, i kazali innym źródłom mu kłamać. Nie wiem no, mówienie z takim uśmiechem "poprosiłem portugalskich kolegów, by potwierdzili mu tę bajeczkę" to już coś innego, niż tylko danie się okraść... To już takie wyciągnięcie noża, a nie że tylko się nadział. Nie ma co, wybrali takie rozwiązanie, które da im najwięcej atencji i klików. Jednocześnie, nie powiem, bardzo zabawne w tym bezwzględnym okrucieństwie przytyku. -
Niesamowita jest Barcelona, nie wiem który raz to piszę. Trudno aż to ogarnąć, bo zawsze się człowiek śmieje, że tak będzie, a potem... naprawdę tak jest. Docisnęli deal z Nike, ale to nie wystarczyło do zbalansowania budżetu. No więc na szybciora sprzedali prawa do miejsc VIP na odświeżonym Camp Nou, chociaż wiele osób podejrzewa, że gdyby się targowali bardziej, to mogli dostać 200 mln albo więcej. Dostali 100 mln, wystarczająco, by zbalansować budżet i móc zarejestować wszystkich piłkarzy. TAK MYŚLELI, bo La Liga to odrzuciła. Barcelona teraz drastycznie szuka kruczków, by jednak wyszło, że mogą zarejestrować piłkarzy, zwłaszcza Daniego Olmo. Olmo się zabezpieczył na wypadek oczywistego XD, i ma w kontrakcie zapis, że w razie czego, to może odejść jako wolny agent. ALE Barcelona zapłacić mu wtedy nadal musi całą pensję za 6 lat lol. Plus Lipskowi za transfer oczywiście też nic się nie cofa. To by było niesamowite, łącznie ponad 100 milionów euro za pół roku piłkarza (i ze dwa miesiące jego dobrej formy). Olmo na razie mówi, że semper fidelis, i nie odejdzie. Co wobec tego planuje, jeśli nie będzie mógł być zarejestowany, to zabawnie sobie wyobrażać. Barca nadal wierzy, że to przemiga... ale wszystkie inne kluby w lidze cisną o to, żeby im tego nie akceptować lol. Problem z tymi zasadami i rejestracją piłkarzy ma sporo klubów w La Liga, tyle że Barcelona jest najsłynniejsza. Kluby grożą, że pójdą do sądu, jeśli Dani Olmo zostanie jednak dopuszczony. Z dnia na dzień, nigdy nie wiesz, co się stanie i jaki będzie konieco tego thrillera.
-
Przecież Stanley Parable to kompletny klasyk i mistrzostwo... hm, tego gatunku co jest Stanley Parable. Gra droga nie jest, ale pewnie jest jakiś tam target, który za "taki produkt" nie zapłaci, ale za darmo to nawet poheszka. W marcu wychodzi nowa gra jednego z twórców, więc jakaś tam promocja może jest coś dla nich warta. Zresztą ciekawie się zapowiada to Wanderstop. Gra też będzie "meta", ale w bardziej popularnym sensie, będzie to fikcyjna opowieść z postaciami i normalna gra typu Stardew Valley (choć pewnie tak naprawdę parodia takiej gry), bohateka po prostu będzie miała "wypalenie", odnosząc się do sytuacji twórcy. Muzykę robi koleś od Minecrafta (który, może "po cichu", stał się naprawdę hot nazwiskiem w świecie muzyki ostatnio, jako że dopiero niedawno większe tłoczenia winyli z muzą do Minecrafta sprawiły, że miłośnicy zaczęli mocniej się w to wkręcać. Jeśli ktoś nie interesuje się Minecraftem, polecam puścić sobie czasem tę muzę podczas samotnej jazdy autem, ma klimat...). I ta muzyka będzie miała spor znaczenie w grze. I z jakiegoś powodu jest zapowiedziana tylko na PS5 i peceta. Może takie wydanie w plusie coś im da w sensie promocji.
-
Ostatni spadek formy Chelsea zdaje się zostawiać drugie miejsce Arsenalowi. Kurde, trzeba oddać Artecie, że nieźle wywindował klub. Drugie miejsce i faworyt do jego utrzymania, a TYLE było krytyki przez te pół sezonu. Ludzie mają oczekiwania od Arsenalu, jakich dawno nie mieli. No i fakt, sam przyznałem nieraz, że grali słaby mecz - ale bronią się wynikami. Teraz, bez Saki, to zwłaszcza ciekawe. Liverpool musi wygrać, ale ciekawe będzie, co usłyszymy ze strony Reds. Od dzisiaj, teoretycznie zawodnicy mogą podpisywać kontrakty z innymi klubami, jeśli chcą. Co do Trenta, to media wydają się przekonane, że odejdzie do Realu, a nawet podobno Real złożył ofertę transferu już teraz. Liverpool pewnie nie zaryzykuje tego w połowie sezonu, ale zawsze trochę kwas w ekipie, jak ktoś już zadecydował, że odejdzie. Salah i Van Dijk jak na razie wydają się na najlepszej drodze do pozostania i nic nie słyszałem, by rozmawiali z innymi klubami... ale wiadomości o tym, że faktycznie kontrakt przedłużają, nadal nie ma. Van Dijk podobno się dogadał, natomiast co do Salaha żadnych wieści. Ciekawe, czy jakoś to wpłynie na pewność w ekipie.
