Skocz do zawartości

ogqozo

Senior Member
  • Postów

    23 724
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    53

Treść opublikowana przez ogqozo

  1. Przecież Stanley Parable to kompletny klasyk i mistrzostwo... hm, tego gatunku co jest Stanley Parable. Gra droga nie jest, ale pewnie jest jakiś tam target, który za "taki produkt" nie zapłaci, ale za darmo to nawet poheszka. W marcu wychodzi nowa gra jednego z twórców, więc jakaś tam promocja może jest coś dla nich warta. Zresztą ciekawie się zapowiada to Wanderstop. Gra też będzie "meta", ale w bardziej popularnym sensie, będzie to fikcyjna opowieść z postaciami i normalna gra typu Stardew Valley (choć pewnie tak naprawdę parodia takiej gry), bohateka po prostu będzie miała "wypalenie", odnosząc się do sytuacji twórcy. Muzykę robi koleś od Minecrafta (który, może "po cichu", stał się naprawdę hot nazwiskiem w świecie muzyki ostatnio, jako że dopiero niedawno większe tłoczenia winyli z muzą do Minecrafta sprawiły, że miłośnicy zaczęli mocniej się w to wkręcać. Jeśli ktoś nie interesuje się Minecraftem, polecam puścić sobie czasem tę muzę podczas samotnej jazdy autem, ma klimat...). I ta muzyka będzie miała spor znaczenie w grze. I z jakiegoś powodu jest zapowiedziana tylko na PS5 i peceta. Może takie wydanie w plusie coś im da w sensie promocji.
  2. ogqozo

    Premier League

    Ostatni spadek formy Chelsea zdaje się zostawiać drugie miejsce Arsenalowi. Kurde, trzeba oddać Artecie, że nieźle wywindował klub. Drugie miejsce i faworyt do jego utrzymania, a TYLE było krytyki przez te pół sezonu. Ludzie mają oczekiwania od Arsenalu, jakich dawno nie mieli. No i fakt, sam przyznałem nieraz, że grali słaby mecz - ale bronią się wynikami. Teraz, bez Saki, to zwłaszcza ciekawe. Liverpool musi wygrać, ale ciekawe będzie, co usłyszymy ze strony Reds. Od dzisiaj, teoretycznie zawodnicy mogą podpisywać kontrakty z innymi klubami, jeśli chcą. Co do Trenta, to media wydają się przekonane, że odejdzie do Realu, a nawet podobno Real złożył ofertę transferu już teraz. Liverpool pewnie nie zaryzykuje tego w połowie sezonu, ale zawsze trochę kwas w ekipie, jak ktoś już zadecydował, że odejdzie. Salah i Van Dijk jak na razie wydają się na najlepszej drodze do pozostania i nic nie słyszałem, by rozmawiali z innymi klubami... ale wiadomości o tym, że faktycznie kontrakt przedłużają, nadal nie ma. Van Dijk podobno się dogadał, natomiast co do Salaha żadnych wieści. Ciekawe, czy jakoś to wpłynie na pewność w ekipie.
  3. ogqozo

    Premier League

    Ewidentnie jest. No ale właśnie. Czy doprawdy... jest to aż takie interesujące? Doszedłem w sumie właśnie wczoraj/dziś do wniosku, że muszę zmienić stronki przez jakie poznaję futbol, tylko kurde nie wiem na jakie, ciężko coś serio dziś znaleźć w internecie. Czyli tak jak z gadaniem o gierkach hehe. No ale kurde serio. Miesiąc, rok, dwa, beka, to jedno. Ale Man United nawet się nie zbliżyło do tytułu przez już 12 lat. Kiedy ostatnio wygrywali, najpopularniejszą grą było jeszcze... hmm, GTA V. Ok, ale czaicie. Minęło już sporo czasu.
  4. ogqozo

    Premier League

    W sumie szkoda jest taka, że na półmetku sezonu, Nottingham jest PRAWIE drugie, co wydaje się wręcz niemożliwe, przy tylu bogatych ekipach w lidze, a wszyscy gadają tylko o dwóch Manchesterach. A tutaj godzi ich ekipa, która nie ma budżetu większego niż Leicester czy Southampton. Która cudem się utrzymała w zeszłym sezonie. Ze znienawidzonym trenerem. Z piłkarzami, którzy byli niechciani w większych klubach (Sels, Wood i Anderson nie przebili się w Newcastle, Aina i Hudson-Odoi w Chelsea, Gibbs-White w Wolves, Elanga w Man United, Neco w Liverpoolu, i tak dalej). Z serbskim drwalem na stoperze jako jednym z najlepszych zawodników ligi gwiazd. Nawet to, jak dobry jest Liverpool, trochę nie aż tak dużo w necie rezonuje, bo ważniejsze że Manchester przegrywa hehe. Z Man United to już w ogóle trochę zgrzany temat, jak tak pomyśleć. Jak długo można się jarać, że Man United rozczarowuje, już większość ostatniej dekady tak minęła. Ja wiem, Man United, Beckham, Scholes, Giggs za dzieciora i tak dalej, u mnie też w podstawówce to był klub z największą liczbą fanów, pamiętam. Ale kurczę, przez ostatnie 12 lat, oni najbliżej to skończyli 12 punktów za liderem, to był moment że byli najbliżej sukcesu, a średnia to... sporo ponad 20? Kurde, czy to nie jest za dużo dymu o ekipę, która przez ostatnie 12 lat jest ogólnie 20-25 punktów za liderem ligi.
  5. ogqozo

    Serie A

    Wszyscy spodziewali się tego newsa od pierwszego dnia sezonu hehe. Aż nieco się zdziwiłem, hm, on jeszcze nie poleciał? W Serie A można przeżyć aż pół roku takiego jęczenia że tragedia? Nieźle. Tak z ciekawości patrzyłem, kiedy jakiś niewłoski trener wypalił w jakimkolwiek klubie Wielkiej Trójki. Zawsze jest to dziwne, gdy takiego zatrudniają, i zawsze szybko wylatuje. Wyjątkiem w tym stuleciu jest Mourinho, który odniósł sukces w dominującym wtedy Interze. Poza tym jednak, to wszystko dziwne i krótkie historie: Deschamps w Juve (jedyny zagraniczny trener od lat 70.!), Seedorf i Fatih Terin w Milanie, de Boer i Rafael Benitez w Interze (w 1999 roku był jeszcze Roy Hodgson lol. Bodaj dwa miesiące przetrwał). Po co zatrudniać trenerów-obcokrajowców, gdy jesteś we Włoszech? To jakby iść w Neapolu na kebaba. A jak już muszą, to czemu nie zaufują na nieco dłuższy czas.
  6. ogqozo

    Premier League

    No widziałem, zabrzmiało to poważnie, jakby był zdecydowany i pogodzony na odejście. Ale piłkarze często mówią coś buńczucznego, rzadziej faktycznie zostawiają 60 milionów na stole. Kończy się prawie zawsze na jakichś wypożyczeniach, rozkładaniach powoli. Może się zdziwię, ale nie napalałbym się na razie. Na ten moment to fani Man United ogólnie fantazjują o odświeżaniu składu, bo akurat tak naprawdę klub właśnie odświeżył skład, prawie wszyscy zawodnicy zostali podpisani albo dostali nowy kontrakt w 2022 roku lub później lol. Teraz to akurat nie za bardzo będą mieli pole manewru. W tym roku kończy im się niewiele kontraktów, i nie te najgorsze. Maguire zarabia dużo kasy, ale też od razu trzeba "wyrównać" jego pensję i dać nowy kontrakt Diallo, który akurat nie zarabia prawie nic. Zostają Eriksen i Lindelof do odejścia, też niezłe kontrakty, ale nic ogromnego. Jak patrzę to są jeszcze Evans i Heaton, którzy też jak na swoją rolę nieźle kroją - biedy nie ma, ale wielkiego czyszczenia składu jakoś nie widzę w najlibższych latach.
  7. ogqozo

    Premier League

    Dystans między tym, jaki on ma kontrakt, a jak gra, jest teraz naprawdę duży, tu nie chodzi o kokosy, a ile jeszcze by mieli dopłacić, żeby się go pozbyć. Sytuacji, że zawodnik nawala i nikt go nie chce w klubie, pamiętam w życiu wiele - w tym najwięksi, jak Gareth Bale w Realu. Natomiast nie kojarzę, żeby taki zawodnik został udanie sprzedany mając 4 lata kontraktu na takiej wysokości, że tylko tak z 10-20 zawodników na świecie zarabia więcej. Może przesadzam, i ktoś myśli, że Rashford jest naprawdę dobry? Bez tego, jakoś nie widzę tego. Salah to jeden z kilku, którzy zarabiają więcej niż Rashford, ale latem chyba dostanie jeszcze podwyżkę lol. Salah wkroczył na nowy poziom, ostatnio w każdym meczu wyczynia jakieś cuda. Ten moment dzisiaj, gdy jeszcze puszczano powtórkę jego niesamowitej podwójnej siaty, gdy wyłożył patelnię Jonesowi, a już strzelił zarąbistego gola, to nowy highlight. Chyba dawno nie było napastnika w Premier League w takiej formie. Powoli robi się z tego sezon, który nie tylko może być najlepszym w karierze 32-latka, ale w ogóle zapisać się w historii. Zwłaszcza, że Liverpool ciągle wygrywa. A to tym bardziej rzadkie kombo w historii.
  8. ogqozo

    NieR: Automata

    Jest trochę gier z taką zagrywką, od czasów co najmniej SNES-a i Donkey Kong Country, potem Rare chyba jeszcze z parę razy to robił (ok, to było na chwilę i dla żartu). Symphony of the Night, i tak dalej. No i tak, niektóre robią to bardzo na serio, nie dając ci info w trakcie ani nawet po napisach, np. Sonic and the Black Knight, gdzie po przejściu gry nie ma żadnego komunikatu, nic, o ile nie załadujesz save'a z menu, to się nie dowiesz, że jest druga, lepsza połowa gry lol. Po prostu nie mogę że wszyscy w necie piszą zawsze "przeszedłem Automatę trzeci raz, trzecie przejście najlepsze"... po prostu mów że przeszedłeś grę do dalszego etapu no, nie wiem, nie mogę z tego. Nier Automata ma wielu miłośników i jakoś nie wyobrażam sobie, że byli oni takimi miłośnikami zanim zanim doszli co najmniej do sekcji C, to jest wręcz główna atrakcja tej gry.
  9. ogqozo

    TRANSFERY

    Według "AS-a", Trent Alexander-Arnold dogadał kontrakt z Realem Madryt, "90% załatwione", brakuje tylko podpisu, nie podjął nigdy rozmów z Liverpoolem. Według pisma, wszyscy w Realu spodziewają się podpisania kontraktu już w styczniu.
  10. Nie, nie pisałem o "wspaniałych minach postaci". Pisałem, że mowa ciała była częścią opowieści. I też już napisałem, że właśnie wspaniałe w kwestii wykonania to jakoś nie było, bardziej się czytało intencje twórców, co akurat aż prosi się o zrobienie ponownie w lepszej technologii.
  11. Nie miałem chyba ani razu w pierwszym MGS-ie uczucia "wow, tutaj bez słów zachowanie postaci mówi, jak w filmie! Widzisz z ruchu ciała że ma gdzieś to co tamten mówi". Może źle pamiętam, dawno to było. To można osiągnąć bardzo prosto, w sensie technicznym. Pamiętam jednak, że zrobiło na mnie w tamtym momencie spore wrażenie, jak subtelnie opowiada FF8 na tle gier video.
  12. ogqozo

    Premier League

    Nie wierzę w Rashforda. Wiem, że pisałem podobnie o Sancho, ale jednak Sancho był nadal o wiele bliżej, niż Rashford. Jednak znacznie młodszy, znacznie bliżej końca i niższy kontrakt. No i to nie był tylko Sancho z Man United, miał już historię doskonałej gry w BVB i potem dobrej gry w BVB na wypożyczeniu. Bez tego wypożyczenia to nie wierzę, że ktoś by uwierzył w niego. Rashford ma 27 lat, ma podobno piątą najwyższą pensję w całej lidze, ma kontrakt do 2028. I tak naprawdę nigdy nie grał genialnie imo, a na pewno nikt nie wydaje się uważać, że przez ostatnie półtora roku grał dobrze. DOBRZE, nie mówię "dobrze jak na prawie 20 mln funtów rocznie", dobrze jak na granie w Premier League. Nie widzę tego, kto miałby go wziąć. To nie jest McTominay, Wan-Bissaka, Greenwood że zarabia kilka milionów rocznie. Może się znowu zdziwię, ale to dopiero by było zdziwienie.
  13. ogqozo