-
Ewidentnie jest. No ale właśnie. Czy doprawdy... jest to aż takie interesujące? Doszedłem w sumie właśnie wczoraj/dziś do wniosku, że muszę zmienić stronki przez jakie poznaję futbol, tylko kurde nie wiem na jakie, ciężko coś serio dziś znaleźć w internecie. Czyli tak jak z gadaniem o gierkach hehe. No ale kurde serio. Miesiąc, rok, dwa, beka, to jedno. Ale Man United nawet się nie zbliżyło do tytułu przez już 12 lat. Kiedy ostatnio wygrywali, najpopularniejszą grą było jeszcze... hmm, GTA V. Ok, ale czaicie. Minęło już sporo czasu.
-
W sumie szkoda jest taka, że na półmetku sezonu, Nottingham jest PRAWIE drugie, co wydaje się wręcz niemożliwe, przy tylu bogatych ekipach w lidze, a wszyscy gadają tylko o dwóch Manchesterach. A tutaj godzi ich ekipa, która nie ma budżetu większego niż Leicester czy Southampton. Która cudem się utrzymała w zeszłym sezonie. Ze znienawidzonym trenerem. Z piłkarzami, którzy byli niechciani w większych klubach (Sels, Wood i Anderson nie przebili się w Newcastle, Aina i Hudson-Odoi w Chelsea, Gibbs-White w Wolves, Elanga w Man United, Neco w Liverpoolu, i tak dalej). Z serbskim drwalem na stoperze jako jednym z najlepszych zawodników ligi gwiazd. Nawet to, jak dobry jest Liverpool, trochę nie aż tak dużo w necie rezonuje, bo ważniejsze że Manchester przegrywa hehe. Z Man United to już w ogóle trochę zgrzany temat, jak tak pomyśleć. Jak długo można się jarać, że Man United rozczarowuje, już większość ostatniej dekady tak minęła. Ja wiem, Man United, Beckham, Scholes, Giggs za dzieciora i tak dalej, u mnie też w podstawówce to był klub z największą liczbą fanów, pamiętam. Ale kurczę, przez ostatnie 12 lat, oni najbliżej to skończyli 12 punktów za liderem, to był moment że byli najbliżej sukcesu, a średnia to... sporo ponad 20? Kurde, czy to nie jest za dużo dymu o ekipę, która przez ostatnie 12 lat jest ogólnie 20-25 punktów za liderem ligi.
-
Wszyscy spodziewali się tego newsa od pierwszego dnia sezonu hehe. Aż nieco się zdziwiłem, hm, on jeszcze nie poleciał? W Serie A można przeżyć aż pół roku takiego jęczenia że tragedia? Nieźle. Tak z ciekawości patrzyłem, kiedy jakiś niewłoski trener wypalił w jakimkolwiek klubie Wielkiej Trójki. Zawsze jest to dziwne, gdy takiego zatrudniają, i zawsze szybko wylatuje. Wyjątkiem w tym stuleciu jest Mourinho, który odniósł sukces w dominującym wtedy Interze. Poza tym jednak, to wszystko dziwne i krótkie historie: Deschamps w Juve (jedyny zagraniczny trener od lat 70.!), Seedorf i Fatih Terin w Milanie, de Boer i Rafael Benitez w Interze (w 1999 roku był jeszcze Roy Hodgson lol. Bodaj dwa miesiące przetrwał). Po co zatrudniać trenerów-obcokrajowców, gdy jesteś we Włoszech? To jakby iść w Neapolu na kebaba. A jak już muszą, to czemu nie zaufują na nieco dłuższy czas.
-
No widziałem, zabrzmiało to poważnie, jakby był zdecydowany i pogodzony na odejście. Ale piłkarze często mówią coś buńczucznego, rzadziej faktycznie zostawiają 60 milionów na stole. Kończy się prawie zawsze na jakichś wypożyczeniach, rozkładaniach powoli. Może się zdziwię, ale nie napalałbym się na razie. Na ten moment to fani Man United ogólnie fantazjują o odświeżaniu składu, bo akurat tak naprawdę klub właśnie odświeżył skład, prawie wszyscy zawodnicy zostali podpisani albo dostali nowy kontrakt w 2022 roku lub później lol. Teraz to akurat nie za bardzo będą mieli pole manewru. W tym roku kończy im się niewiele kontraktów, i nie te najgorsze. Maguire zarabia dużo kasy, ale też od razu trzeba "wyrównać" jego pensję i dać nowy kontrakt Diallo, który akurat nie zarabia prawie nic. Zostają Eriksen i Lindelof do odejścia, też niezłe kontrakty, ale nic ogromnego. Jak patrzę to są jeszcze Evans i Heaton, którzy też jak na swoją rolę nieźle kroją - biedy nie ma, ale wielkiego czyszczenia składu jakoś nie widzę w najlibższych latach.
-
Dystans między tym, jaki on ma kontrakt, a jak gra, jest teraz naprawdę duży, tu nie chodzi o kokosy, a ile jeszcze by mieli dopłacić, żeby się go pozbyć. Sytuacji, że zawodnik nawala i nikt go nie chce w klubie, pamiętam w życiu wiele - w tym najwięksi, jak Gareth Bale w Realu. Natomiast nie kojarzę, żeby taki zawodnik został udanie sprzedany mając 4 lata kontraktu na takiej wysokości, że tylko tak z 10-20 zawodników na świecie zarabia więcej. Może przesadzam, i ktoś myśli, że Rashford jest naprawdę dobry? Bez tego, jakoś nie widzę tego. Salah to jeden z kilku, którzy zarabiają więcej niż Rashford, ale latem chyba dostanie jeszcze podwyżkę lol. Salah wkroczył na nowy poziom, ostatnio w każdym meczu wyczynia jakieś cuda. Ten moment dzisiaj, gdy jeszcze puszczano powtórkę jego niesamowitej podwójnej siaty, gdy wyłożył patelnię Jonesowi, a już strzelił zarąbistego gola, to nowy highlight. Chyba dawno nie było napastnika w Premier League w takiej formie. Powoli robi się z tego sezon, który nie tylko może być najlepszym w karierze 32-latka, ale w ogóle zapisać się w historii. Zwłaszcza, że Liverpool ciągle wygrywa. A to tym bardziej rzadkie kombo w historii.
-
Jest trochę gier z taką zagrywką, od czasów co najmniej SNES-a i Donkey Kong Country, potem Rare chyba jeszcze z parę razy to robił (ok, to było na chwilę i dla żartu). Symphony of the Night, i tak dalej. No i tak, niektóre robią to bardzo na serio, nie dając ci info w trakcie ani nawet po napisach, np. Sonic and the Black Knight, gdzie po przejściu gry nie ma żadnego komunikatu, nic, o ile nie załadujesz save'a z menu, to się nie dowiesz, że jest druga, lepsza połowa gry lol. Po prostu nie mogę że wszyscy w necie piszą zawsze "przeszedłem Automatę trzeci raz, trzecie przejście najlepsze"... po prostu mów że przeszedłeś grę do dalszego etapu no, nie wiem, nie mogę z tego. Nier Automata ma wielu miłośników i jakoś nie wyobrażam sobie, że byli oni takimi miłośnikami zanim zanim doszli co najmniej do sekcji C, to jest wręcz główna atrakcja tej gry.
-
Według "AS-a", Trent Alexander-Arnold dogadał kontrakt z Realem Madryt, "90% załatwione", brakuje tylko podpisu, nie podjął nigdy rozmów z Liverpoolem. Według pisma, wszyscy w Realu spodziewają się podpisania kontraktu już w styczniu.
-
Nie, nie pisałem o "wspaniałych minach postaci". Pisałem, że mowa ciała była częścią opowieści. I też już napisałem, że właśnie wspaniałe w kwestii wykonania to jakoś nie było, bardziej się czytało intencje twórców, co akurat aż prosi się o zrobienie ponownie w lepszej technologii.
-
Nie miałem chyba ani razu w pierwszym MGS-ie uczucia "wow, tutaj bez słów zachowanie postaci mówi, jak w filmie! Widzisz z ruchu ciała że ma gdzieś to co tamten mówi". Może źle pamiętam, dawno to było. To można osiągnąć bardzo prosto, w sensie technicznym. Pamiętam jednak, że zrobiło na mnie w tamtym momencie spore wrażenie, jak subtelnie opowiada FF8 na tle gier video.
-
Nie wierzę w Rashforda. Wiem, że pisałem podobnie o Sancho, ale jednak Sancho był nadal o wiele bliżej, niż Rashford. Jednak znacznie młodszy, znacznie bliżej końca i niższy kontrakt. No i to nie był tylko Sancho z Man United, miał już historię doskonałej gry w BVB i potem dobrej gry w BVB na wypożyczeniu. Bez tego wypożyczenia to nie wierzę, że ktoś by uwierzył w niego. Rashford ma 27 lat, ma podobno piątą najwyższą pensję w całej lidze, ma kontrakt do 2028. I tak naprawdę nigdy nie grał genialnie imo, a na pewno nikt nie wydaje się uważać, że przez ostatnie półtora roku grał dobrze. DOBRZE, nie mówię "dobrze jak na prawie 20 mln funtów rocznie", dobrze jak na granie w Premier League. Nie widzę tego, kto miałby go wziąć. To nie jest McTominay, Wan-Bissaka, Greenwood że zarabia kilka milionów rocznie. Może się znowu zdziwię, ale to dopiero by było zdziwienie.