    Dragon Age: Veilguard

    Straszne szambo ten temat, no ale tak naprawdę jest też normalna gra video pod tym tytułem, więc ją kupiłem jak wszystkie, chociaż za wiele się nie spodziewałem, nie będąc specjalnie fanem tego typu produkcji. Poprzedni Dragon Age nawet mnie wciągnął, głównie za sprawą formuły open world, ale już wiedziałem, że z niej to nic w Veilguard nie zostało. Wielokrotnie próbowałem dostrzec ten podobno geniusz Mass Effecta, ale jakoś nie poszło. Mimo wszystko, chciałem zobaczyć, co to za gra. Ogólnie jakoś w szoku nie jestem, że gra po prostu jest o siekaniu smoków i rzucaniu czarów, nic specjalnego tam się nie dzieje. Niestety zamiast gadać o jakiejś wyższości czarnych i jebaniu Joshów maczetami, postaci tylko gadają o tym, że artefakt Kharabara jest potrzebny do aktywowania magii Khuludulu, a magiczny kryształ Kikidiki był w rękach czarownika Makhalakha, i tak dalej. Ot, fantasy... Jest jakiś burmistrz, sztuki złota, ratowanie świata przed zniszczeniem przez złego... Fight, battle, te słowa padają co 15 sekund, świat może popaść w chaos, o nie... Jest jakiś blight, który się pleni... Wooow, gra fantasy w której pleni się blight, nareszczie, tego jeszcze nie było... Może powinienem się zesrać i popłakać, bo raz była opcja dialogowa o "tożsamości płciowej" do wyboru, ale jakoś jej nie kliknąłem no i nie wiem, nic się nie stało. Rozbawiło mnie jeno to, że zamiast po prostu dać opcję dialogową z jakąś konkretną treścią, to dosłownie tak to opisali, jakby była mowa o jakimś kaleczącym na całe życie doświadczeniu, jeśli gejmer chociaż zobaczy co tam jest napisane lol. W sumie pewnie powinienem kliknąć i zobaczyć, cóż to za zawartość tam jest za takim specjalnym ostrzeżeniem, ale jakoś mi się nie chciało. No i to tyle przygód z wielu godzin grania. Akurat jakieś życiowe tematy mnie bardziej interesują niż to fantasy gadanie, więc żałuję, no ale takie już są gry video. Nie będę nawet zaczynał o tym, co się dzieje w książkach L O R E, których tu jest masa. Tam to jest dopiero słowotok fantasy. Nie rozumiem co drugiego słowa, i o co chodzi w całości, z żadnej z tych notek. Klasyka gatunku. Nie są to jak na razie jakieś specjalnie ciekawe dialogi, postaci powtarzają też wiele razy to, co i tak widzimy, albo co właśnie usłyszeliśmy od NPC. "Patrz tutaj, magical device!". "Oho, atakuje nas ogr!", "włączyliśmy jeden z dwóch przełączników! Teraz pora włączyć drugi!", i tak dalej. Na razie to trudno mówić o jakimś zespole ciekawych postaci, ot typowe komentatory opowiadające nam całą grę, jak to bywa w gierkach. Jak to często bywa w filmach i grach ostatniej marvelowskiej dekady, mała część tego co te postaci mówią objawia jakieś indywidualne cechy, i po wielu godzinach trudno mi je jakoś odróżnić od siebie. NPC: "Znajdź skaczących..." Kompan 1: "Skączących... On ma na myśli Ankę i Roberta, to oni nimi są! Gdzieś tu są w takim razie!" Kompan 2: "Ciekawe dlaczego postać X ich szuka..." Kompan 3: "Ten blight jest obrzydliwy! Błe!" No, wszystko to było by oczywiste bez mówienia tego. Ot, dialogi z gry video, aż dziwne że nagrody za najlepszą narrację nie dostali. Ale tak poza tym nic tu wyjątkowego, przynajmniej przez pierwsze wiele wiele godzin, jakie ograłem. Twórcy bardzo się starali, żeby było młodzieżowo, dużo się działo od pierwszej minuty gry i była akcyjka, i niektórym się to spodoba, ale mnie to w grach kompletnie nie obchodzi, jak dla mnie prawie każda gra video mogłaby zamknąć ryja, i ta również. Jest wręcz gorzej, niż w Wiedźminie, postaci ciągle opowiadają jaka dzieje się opowieść, zamiast rozmawiać ze sobą jak ludzie, którzy już się znają i już wiedzą, co się dzieje. Pacing jest wyjątkowo wysoki, nawet w jakiejś większej miejscówce człowiek ma wrażenie, że ma natychmiast lecieć do celu, i nie wiem, czy na którymś etapie w końcu będzie LUZ i będę sobie po prostu chodził po tych lokacjach aż pozbieram wszystko z każdego zakamarka. To jest taka gra, że często zjeżdżasz po pochyłej, żebyś nie mógł wrócić. Właściwie jest to zaleta, szczerze mówiąc, no ale trzeba się przestawić mentalnie, że to jest narracyjny God of War, a nie RPG klasycznego typu. Muszę jednak oddać, że nieźle im to wyszło, a nie jest to łatwa rzecz do osiągnięcia, i w praktyce trochę widać duży budżet. Językowo jest ok, taki typowy humor lekki marvelowski, jaki dziś jest