-
Straszne szambo ten temat, no ale tak naprawdę jest też normalna gra video pod tym tytułem, więc ją kupiłem jak wszystkie, chociaż za wiele się nie spodziewałem, nie będąc specjalnie fanem tego typu produkcji. Poprzedni Dragon Age nawet mnie wciągnął, głównie za sprawą formuły open world, ale już wiedziałem, że z niej to nic w Veilguard nie zostało. Wielokrotnie próbowałem dostrzec ten podobno geniusz Mass Effecta, ale jakoś nie poszło. Mimo wszystko, chciałem zobaczyć, co to za gra. Ogólnie jakoś w szoku nie jestem, że gra po prostu jest o siekaniu smoków i rzucaniu czarów, nic specjalnego tam się nie dzieje. Niestety zamiast gadać o jakiejś wyższości czarnych i jebaniu Joshów maczetami, postaci tylko gadają o tym, że artefakt Kharabara jest potrzebny do aktywowania magii Khuludulu, a magiczny kryształ Kikidiki był w rękach czarownika Makhalakha, i tak dalej. Ot, fantasy... Jest jakiś burmistrz, sztuki złota, ratowanie świata przed zniszczeniem przez złego... Fight, battle, te słowa padają co 15 sekund, świat może popaść w chaos, o nie... Jest jakiś blight, który się pleni... Wooow, gra fantasy w której pleni się blight, nareszczie, tego jeszcze nie było... Może powinienem się zesrać i popłakać, bo raz była opcja dialogowa o "tożsamości płciowej" do wyboru, ale jakoś jej nie kliknąłem no i nie wiem, nic się nie stało. Rozbawiło mnie jeno to, że zamiast po prostu dać opcję dialogową z jakąś konkretną treścią, to dosłownie tak to opisali, jakby była mowa o jakimś kaleczącym na całe życie doświadczeniu, jeśli gejmer chociaż zobaczy co tam jest napisane lol. W sumie pewnie powinienem kliknąć i zobaczyć, cóż to za zawartość tam jest za takim specjalnym ostrzeżeniem, ale jakoś mi się nie chciało. No i to tyle przygód z wielu godzin grania. Akurat jakieś życiowe tematy mnie bardziej interesują niż to fantasy gadanie, więc żałuję, no ale takie już są gry video. Nie będę nawet zaczynał o tym, co się dzieje w książkach L O R E, których tu jest masa. Tam to jest dopiero słowotok fantasy. Nie rozumiem co drugiego słowa, i o co chodzi w całości, z żadnej z tych notek. Klasyka gatunku. Nie są to jak na razie jakieś specjalnie ciekawe dialogi, postaci powtarzają też wiele razy to, co i tak widzimy, albo co właśnie usłyszeliśmy od NPC. "Patrz tutaj, magical device!". "Oho, atakuje nas ogr!", "włączyliśmy jeden z dwóch przełączników! Teraz pora włączyć drugi!", i tak dalej. Na razie to trudno mówić o jakimś zespole ciekawych postaci, ot typowe komentatory opowiadające nam całą grę, jak to bywa w gierkach. Jak to często bywa w filmach i grach ostatniej marvelowskiej dekady, mała część tego co te postaci mówią objawia jakieś indywidualne cechy, i po wielu godzinach trudno mi je jakoś odróżnić od siebie. NPC: "Znajdź skaczących..." Kompan 1: "Skączących... On ma na myśli Ankę i Roberta, to oni nimi są! Gdzieś tu są w takim razie!" Kompan 2: "Ciekawe dlaczego postać X ich szuka..." Kompan 3: "Ten blight jest obrzydliwy! Błe!" No, wszystko to było by oczywiste bez mówienia tego. Ot, dialogi z gry video, aż dziwne że nagrody za najlepszą narrację nie dostali. Ale tak poza tym nic tu wyjątkowego, przynajmniej przez pierwsze wiele wiele godzin, jakie ograłem. Twórcy bardzo się starali, żeby było młodzieżowo, dużo się działo od pierwszej minuty gry i była akcyjka, i niektórym się to spodoba, ale mnie to w grach kompletnie nie obchodzi, jak dla mnie prawie każda gra video mogłaby zamknąć ryja, i ta również. Jest wręcz gorzej, niż w Wiedźminie, postaci ciągle opowiadają jaka dzieje się opowieść, zamiast rozmawiać ze sobą jak ludzie, którzy już się znają i już wiedzą, co się dzieje. Pacing jest wyjątkowo wysoki, nawet w jakiejś większej miejscówce człowiek ma wrażenie, że ma natychmiast lecieć do celu, i nie wiem, czy na którymś etapie w końcu będzie LUZ i będę sobie po prostu chodził po tych lokacjach aż pozbieram wszystko z każdego zakamarka. To jest taka gra, że często zjeżdżasz po pochyłej, żebyś nie mógł wrócić. Właściwie jest to zaleta, szczerze mówiąc, no ale trzeba się przestawić mentalnie, że to jest narracyjny God of War, a nie RPG klasycznego typu. Muszę jednak oddać, że nieźle im to wyszło, a nie jest to łatwa rzecz do osiągnięcia, i w praktyce trochę widać duży budżet. Językowo jest ok, taki typowy humor lekki marvelowski, jaki dziś jest wszędzie. Jak na grę video to przyzwoicie. W pierwszej scenie podobała mi się reżyseria, i jakość efektów grafiki (wybrałem sobie nieco wylaszczoną Azjatkę, ale jak zobaczyłem opcje ustalania trzech różnych kątów w nosie, to się zmęczyłem i poszedłem dalej - w każdym razie, jedno muszę przyznać, naprawdę świetna jest animacja włosów naszej postaci jak biegnie). Niemniej w następnych godzinach, nie ma tu specjalnej filmowości scenek, właściwie te scenki jako osobne sceny nie są w ogóle potrzebne, bo wizualnie ich treść jest i tak głównie taka, że postaci coś tam mówią - nie widzę powodu, żeby przechodzić do osobnego ekranu z wyciemnieniem, by przekazać taką niesamowitą treść, mogło to pozostać w silniku. No ale to też jest standard cRPG od wielu lat, to tylko ja tego standardu nie znoszę hehe. Mi się to kojarzy z Harrym Poterrem, nie tylko dlatego że zły wygląda jak Voldemort lol. Ogólnie jakieś takie młodzieżowe flimzi łimzi są te kolorki i te dialogi. Harry Potter jest tak naprawdę poważniejszy i bardziej osobisty, ale w filmach powiedzmy że miał taki typowy młodzieżowy nastrój jak tu. No jest dość słitaśne to wszystko. Dość irytującą cechą gry jest opóźnienie, którego nie spodziewałem się przy tak liniowej konstrukcji. Postać jakoś tak powoli zbiera się do biegu i go kończy. W każdej grze z mieczem, gracz MUSI siekać skrzynki i wazy po drodze, cmon, dźwięk trzaskanego drewna jest zbyt dobry, ale tutaj wciśnięcie sieknięcia podczasu biegu oznacza bardzo długi, zamaszysty atak z rozbiegu, który naprawdę trwa za długo jak na rozsiekanie zwykłych zalewających ścieżkę pustych skrzyń i mebli. Zamiast tego zacząłem puszczać bieg i dopiero po paru sekundach wciskać przycisk siekania, co jest... mało satysfakcjonujące. Także menusy otwierają się i zamykają powoli, mimo że prawie nic w nich nie ma - ot, God of War. Na szczęście ścieżka jest tak liniowa, że nie ma chyba potrzeby ich włączać. Ale i tak zawsze mnie takie rzeczy w grach rozsierdzają. Jest też coś częstsze dla fanów RPG-owania, czyli np. podskakiwanie zamiast zebrania przedmiotu, kiedy ja daję głowę, że kliknąłem X w momencie, gdy wyświetlony na ekranie był "X: pick up". Ogólnie wszystko jakoś mało sztywniutkie w kwestii sterowania. Ogólnie słabe to jest, no, lubię sobie co 5 sekund włączać mapę w grze, a tutaj żałuję za każdym razem, bo bardzo powoli się włącza i wyłącza. Brak mi też np. tego co zazwyczaj się robi klikając prawą gałkę. W walce, automatycznego lockowania się na jakimś przeciwniku, tutaj zajmuje to sporo czasu. A poza walką, natychmiastowego ustawienia kamery za plecy. Czemu tego nie ma, nie wiem. Takie rzeczy zbierają się na grę, która wymaga więcej wysiłku, niż leniwy ogur by chciał. Ogólnie pod wieloma względami gra z opóźnieniem przechodzi z jednego stanu w drugi. A że próbuje wyglądać jak gra akcji, to chyba tym bardziej denerwujące. Chciało by się, żeby coś faktycznie wyjątkowego w tej grze było, żeby nawet było cokolwiek do opisania w jakimś flejmie, ale to po prostu gra podobna do God of Wara, największych hitów Blizzarda i cRPG, i jak na razie nie da się wiele dodać. Nie chcę brzmieć specjalnie negatywnie co do gry, bo nie jestem jakimś miłośnikiem ani God of Wara, ani takich klimatów, i Veilguard na tym tle nie wygląda jakoś... źle. Gra jest całkiem fajna, ładnie wygląda, fajnie się gra (poza wymienioną ociężałością). Zabierani jesteśmy na intensywnie biegnącą do przodu przygodę po kolejnych malowniczych lokacjach. Bardziej mnie ciekawiło, czy to zaiste jakieś wydarzenie w branży tak poza tym, no i raczej nie jest. Serio niczym ta gra się nie różni od wielu innych których nikt na forumie nie jebie lol. Ot, bełkot jak zawsze, nie powiem że jestem zszokowany, ale myślałem że może w grze coś jest specjalnego. A tutaj gadają ciągle jakieś duchy mistyczne o jakichś tam pradawnych skarbach i że żeby otworzyć drzwi musisz przekierować laser, wow, jest się czym ekscytować. Mam nadzieję, że dotrwam do tego wielkiego miasta i momentu że mamy jakąś otwartość, zamiast korytarzy bez żadnych opcji, i będą wątki poboczne i postaci jakieś rozwinięte itd., ale nie wiem, czy mi się będzie chciało. Pora włączyć na PS5 gierkę że się przebiera lolitkę w sukienki. Która w sumie jest jak open world w stylu Inquisition, więc bardziej mnie pociąga, bardzo fajna gra. Ale Veilguard jest spoko.