wszędzie. Jak na grę video to przyzwoicie. W pierwszej scenie podobała mi się reżyseria, i jakość efektów grafiki (wybrałem sobie nieco wylaszczoną Azjatkę, ale jak zobaczyłem opcje ustalania trzech różnych kątów w nosie, to się zmęczyłem i poszedłem dalej - w każdym razie, jedno muszę przyznać, naprawdę świetna jest animacja włosów naszej postaci jak biegnie). Niemniej w następnych godzinach, nie ma tu specjalnej filmowości scenek, właściwie te scenki jako osobne sceny nie są w ogóle potrzebne, bo wizualnie ich treść jest i tak głównie taka, że postaci coś tam mówią - nie widzę powodu, żeby przechodzić do osobnego ekranu z wyciemnieniem, by przekazać taką niesamowitą treść, mogło to pozostać w silniku. No ale to też jest standard cRPG od wielu lat, to tylko ja tego standardu nie znoszę hehe. Mi się to kojarzy z Harrym Poterrem, nie tylko dlatego że zły wygląda jak Voldemort lol. Ogólnie jakieś takie młodzieżowe flimzi łimzi są te kolorki i te dialogi. Harry Potter jest tak naprawdę poważniejszy i bardziej osobisty, ale w filmach powiedzmy że miał taki typowy młodzieżowy nastrój jak tu. No jest dość słitaśne to wszystko. Dość irytującą cechą gry jest opóźnienie, którego nie spodziewałem się przy tak liniowej konstrukcji. Postać jakoś tak powoli zbiera się do biegu i go kończy. W każdej grze z mieczem, gracz MUSI siekać skrzynki i wazy po drodze, cmon, dźwięk trzaskanego drewna jest zbyt dobry, ale tutaj wciśnięcie sieknięcia podczasu biegu oznacza bardzo długi, zamaszysty atak z rozbiegu, który naprawdę trwa za długo jak na rozsiekanie zwykłych zalewających ścieżkę pustych skrzyń i mebli. Zamiast tego zacząłem puszczać bieg i dopiero po paru sekundach wciskać przycisk siekania, co jest... mało satysfakcjonujące. Także menusy otwierają się i zamykają powoli, mimo że prawie nic w nich nie ma - ot, God of War. Na szczęście ścieżka jest tak liniowa, że nie ma chyba potrzeby ich włączać. Ale i tak zawsze mnie takie rzeczy w grach rozsierdzają. Jest też coś częstsze dla fanów RPG-owania, czyli np. podskakiwanie zamiast zebrania przedmiotu, kiedy ja daję głowę, że kliknąłem X w momencie, gdy wyświetlony na ekranie był "X: pick up". Ogólnie wszystko jakoś mało sztywniutkie w kwestii sterowania. Ogólnie słabe to jest, no, lubię sobie co 5 sekund włączać mapę w grze, a tutaj żałuję za każdym razem, bo bardzo powoli się włącza i wyłącza. Brak mi też np. tego co zazwyczaj się robi klikając prawą gałkę. W walce, automatycznego lockowania się na jakimś przeciwniku, tutaj zajmuje to sporo czasu. A poza walką, natychmiastowego ustawienia kamery za plecy. Czemu tego nie ma, nie wiem. Takie rzeczy zbierają się na grę, która wymaga więcej wysiłku, niż leniwy ogur by chciał. Ogólnie pod wieloma względami gra z opóźnieniem przechodzi z jednego stanu w drugi. A że próbuje wyglądać jak gra akcji, to chyba tym bardziej denerwujące. Chciało by się, żeby coś faktycznie wyjątkowego w tej grze było, żeby nawet było cokolwiek do opisania w jakimś flejmie, ale to po prostu gra podobna do God of Wara, największych hitów Blizzarda i cRPG, i jak na razie nie da się wiele dodać. Nie chcę brzmieć specjalnie negatywnie co do gry, bo nie jestem jakimś miłośnikiem ani God of Wara, ani takich klimatów, i Veilguard na tym tle nie wygląda jakoś... źle. Gra jest całkiem fajna, ładnie wygląda, fajnie się gra (poza wymienioną ociężałością). Zabierani jesteśmy na intensywnie biegnącą do przodu przygodę po kolejnych malowniczych lokacjach. Bardziej mnie ciekawiło, czy to zaiste jakieś wydarzenie w branży tak poza tym, no i raczej nie jest. Serio niczym ta gra się nie różni od wielu innych których nikt na forumie nie jebie lol. Ot, bełkot jak zawsze, nie powiem że jestem zszokowany, ale myślałem że może w grze coś jest specjalnego. A tutaj gadają ciągle jakieś duchy mistyczne o jakichś tam pradawnych skarbach i że żeby otworzyć drzwi musisz przekierować laser, wow, jest się czym ekscytować. Mam nadzieję, że dotrwam do tego wielkiego miasta i momentu że mamy jakąś otwartość, zamiast korytarzy bez żadnych opcji, i będą wątki poboczne i postaci jakieś rozwinięte itd., ale nie wiem, czy mi się będzie chciało. Pora włączyć na PS5 gierkę że się przebiera lolitkę w sukienki. Która w sumie jest jak open world w stylu Inquisition, więc bardziej mnie pociąga, bardzo fajna gra. Ale Veilguard jest spoko.
  14. ogqozo