-
No ja nie mogę z tego języka, bo to właśnie brzmi jakby ktoś po zakończeniu pierwszej części przeszedł grę. Skoro... dosłownie takie słowo pada. A nikt tak naprawdę tak nie uważa. Myślę, że wiadomo, co prawie każdy myśli w dzisiejszych czasach, co znaczy "przejście gry" - że miałeś okazję poznać całość, nic nie zostaje, to jest to o co chodzi w grze i znasz ją, możesz co najwyżej powtórzyć szybciej, powtórzyć z jakimś wariantem, powtórzyć dla frajdy powtarzania; żadne "przejście" jednego fragmentu Automaty po prostu tego nie oznacza i nikt tak nie uważa. Pierwsza część to nawet nie jest najciekawsza czy najwięcej wnosząca część gry, a nie spoilerując spoilerofobom, powiedzmy tyle, że zapewne jest tak celowo. Ponadto trzeba to robić w kolejności i koniec tej części nigdy nie jest końcem Automaty. No nie, nie wiem ile lat temu ta gra wyszła, ale dalej nie mogę zdzierżyć tej terminologii.
-
No ale tutaj w grę wchodzi pierwsze zdanie tego posta. FF8 nie ma na tyle dużego fandomu, żebym nie był pewien na 100%, że coś takiego nie powstanie. Potencjał byłby spory, bo FF8 to wyjątkowa gra, o której już w momencie premiery uważałem, że ma masę wad i w sumie jest cienko zrobiona, ale i tak ją uwielbiałem lol. Bardzo rzadkie połączenie. Była dużo ciekawsza od siódemki. Przykładowo, po raz pierwszy w erze 3D podczas scenek takie znaczenie miała mowa ciała i miny postaci - tyle że te ciała i te miny to było kilka pikseli. Systemem, ogólnie gra była absurdalna, czułem że ją przeszedłem na cheacie (miałem niskie HP i po prostu odpalałem limita i wygrywałem każdą walkę. Ale co miałem robić, jak to było dostępne i mi wygrywało każdą walkę?). Potencjał ogromny, ale wiem, że nijak nie zostanie podjęty.
-
Jestem 99,99% pewien, że tylko cztery fajnale mają taką popularność dzisiaj, by w ogóle był sens myśleć o jakimkolwiek remake'u. Za siódemką, tylko 10, 9 i 6. Przy czym remake siódemki, choć niesłychanie trudny, jest i tak zdecydowanie najłatwiejszy z tego grona. Szóstka jest jeszcze dużo bardziej ogromna, w dziesiątce będzie ciężko wprowadzić naprawdę szokujące zmiany w grze (może jestem uprzedzony, bo serio nie pamiętam nic co MNIE ekscytowało w X, co jeszcze trzeba by rozwinąć. Kiedyś fajnie by było mieć czas przejść tę grę jeszcze raz i może zmienię opinię wtedy. Wiem mgliście, że gra - zwłaszcza remaster - ma podobno wspaniały świat i masę aktywności pobocznych. Wprowadzenie muzyki rockowej czy tak wyrazistego wizualnie tematu jak ta woda to ciekawe tematy do podjęcia. Z drugiej strony, jak spytasz fanów serii, za co kochają FFX, to często mówią - za turowe walki. Ale dla nowej klienteli, turowe walki się nie sprzedają). Dobry materiał na remake to IX, gra była wspominana już wtedy jako "list miłosny do starych klasycznych fajnali", a to jest nadal niesamowicie płodny temat, który można by rozwijać w nieskończoność. Remake FF IX mógłby mieć nieskończoną skalę i zawsze można sobie wyobrazić, że to miałoby sens biznesowy i artystyczny. Mogę sobie natychmiast wyobrazić masę fajnych rzeczy, które można by dać we współczesnej wersji FF IX i wiadomo, jak je zrobić. Wiele z nich jakoś tam jest w FF XIV, ale wyobraźmy sobie jakość wykonania rodem z Rebirth włożoną do tego słodkiego świata fantasy... mniam. FF IX ma też cechę, którą trudno mi do końca dziś opisać, FF IX... KOJARZY SIĘ z bardzo ładną grą. Moim zdaniem, dzisiaj trudno go włączyć i tak uznać... a jednocześnie jakoś CZUĆ, że ta gra jest w pewnym sensie bardzo ładna. Gra miała przepiękne pomysły na oświetlenie, powierzchnie, kolorki, i oczywiście była uważana za apogeum ładności na PSX-ie. Bardzo łatwo sobie wyobrazić, jak geniusze ze Square-Enix mogliby to zaadaptować na absolutnie przepiękną grę na współczesne czasy. Ale piękno to coś więcej niż wygląd, FF IX ma swój bardzo wyrazisty vibe we wszystkim, vibe pięknych postaci i tematów, przytulnego miejsca. Po prostu jak myślisz o remake'u FF IX to jakoś od razu wiesz, jaki powinien być. Chociaż nie jest to mój ulubiony Fajnal, to myślę, że to realistycznie najlepszy kandydat na jakikolwiek poważniejszy remake. Jednak bądźmy szczerzy. Nawet w trakcie samego projektu FF7 Remake, rynek ogromnie się już zmienił, jeszcze bardziej na niekorzyść "gier które się przechodzi i kończy", niż kiedyś. Każdego roku, coraz większa część tortu rynku gier to wydane wiele lat temu gry, w które ludzie grają codziennie. Czytając wywiady z developerami, mam wrażenie, że sam projekt trylogii FF7 Remake wyszedł być może w ostatnim momencie, w którym mógł, bo gdyby chcieli zacząć to dzisiaj, to byłoby bardzo trudno uzasadnić japońskim fundatorom wtopienie takiej kasy. A jednak FF7 to jest kult nieporównywalny z żadną inną grą Square-Enix. To smutne dla mnie, ale prawdziwe, że wychodzi tak zajebista gra jak Rebirth, a w wywiadach z twórcami można odczuć, że jest to pewien "projekt pasji", że "nie robią tego dla kasy", że "przynajmniej zrealizowali marzenie wielu członków ekipy". Byłoby fajnie, gdyby ktoś wydający tak mistrzowską nowoczesną grę jak Rebirth mógł powiedzieć, że nie tylko ma satysfakcję i marzenia, ale też zarobił na tym masę kasy lol. Jednak wszystko, co słyszymy ze Square-Enix na ten temat, sugeruje inaczej.
-
Tak pisze jakie GOTG, a całego Chadleya przegapił lol. Nie wiedziałem, że tak się nawet da. Jeden summon jest też widoczny bardzo mocno w grze w reaktorze, jak idziesz to mocno widać z tyłu błyszczącą kulkę materii, i wiadomo że jest jakaś metoda żeby zajść od tyłu i ją wziąć. To jest o ile pamiętam jedyna materia, którą się znajduje, poza tym wszystkie następne są u Chadleya. Nie jest to wielki element gry w pewnym sensie, summony przyzywa się zazwyczaj raz na walkę z bossem, i nie jest łatwo efektywnie ich używać w odpowiednim momencie, by faktycznie odegrały sporą rolę, bo ich poważniejsze ruchy zużywają sporo ATB (acz na hardzie warto, bo potrafią napieprzyć spore obrażenia, większe niż jakakolwiek postać ekipy). Ale kurde, są BARDZO efektowne, napierdalając swoje własne piruety do już powalającego spektaklu, jakim jest każda poważniejsza walka w tej najbardziej epickiej trylogii gejmingu. W Rebirth jest (kurna spoiler!) Phoenix, co oczywiście może sporo zmieniać w taktyce, nie tylko sile, bo jak zawsze w RPG-ach, czary wskrzeszające są rzadkie i wymagają dużo punktów by je mieć.
-
No to jest dla mnie zawsze problem z tą grą. Jest dość podobnie. Ale opowieść rozwija się do przodu, powiedzmy ogólnie, i nie można tego zrobić nijak inaczej. De facto jest to więc część gry, że robimy kolejny raz podobne rzeczy. No ale NARRACYJNIE PRZEWROTNA ROLA. No ale jest to część przechodzenia gry i nie widzę sensu nazwać tego inaczej. Nie widzę sensu mówić na tym etapie że się "przeszło Nier Automatę"... stety czy niestety.
-
Nazywanie tego przez wszystkich "zakończeniami gry" i "przechodzeniem gry X razy" to dla mnie trochę przesada. Generalnie, nie zdradzając wiele, w pewnym momencie zobaczysz napisy, i po nich możesz kontynuować i grać dalej, tak bym to nazwał. Tak, grasz między innymi innymi postaciami, ale tak bywa czasem w grach, wręcz tym bardziej świadczy to o tym, że to kontynuacja, a nie przechodzenie ponownie. Nie przegapisz całej opowieści, po prostu robiąc to co gra mówi do przodu. Ugólniając, całość głównego wątku Nier Automata to "5 zakończeń", które są po prostu kolejnymi częściami po kolei. A i no jest też 21 zakończeń opcjonalnych, które prowadzą donikąd i są głównie żartem, dostajesz je głównie kiedy zrobisz coś "niewłaściwego" i doprowadzisz do jakiegoś "unhappy endu", powiedzmy, i możesz wtedy tylko wrócić do tego co robiłeś przed tym faux pas i grać dalej główną ścieżką. Cool bajer, ale wszystko to jest jasne podczas gry i jest to ogólnie jedna liniowo dostarczana graczowi gra. O ILE dobrze pamiętam.