    NieR: Automata

    No ja nie mogę z tego języka, bo to właśnie brzmi jakby ktoś po zakończeniu pierwszej części przeszedł grę. Skoro... dosłownie takie słowo pada. A nikt tak naprawdę tak nie uważa. Myślę, że wiadomo, co prawie każdy myśli w dzisiejszych czasach, co znaczy "przejście gry" - że miałeś okazję poznać całość, nic nie zostaje, to jest to o co chodzi w grze i znasz ją, możesz co najwyżej powtórzyć szybciej, powtórzyć z jakimś wariantem, powtórzyć dla frajdy powtarzania; żadne "przejście" jednego fragmentu Automaty po prostu tego nie oznacza i nikt tak nie uważa. Pierwsza część to nawet nie jest najciekawsza czy najwięcej wnosząca część gry, a nie spoilerując spoilerofobom, powiedzmy tyle, że zapewne jest tak celowo. Ponadto trzeba to robić w kolejności i koniec tej części nigdy nie jest końcem Automaty. No nie, nie wiem ile lat temu ta gra wyszła, ale dalej nie mogę zdzierżyć tej terminologii.
  15. No ale tutaj w grę wchodzi pierwsze zdanie tego posta. FF8 nie ma na tyle dużego fandomu, żebym nie był pewien na 100%, że coś takiego nie powstanie. Potencjał byłby spory, bo FF8 to wyjątkowa gra, o której już w momencie premiery uważałem, że ma masę wad i w sumie jest cienko zrobiona, ale i tak ją uwielbiałem lol. Bardzo rzadkie połączenie. Była dużo ciekawsza od siódemki. Przykładowo, po raz pierwszy w erze 3D podczas scenek takie znaczenie miała mowa ciała i miny postaci - tyle że te ciała i te miny to było kilka pikseli. Systemem, ogólnie gra była absurdalna, czułem że ją przeszedłem na cheacie (miałem niskie HP i po prostu odpalałem limita i wygrywałem każdą walkę. Ale co miałem robić, jak to było dostępne i mi wygrywało każdą walkę?). Potencjał ogromny, ale wiem, że nijak nie zostanie podjęty.
  16. Jestem 99,99% pewien, że tylko cztery fajnale mają taką popularność dzisiaj, by w ogóle był sens myśleć o jakimkolwiek remake'u. Za siódemką, tylko 10, 9 i 6. Przy czym remake siódemki, choć niesłychanie trudny, jest i tak zdecydowanie najłatwiejszy z tego grona. Szóstka jest jeszcze dużo bardziej ogromna, w dziesiątce będzie ciężko wprowadzić naprawdę szokujące zmiany w grze (może jestem uprzedzony, bo serio nie pamiętam nic co MNIE ekscytowało w X, co jeszcze trzeba by rozwinąć. Kiedyś fajnie by było mieć czas przejść tę grę jeszcze raz i może zmienię opinię wtedy. Wiem mgliście, że gra - zwłaszcza remaster - ma podobno wspaniały świat i masę aktywności pobocznych. Wprowadzenie muzyki rockowej czy tak wyrazistego wizualnie tematu jak ta woda to ciekawe tematy do podjęcia. Z drugiej strony, jak spytasz fanów serii, za co kochają FFX, to często mówią - za turowe walki. Ale dla nowej klienteli, turowe walki się nie sprzedają). Dobry materiał na remake to IX, gra była wspominana już wtedy jako "list miłosny do starych klasycznych fajnali", a to jest nadal niesamowicie płodny temat, który można by rozwijać w nieskończoność. Remake FF IX mógłby mieć nieskończoną skalę i zawsze można sobie wyobrazić, że to miałoby sens biznesowy i artystyczny. Mogę sobie natychmiast wyobrazić masę fajnych rzeczy, które można by dać we współczesnej wersji FF IX i wiadomo, jak je zrobić. Wiele z nich jakoś tam jest w FF XIV, ale wyobraźmy sobie jakość wykonania rodem z Rebirth włożoną do tego słodkiego świata fantasy... mniam. FF IX ma też cechę, którą trudno mi do końca dziś opisać, FF IX... KOJARZY SIĘ z bardzo ładną grą. Moim zdaniem, dzisiaj trudno go włączyć i tak uznać... a jednocześnie jakoś CZUĆ, że ta gra jest w pewnym sensie bardzo ładna. Gra miała przepiękne pomysły na oświetlenie, powierzchnie, kolorki, i oczywiście była uważana za apogeum ładności na PSX-ie. Bardzo łatwo sobie wyobrazić, jak geniusze ze Square-Enix mogliby to zaadaptować na absolutnie przepiękną grę na współczesne czasy. Ale piękno to coś więcej niż wygląd, FF IX ma swój bardzo wyrazisty vibe we wszystkim, vibe pięknych postaci i tematów, przytulnego miejsca. Po prostu jak myślisz o remake'u FF IX to jakoś od razu wiesz, jaki powinien być. Chociaż nie jest to mój ulubiony Fajnal, to myślę, że to realistycznie najlepszy kandydat na jakikolwiek poważniejszy remake. Jednak bądźmy szczerzy. Nawet w trakcie samego projektu FF7 Remake, rynek ogromnie się już zmienił, jeszcze bardziej na niekorzyść "gier które się przechodzi i kończy", niż kiedyś. Każdego roku, coraz większa część tortu rynku gier to wydane wiele lat temu gry, w które ludzie grają codziennie. Czytając wywiady z developerami, mam wrażenie, że sam projekt trylogii FF7 Remake wyszedł być może w ostatnim momencie, w którym mógł, bo gdyby chcieli zacząć to dzisiaj, to byłoby bardzo trudno uzasadnić japońskim fundatorom wtopienie takiej kasy. A jednak FF7 to jest kult nieporównywalny z żadną inną grą Square-Enix. To smutne dla mnie, ale prawdziwe, że wychodzi tak zajebista gra jak Rebirth, a w wywiadach z twórcami można odczuć, że jest to pewien "projekt pasji", że "nie robią tego dla kasy", że "przynajmniej zrealizowali marzenie wielu członków ekipy". Byłoby fajnie, gdyby ktoś wydający tak mistrzowską nowoczesną grę jak Rebirth mógł powiedzieć, że nie tylko ma satysfakcję i marzenia, ale też zarobił na tym masę kasy lol. Jednak wszystko, co słyszymy ze Square-Enix na ten temat, sugeruje inaczej.
  17. Tak pisze jakie GOTG, a całego Chadleya przegapił lol. Nie wiedziałem, że tak się nawet da. Jeden summon jest też widoczny bardzo mocno w grze w reaktorze, jak idziesz to mocno widać z tyłu błyszczącą kulkę materii, i wiadomo że jest jakaś metoda żeby zajść od tyłu i ją wziąć. To jest o ile pamiętam jedyna materia, którą się znajduje, poza tym wszystkie następne są u Chadleya. Nie jest to wielki element gry w pewnym sensie, summony przyzywa się zazwyczaj raz na walkę z bossem, i nie jest łatwo efektywnie ich używać w odpowiednim momencie, by faktycznie odegrały sporą rolę, bo ich poważniejsze ruchy zużywają sporo ATB (acz na hardzie warto, bo potrafią napieprzyć spore obrażenia, większe niż jakakolwiek postać ekipy). Ale kurde, są BARDZO efektowne, napierdalając swoje własne piruety do już powalającego spektaklu, jakim jest każda poważniejsza walka w tej najbardziej epickiej trylogii gejmingu. W Rebirth jest (kurna spoiler!) Phoenix, co oczywiście może sporo zmieniać w taktyce, nie tylko sile, bo jak zawsze w RPG-ach, czary wskrzeszające są rzadkie i wymagają dużo punktów by je mieć.
  18. ogqozo

    NieR: Automata

    No to jest dla mnie zawsze problem z tą grą. Jest dość podobnie. Ale opowieść rozwija się do przodu, powiedzmy ogólnie, i nie można tego zrobić nijak inaczej. De facto jest to więc część gry, że robimy kolejny raz podobne rzeczy. No ale NARRACYJNIE PRZEWROTNA ROLA. No ale jest to część przechodzenia gry i nie widzę sensu nazwać tego inaczej. Nie widzę sensu mówić na tym etapie że się "przeszło Nier Automatę"... stety czy niestety.
  19. ogqozo

    NieR: Automata

    Nazywanie tego przez wszystkich "zakończeniami gry" i "przechodzeniem gry X razy" to dla mnie trochę przesada. Generalnie, nie zdradzając wiele, w pewnym momencie zobaczysz napisy, i po nich możesz kontynuować i grać dalej, tak bym to nazwał. Tak, grasz między innymi innymi postaciami, ale tak bywa czasem w grach, wręcz tym bardziej świadczy to o tym, że to kontynuacja, a nie przechodzenie ponownie. Nie przegapisz całej opowieści, po prostu robiąc to co gra mówi do przodu. Ugólniając, całość głównego wątku Nier Automata to "5 zakończeń", które są po prostu kolejnymi częściami po kolei. A i no jest też 21 zakończeń opcjonalnych, które prowadzą donikąd i są głównie żartem, dostajesz je głównie kiedy zrobisz coś "niewłaściwego" i doprowadzisz do jakiegoś "unhappy endu", powiedzmy, i możesz wtedy tylko wrócić do tego co robiłeś przed tym faux pas i grać dalej główną ścieżką. Cool bajer, ale wszystko to jest jasne podczas gry i jest to ogólnie jedna liniowo dostarczana graczowi gra. O ILE dobrze pamiętam.
  20. ogqozo