-
Nie wiem, czy to takie dziwne w ogóle? 30 osób to część zespołu, która robi też inne rzeczy w ciągu dnia, a walka z bossem to duża część God of Wara. Czy warto było, to inna sprawa. Ludziom się podobają te walki, może nie mi, ale ludziom się podobają bardziej niż w innych grach. Barlog tego nie mówił jakoś dla szpanu, dosłownie opisał to jako swoje niepowodzenie i żal. Normalnie opowiadał o tym jak wyglądały prace nad grą, i że pierwotnie gra miała dużo większe zakusy, "była dużo ambitniejsza", dużo więcej bossów, ale nie udało im się tego zrealizować, bo tak szło. Zamiast tego musieli ograniczyć liczbę bossów, i trochę "awansowano" mniejszych przeciwników na bossów. Ot opowieść o tym jak odbiega plan od egzekucji. Można oczywiście się tradycyjnie masturbować, że developer jest ZŁY i LENIWY i WOKE dlatego tak skandalicznie słabo mu to szło, ale fakt faktem, efektem tej złej leniwej pracy jest ogólnie gra często wymieniana wśród najlepszych w historii, i sprzedażowy hit, i też fakt faktem, ci sami ludzie wiedzą jak zrobić całą grę w półtora roku gdyż to dosłownie sami też kiedyś zrobili, więc, nie wiem, może po prostu tyle im to zajęło i zrobili co mogli, i nikt inny nie zrobił lepiej, kto to wie. "Miałem pomysł na dużo więcej, ale trzeba było sporo uciąć" to właściwie klasyk opowieści making of w branży gier, nie zwróciło to jakoś wtedy mojej uwagi.
-
Jakość pracy w Nintendo jest absurdalnie wysoka, firma nie wydaje się mieć żadnego ciśnienia co do wypuszczania gier i czasami można odnieść wrażenie, że mają ze dwadzieścia dawno gotowych, tylko im się nie chce ich wypuszczać na rynek. Z drugiej strony, brak gonienia za współczesną grafiką oszczędza im nadal masę kasy. Assety do takiej Zeldy to jednak na pewno mniej pracy, niż do czegokolwiek na dużych konsolach. Ogólnie w wielu elementach mocno oszczędzają, nie ma co. Scenki są bardzo umowne i nie odbiegają daleko od zwykłej gry w prawie każdej grze, prawie nie ma nagrywanych dialogów, licencjonowanych elementów (poza Smashem) itd. Na pewno też trudno wydzielać budżety gry do końca, bo Nintendo dużo dzieli techu, często rzecz jest zrobiona np. z myślą o Super Mario Galaxy i potem jest przerobiona i użyta w grze 15 lat później. Najbardziej konkretny był jeden przeciek, który po sprawdzeniu wydaje się w miarę prawdopodobny, że pochodzi od faktyczne insidera. Miyamoto raz na zebraniu powiedział podobno mniej więcej, że gry muszą sprzedać ze 2 miliony sztuk, by się zwrócić - i to zapewne jest realistyczne (i nie było mówione precyzyjnie, bardziej jako ogólne porównanie, "nie możemy robić gier, które sprzedadzą tylko 300 tys. sztu, jeśli sprzedamy 2 miliony to już okej...). Jednak zapewne Miyamoto nie miał na myśli Zeldy, a przeciętną ich grę. Aonuma przyznał oficjalnie, że grę robiło 300 osób przez 4 lata, można więc założyć, że koszty zbliżyły się do 100 milionów euro. Ale to pewnie ich dalece najdroższa gra w historii. W erze Switcha, bez wątpienia firma ma masakryczne profity, ale to zawsze wiemy ze sprawozdań finansowych. Sprzedaż gier jest bardzo wysoka, ceny gier są wysokie, marża dla Nintendo duża. Nintendo ma najwięcej gotówki ze wszystkich firm w całej Japonii. Mają zero długu, masę gotówki, masę krótkoterminowych papierów wartościowych... w skrócie mówiąc, Nintendo ma za dużo kasy żeby nadążali coś z nią robić lol. Nintendo zawsze stawiało na duże zapasy, duże bezpieczeństwo, a teraz pomimo tego nadal sprzedają masę gier przy wysokiej cenie. Nintendo ponadto jest niesamowicie dobre w inwestowaniu i ogólnie zarządzaniu kasą. Nawet w momencie "największego kryzysu" kilkanaście lat temu, Nintendo miało tyle gotówki i inwestycji, że musieliby mieć ten najgorszy kryzysowy rok tak z 50 lat pod rząd, żeby im się skończyła kasa. Kurna no strasznie dużą nadwyżkę mają. Ale tego się nie da skopiować. Ile z tego to jest efekt rozpędzonej kuli śnieżnej, którą zaczęły jeszcze NES, pierwsze Mario, pierwsza Zelda, zaczęte ponad 39 lat temu.