    Konsolowa Tęcza

    Nie wiem, czy to takie dziwne w ogóle? 30 osób to część zespołu, która robi też inne rzeczy w ciągu dnia, a walka z bossem to duża część God of Wara. Czy warto było, to inna sprawa. Ludziom się podobają te walki, może nie mi, ale ludziom się podobają bardziej niż w innych grach. Barlog tego nie mówił jakoś dla szpanu, dosłownie opisał to jako swoje niepowodzenie i żal. Normalnie opowiadał o tym jak wyglądały prace nad grą, i że pierwotnie gra miała dużo większe zakusy, "była dużo ambitniejsza", dużo więcej bossów, ale nie udało im się tego zrealizować, bo tak szło. Zamiast tego musieli ograniczyć liczbę bossów, i trochę "awansowano" mniejszych przeciwników na bossów. Ot opowieść o tym jak odbiega plan od egzekucji. Można oczywiście się tradycyjnie masturbować, że developer jest ZŁY i LENIWY i WOKE dlatego tak skandalicznie słabo mu to szło, ale fakt faktem, efektem tej złej leniwej pracy jest ogólnie gra często wymieniana wśród najlepszych w historii, i sprzedażowy hit, i też fakt faktem, ci sami ludzie wiedzą jak zrobić całą grę w półtora roku gdyż to dosłownie sami też kiedyś zrobili, więc, nie wiem, może po prostu tyle im to zajęło i zrobili co mogli, i nikt inny nie zrobił lepiej, kto to wie. "Miałem pomysł na dużo więcej, ale trzeba było sporo uciąć" to właściwie klasyk opowieści making of w branży gier, nie zwróciło to jakoś wtedy mojej uwagi.
  21. ogqozo

    Konsolowa Tęcza

    Jakość pracy w Nintendo jest absurdalnie wysoka, firma nie wydaje się mieć żadnego ciśnienia co do wypuszczania gier i czasami można odnieść wrażenie, że mają ze dwadzieścia dawno gotowych, tylko im się nie chce ich wypuszczać na rynek. Z drugiej strony, brak gonienia za współczesną grafiką oszczędza im nadal masę kasy. Assety do takiej Zeldy to jednak na pewno mniej pracy, niż do czegokolwiek na dużych konsolach. Ogólnie w wielu elementach mocno oszczędzają, nie ma co. Scenki są bardzo umowne i nie odbiegają daleko od zwykłej gry w prawie każdej grze, prawie nie ma nagrywanych dialogów, licencjonowanych elementów (poza Smashem) itd. Na pewno też trudno wydzielać budżety gry do końca, bo Nintendo dużo dzieli techu, często rzecz jest zrobiona np. z myślą o Super Mario Galaxy i potem jest przerobiona i użyta w grze 15 lat później. Najbardziej konkretny był jeden przeciek, który po sprawdzeniu wydaje się w miarę prawdopodobny, że pochodzi od faktyczne insidera. Miyamoto raz na zebraniu powiedział podobno mniej więcej, że gry muszą sprzedać ze 2 miliony sztuk, by się zwrócić - i to zapewne jest realistyczne (i nie było mówione precyzyjnie, bardziej jako ogólne porównanie, "nie możemy robić gier, które sprzedadzą tylko 300 tys. sztu, jeśli sprzedamy 2 miliony to już okej...). Jednak zapewne Miyamoto nie miał na myśli Zeldy, a przeciętną ich grę. Aonuma przyznał oficjalnie, że grę robiło 300 osób przez 4 lata, można więc założyć, że koszty zbliżyły się do 100 milionów euro. Ale to pewnie ich dalece najdroższa gra w historii. W erze Switcha, bez wątpienia firma ma masakryczne profity, ale to zawsze wiemy ze sprawozdań finansowych. Sprzedaż gier jest bardzo wysoka, ceny gier są wysokie, marża dla Nintendo duża. Nintendo ma najwięcej gotówki ze wszystkich firm w całej Japonii. Mają zero długu, masę gotówki, masę krótkoterminowych papierów wartościowych... w skrócie mówiąc, Nintendo ma za dużo kasy żeby nadążali coś z nią robić lol. Nintendo zawsze stawiało na duże zapasy, duże bezpieczeństwo, a teraz pomimo tego nadal sprzedają masę gier przy wysokiej cenie. Nintendo ponadto jest niesamowicie dobre w inwestowaniu i ogólnie zarządzaniu kasą. Nawet w momencie "największego kryzysu" kilkanaście lat temu, Nintendo miało tyle gotówki i inwestycji, że musieliby mieć ten najgorszy kryzysowy rok tak z 50 lat pod rząd, żeby im się skończyła kasa. Kurna no strasznie dużą nadwyżkę mają. Ale tego się nie da skopiować. Ile z tego to jest efekt rozpędzonej kuli śnieżnej, którą zaczęły jeszcze NES, pierwsze Mario, pierwsza Zelda, zaczęte ponad 39 lat temu.
  22. ogqozo

    Konsolowa Tęcza

    Przytaczałem wywiady przed premierą, Remedy zawsze wiedziało, że będzie ciężko, żeby ta gra przyniosła zysk. Ogólnie jest ciężko, żeby jakakolwiek gra przyniosła zysk i nikt nie wie, jak to zagwarantować, poza paroma niepodrabialnymi wyjątkami. Nie ma sensu mówić, że "się da", że Vampire Survivors zarobiło milion razy tyle co budżet, że Hollow Knight, to jeszcze nie znaczy że to da się z góry zaplanować, w grach nikt nie wie nawet pół roku przed premierą, czy są dobre... Zazwyczaj jest źle, finansowo. W przypadku gier takich jak Remedy robi - zawsze są dość otwarci, mówiąc w wywiadach, że potrzebują kogoś, kto nie boi się wtopić, jako partnera, kogoś kto potrafi przeskoczyć standardy rynku - w tym przypadku był to m.in. Epic, który liczył na jakąś promocję swojego sklepu. Nigdy Remedy nie mówiło, że łatwo będzie na tej grze zarobić, wiedzieli to zaczynając. Relatywnie, Alan Wake 2 to sukces, sprzedał się znacznie lepiej niż poprzednie gry Remedy w tym samym czasie. Co prawda nadal nie zwrócił kosztów produkcji, ale jest to możliwe. Remedy w oświadczeniach dla inwestorów jest dość otwarte, obecnie zeszło 1,8 mln sztuk Alana Wake'a 2, niby mało, ale Control miało mniej sprzedaży w pierwszych miesiącach, a jednak w miarę lat doczłapało już do 4,5 mln - tak więc optymizm Remedy, że niedługo Alan Wake 2 zwróci koszty i zacznie generować dla Finów tantiemy, jest uzasadniony. Gra kosztowała 50 milionów, bo więcej nie mogła. Warto zaznaczyć, że w Finlandii była ta gra opisywana jako absolutnie gigantyczne przedsięwzięcie, jak na Finlandię to są ogromne pieniądze, "jedna z najdroższych rzeczy kiedykolwiek zrobionych w Finlandii". Zarobki w Helsinkach nie są niskie (Polacy jeżdżą tam pracować, co widać nawet w creditsach AW2), ale pewnie nadal co najmniej połowę mniejsze, niż w Kalifornii. Remedy to mistrzowie sprawiania, żeby gra wyglądała, jakby robiła więcej, niż robi. Ich własny tech i Northlight to ich główna siła biznesowa. W pewnym sensie widzę ich blisko takich firm jak Epic czy Valve. Można by spytać, czemu wobec tego nie sprzedają Northlight w całości do innych gier. No ale tutaj jest problem, że WEJŚCIE na rynek silników obecnie wymagałoby ogromnych inwestycji. Przerobienie go pod kątem użyteczności dla wszystkich, rozwinięcie know-how i dokumentacji, to jakby pytać, czemu sklepikarz nie zacznie rywalizować z Biedronką. Ponadto... Northlight nie nadaje się raczej do open worldów, jest silnikiem stworzonym dla filmowych gier, na co nie ma wielkiego zapotrzebowania. Ale to nie znaczy, że silnik sam w sobie nie działa rewelacyjnie, na ich potrzeby. W ich grach nie ma też aż tak wiele zawartości, bez porównania ze współczesnymi open worldami (ale za to open worldy się sprzedają, gra którą przejdziesz raz w weekend i tyle już ciężej - Remedy samo to przyznaje w wywiadach, że nie zrobią open worlda, bo po prostu nie mają na to środków, ale wiedzą, że na gry do przejścia w weekend jest mniejszy popyt). Sami twórcy mówili w wywiadach, że Northlight jest dobrym silnikiem do liniowych gier, gdy twórcy dokładnie wiedzą, kiedy wszystko się dzieje - kiedy level się władowuje, wchodzi światło, AI itd. Nie mają technologii do gry open world, gdzie wszystko może się dziać w każdym momencie. Chociaż gra jest bogata, zrobili scenę z aktorami w LA, w Helsinkach i trzecią gdzieś tam - to scena z aktorami i przerabianie mo-capów może być znacznie tańsze, niż np. film Pixara, a niektóre wysokobudżetowe produkcje mają taką właśnie liczbę i jakość animacji. Również w sensie tego, co widzimy na ekranie, wydaje się więcej niż jest - np. dzięki zastosowaniu mesh shaderów liczonych przez GPU, twórcy mogli zaślepiać praktycznie co do piksela, co z kolei pozwoliło na jak największą ilość detali w tym, co faktycznie widać na ekranie. (Aby zobaczyć, jaką to robi różnicę, wystarczy zobaczyć, jak gra działa na pecetach dość mocnych, ale z GPU, które nie obsługuje mesh shaderów). To jak bardzo gra jest dopieszczona pod konkretne nowe technologie widać, gdy zmieni się tylko kilka rzeczy - raz, że gra zdaje się dobrze chodzić tylko na RTX-ach, dwa, że bez np. frame gena i DLSS, gra nie chodzi jakoś super nawet na RTX-ie za 5000 zł. Na drogiej karcie RX 7900 XT, gra chodzi w 10 klatkach na sekundę, zanim nie wyłączy się ray tracingu itd. Podobnie zresztą z Nvidiowym RTX 3080 10 GB, czyli karcie, która kosztuje dziś, z tego co widzę guglając?, bagatela 3000 zł. To pokazuje, że gra jest mocno dostosowana pod najnowsze, zwłaszcza Nvidiowe, techniki optymalizacji. Ma to wiele zalet obniżających koszty, ale też ograniczenia przy tworzeniu. Remedy jednak doskonale zna Northlight i jest wręcz głównie firmą topowego techu, która przy okazji robi gry, jak im się uda. "Wizja artystyczna" jest tania, to też Lake sam mówi w wywiadach. To wszystko też zresztą pewnie ma wpływ na sprzedaż, bo jednak podejrzewam, że sporo osób na świecie ma kompy do grania, tylko że tańsze. No to oni AW2 nie kupią. Alan Wake 2 wręcz wymaga mesh shaderów, i chyba nadal jest jedyną taką grą. Coś za coś. Gra wyszła przy takim budżecie dzięki dealowi z Epic, dzięki tej technologii - ale pewnie przez to sprzedała mniej sztuk. Jednak i to ma z drugiej strony ukrytą zaletę taką, że takie gry często długo się sprzedają, bo ludzie kupując w następnych latach nowe GPU za wiele tysięcy mają od razu chcicę, żeby nakupić gry, które pokażą jej moc, uzasadnią zakup - i Remedy też już to dobrze wie. Control do dzisiaj jest jedną z najczęściej wspominanych w recenzjach GPU gier i to pewnie ma wpływ na to, że doczłapało ostatecznie już do prawie 5 mln sprzedanych sztuk. Myślę, że Alan Wake 2 też długo będzie kupowany po zakupie nowego GPU.
  23. 1. Normalna współczesna gra, trudno coś dodać. Nie ma jakiegoś osobnego samouczka, informacje są podawane pomału. Niektóre menusy są niepotrzebnie chaotyczne i część graczy nigdy ich nie zczaiła przez 150 godzin gry lol. Poza tym chyba trudno wskazać coś, co nie byłoby bardzo jasno wykazane. Chyba tyle w tej kwestii... 2. Ogólnie podobny. Gra jest open world, więc jest tym razem trochę walk "dla kolorytu" wypełniających większe mapy, natomiast bossowie są podobnie porządni, ale w sam raz i każdy z nowym pomysłem, no i dodatkowe wyzwania w symulatorze itd. są liczniejsze i nawet przy pierwszym przejściu potrafią być dość ciężkie. Za to superdodatkowe superwyzwania na hardzie są naprawdę ciężkie. Ogólnie podobna gra, tylko większa. No i jak ktoś chce zrobić WSZYSTKO, to nie ma tych kilku trudnych wyzwań, tylko może się męczyć z różnymi minigierkami czy dodatkowymi walkami. Przejście gry jest raczej takie same jak Remake, finałowa walka jest ekscytująca. 3. "Tak szybko, jak się da" to jedyna informacja. Gra jest na wczesnym etapie produkcji, nikt nie może nic serio mówić. Twórcy powiedzieli, że produkcja Rebirth trwała trzy lata (prace ruszyły na serio po zrobieniu wersji PS5 oraz DLC) i chcieliby, by to samo udało się z następną częścią - więc celują w 2027. Mówią w wywiadach często, że są naprawdę zmęczeni tym projektem i będą szczęśliwi, gdy się skończy lol, ale na pewno nie poświęcą specjalnie jakości dla tego. 4. Intermission jest dość ubogie w porównaniu do głównych gier, i historia jest dość naciągana i kojarzy mi się z tymi wszystkimi spinoffami FF7, ale nadal grało mi się super, szczerze mówiąc, i z radością pyknąłem 100%. (A w tym przypadku, dwa opcjonalne wyzwania zajęły mi chyba tyle samo czasu, co cała reszta razem wzięta lol. Celowanie w minigierce że rozwalasz skrzynki jest tutaj ZŁE), Jest mniej więcej taki, jak można sobie wyobrazić krótkie DLC do tej gry skupione na Yuffie. Nie mamy prawdziwej ekipy, ale Yuffie jest postacią, którą da się grać samodzielnie (i ma taki sam system w Rebirth).
  24. ogqozo

    Rise of the Golden Idol

    Siedzę trochę nad tą grą w okresie Świąt i kurde stary się czuję, czacha dymi, ciężko idą kolejne zagadki. Początkowa sprawa jest samouczkowa i człowiek myśli, hehe, ale łatwa gra, wystarczy wybrać jasną rzecz jedną z kilku, nawet nie myśląc gra ci podsuwa pod nos rozwiązanie, ale ok, historyjka jest ciekawa, fajnie ujawniana, więc niech będzie. Bardzo krótko! Już niedługo potem, sprawy robią się kompleksowe i wymagają rozkminiania jak detektyw wszelakich małych rzeczy i wielu zmiennych. Stajemy przed coraz bardziej pustymi i dużymi tablicami korkowymi, w których każde słowo, forma odmiany, forma eliminacji każdej pozycji z listy, jest jak koło ratunkowe do złapania się. (Gra ma też w menu język polski, co w przypadku takich tablic musi nieco zmieniać grę, bo odmiana przecież jest znacznie inna, ale nie sprawdzałem, jak to działa). Nie jest to nadal taki kompletny hardkor, bo jest COŚ do złapania się, nie musimy nic wpisywać i mamy ograniczoną liczbę słów (zawsze wydaje się, że bardzo krótką, i że będzie łatwo!), ale metoda "będę klikał wszystko po kolei" szybko przestaje działać, bo gra mówi nam tylko, gdy mamy 2 lub mniej błędów. Tak jak zapowiadano, gra ma też bardziej połączony charakter, niż jedynka. Kolejne sprawy są dość małe, ale składają się na większe rozdziały, gdzie już naprawdę sporo informacji wchodzi w grę. W tym te, które mogły wydawać się nieznaczące przy rozwiązywaniu małej sprawy. Zaczyna się więc skakanie w menu po kolejnych sprawach i myślenie, co jeszcze wiemy o każdej postaci. Są też dodatkowe "zwroty akcji" gdy nagle kapujemy się, że coś, co domyślnie można zakładać w ramach stereotypu takiej historii i gry, wcale nie było powiedziane i może być inaczej. Pozornie mała liczba słów kluczowych nie znaczy też, że jeśli coś nie było opisane danym słowem, to nie trzeba tego wziąć pod uwagę, by połączyć ze sobą co innego, a jednocześnie nie brak informacji, które chyba są "po nic". Naprawdę niewiele gier pozwala się tak poczuć jak Sherlock, a nie tylko jak gracz sterujący Sherlockiem. Innymi słowy, nie jest to gra dla mnie hehe. Jestem za głupi na takie gry. Ale doceniam poziom. Są też podpowiedzi w grze, jeszcze się nie ugiąłem, ale był moment, że zaczęło kusić. Tyle że wtedy zabieramy sobie cały "core gameplay", który dzieje się w naszej głowie gdy przeglądamy wszystkie dane szukając toru. Podpowiedzi zapewne jeszcze nie rozwiązują sprawy od razu, ale nie sprawdzałem. Z tego co widzę, to w necie też jak ktoś spyta o "lekką podpowiedź", to stronki dają mu opcję tylko lekkiej podpowiedzi, na co popatrzeć, zamiast dania całego finalnego rozwiązania. Klimacik nadal jest upiorny, taki pesymistyczny - każda plansza wydaje się ogólnie obrazować tragizm ludzkiej egzystencji i to, że gwiazdy jakoś tak się zawsze zebrały, żeby skończyło się jak najgorzej. Główna intryga na tym tle w sumie nie ma znaczenia hehe. Ale poznając te losy "od tyłu", czy po częściach, mamy wyjątkowe uczucie obcowania z mrocznym przeznaczeniem (czy też, patrząc na te mordy, bardziej się chce powiedzieć, z losem kurewskim). Postaci zanurzone są w ogólnym wredniactwie, sowieckim braku zahamowań i manipulacji. Dość fajnie rozwiązano sterowanie. Mamy dość duże okna, ale da się otworzyć kilka naraz i porównywać informacje dość szybko. Nadal nie wszystko naraz da się widzieć. Czasami chce się sięgnąć po kartkę i nadal coś zapisać, ale większość informacji da się podglądnąć dość szybko na jednym z ekranów, które są pomyślane dość wygodnie. Zwyczajowo, najpierw dopasowujemy pewnie twarze do nazwisk, potem mamy osobne ekrany z jakimiś mniejszymi elementami danej sceny, i to pomaga raczej uzupełnić główną historię potem jako zwieńczenie. Początkowo może to dawać wrażenie, że gra za mocno nami kieruje, ale kolejne sprawy robią się na tyle skomplikowane, że jest to cenna pomoc, która wyrównuje poziom trudności, by był w sam raz, a nadal dawał wrażenie przynajmniej uczestnictwa w czymś moundrym. Jeszcze jedna pozycja walcząca o listę GOTY, która będzie chyba w tym roku u ogura wyjątkowo zatłoczona.
  25. ogqozo

    Split Fiction

    Ta wzniosła muzyczka marvelowska, te heroiczne kolorki fioletowy i zielony, co tu dodać. Ma to bardzo mocny vibe amerykańskiego filmu animowanego, a nie takiego dla dorosłych. W sumie dobrze, bo nie ma wiele takich gier na wysokim poziomie, ale osobiście mam mało podjary. Take Two to już była dość Pixarowa gra, fajna, ale nie jakoś strasznie pamiętna dla mnie. Nagrodę, jasne, dostać można, pamiętam, że w kategorii "najlepsza narracja" przegrała te nagrody z... Guardians of the Galaxy. Walka tytanów narracji!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...