-
Postów
23 728 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
53
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez ogqozo
-
No przecież właśnie o tym piszę lol. Nie nie wiem za co są punkty, tak jak to wypada na forumie po prostu sobie wymyślam o czym piszę. Fajnie że wygrali Ligę Konferencji, miły gest. Nikt na świecie nie uważa z tej racji że Roma jest szóstym klubem świata, nawet fani Romy. Bo to są punkciki, ale Liga Konferencji jest dla tych co nie załapali się na wyższe miejsca i wszyscy tak naprawdę to wiedzą. Dosłownie o tym był post. Można wymyślać i pierdolić, a ja zadałem proste pytanie. Pokażcie mi linki do postów, gdzie się jaracie tym, że w tym roku Czechy czy Szwajcaria czy Serbia miały dwie ekipy w eliminacjach i jakie to ważne. Prosta metoda udowodnienia, że kogoś z zewnątrz obchodzą takie historie. Linki do takich wypowiedzi i tyle, zmasakrujecie lewaka. No ale można też kręcić dokoła, że jak LKE w LM w LE, to będą punkciki do RE i CE... No wszyscy wiemy że będą lol, ja tylko napisałem wyraźnie że nikogo z zewnątrz to tak naprawdę nie obchodzi. Dowody naprzeciw łatwo wskazać, jeśli macie.
-
Oczywiście że nikt z zewnątrz nie lol. W tym roku Czechy czy Szwajcaria miały dwie ekipy w eliminacjach LM, jarałeś się tym tutaj na forumie, pokaż linka? Ludzi ewentualnie COŚ obchodzi czy ekipa jest na tyle dobra, by te eliminacje przejść. W rankingu UEFA to Roma jest na szóstym miejscu wśród klubów w Europie, ktokolwiek na świecie się tym jara że co prawda mistrzostwa nie ma, walki o podium nie ma, Ligi Mistrzów nie ma, ale kurde najważniejsze czyli ranking jest, więc Roma szósty najlepszy klub świata? Ot ciekawostka, co najwyżej, dla typowych ludzi.
-
Polskie ekipy na czele czegokolwiek między Chelsa a Fiorentiną wyglądały trochę dziwnie, nawet jeśli Chelsea grała rezerwami i jest to ogólnie nic znaczącego. Ściśle mówiąc, Polska zdobyła właśnie w jakże podobno ważnym rankingu UEFA najwięcej punktów w historii. A to jeszcze nie koniec sezonu. Do tej pory najwięcej było chyba w sezonie 1969-70, kiedy to Legia grała w półfinale Pucharu Europy, a Górnik przegrał z Man City finał Pucharu Zdobywców Pucharów. Jasne, meczów było deczko mniej - pewnie z połowę mniej punktów do zdobycia. Ale i tak, Polska ma obecnie 10. miejsce, jeśli liczymy tylko ten rok. Aż dziwne, że tak "łatwo" - żadnego klubu w LM, żadnego klubu w Europa League, a 10. miejsce w sezonie póki co jest. Nie ma też jednak co przesadzać, nikt poza Polską nic wielkiego w tym nie zobaczy. Więcej punkcików w tym sezonie mają np. Cypr czy Szwecja, i nie sądzę, by wiele osób w Polsce się tym bardzo przejmowało.
-
Najbardziej mnie zdziwiło, że Yamal grał cienki mecz. On? On nigdy nie gra cienko? Ale oczywiście to Barca i bez zdziwienia - po meczu powiedziano, że Yamal ma kontuzję na miesiąc. A więc pozostaje faktem - jak Yamal gra zdrowy 90 to Barca wygrywa, jak nie to nie. No i oczywiście to Barcelona, więc media podają coraz częściej, że Dani Olmo ZNOWU nie będzie mógł grać lol. Barcelona nie spełnia warunków stabilności finansowej, by go zarejestrować. Wyjątek z powodu kontuzji ma przestać obowiązywać w drugiej połowie sezonu, jako że kilku zawodników nie będzie w niej wyłączonych na trwałe (zakładam, że Araujo i Christensen). Sytuacja i dobra, i zła. Przed Barcą jeszcze mecz z Atletico, które jest w gazie, wygralo wiele meczów z rzędu, jeśli wygra zaległy mecz to będzie liderem ligi. Griezmann jednak ZNOWU wrócił do bycia znowu topowym graczem świata, zaczyna działać Julian Alvarez. ALE, cóż, to Atletico - klub, który zazwyczaj przegrywa z Barcą, przegrali ostatnie chyba 5 meczów. No a tydzień przerwy to i tak dużo dla Barcelony. Teraz przez 3 tygodnie zagrali 7 spotkań. Po tym spotkaniu zaś przerwa aż do 19 stycznia, niech lepiej odpoczną i się poleczą lol, bo od drugiej połowy stycznia to terminarz w Europie będzie napięty jak nigdy wcześniej z dodatkowymi meczami w LM.
-
Gra ma być głównie inspirowana Nowym Jorkiem lol. Z jednej strony, NYC to według twórcy najlepsze miasto po prostu do przemieszczania się po deskorolce: to nie ma być gra oparta tylko na czesaniu tricków jeżdżąc wkoło, ale o jeżdżeniu na desce jako przemieszczaniu się do celu. Po drugie, wizyty w MOMA były inspiracją dla grafiki. Ma to pewien efekt w rozgrywce, bo nieco czuć, czy jeździmy po szorstkim kamieniu, czy po marmurze. Myśląc o motywie podróży i pościgu, twórca zainspirował się Orfeuszem i Eurydyką. A także Boską Komedią, z której bierze się kolejnych dziewięć kręgów. Ogólnie gra ma podobno sporo scenariusza. Same tricki na desce mają za to być blisko realiów. Nie będzie ogromnych skoków przy prędkości 100 na godzinę. Nawet proste ollie jest bardzo fizyczne, wymagające - nieco na wzór OlliOlli, wciskanie przycisków naśladuje fizykę, trzymamy przycisk odpowiedzialny za wagę czy przyczep, puszczamy, wciskamy na czas by wylądować. Tricki nie będą głównym celem w grze, nie trzeba w ogóle grać na punkty, choć klepnięcie niektórych tricków będzie czasem sposobem na jakiś tam progres.
-
Tatu Aalot z Remedy: "od początku było jasne, że nie możemy wsadzić do wersji konsolowej wszystkiego, co mamy na topowych pecetach. Najwyższe ustawienia w Alanie Wake'u 2 mają na celu wykorzystanie mocy kart graficznych kosztujących dwa razy tyle, co całe PS5 Pro". Powiedział to, co myślałem każdy myśli. Konsola droga, ale w pewnej perspektywie jednak też tania. Pecety są tak naprawdę drogie. No i nie mają napędów.
-
Sam bym użarł jakieś bardziej tradycyjne pokemony hehe. Skupione na byciu singlowym jRPG-iem. Po prostu stara formuła, ale unowocześniona. Na to też ta seria się super nadaje. Let's Go bardzo mnie wciągnęło, mimo braku multi, miało wiele rzeczy lepszych niż w singlowych kampaniach głównej serii. Trochę by się chciał taką grę, bo poszli w innym kierunku zupełnie. Tymczasem nie słychać o tym nic, nawet w kwestii tych remake'ów, które zazwyczaj niewiele wnosiły (i imo nie były technicznie zbyt zadowalające). Legends A-Z może okazać się swego rodzaju "remake'iem", nawiązaniem do przeszłości, skoro ma się dziać w Lumiose City. Możliwość nawiązań zawartością i rozgrywką do głównych gier XY wydaje się oczywista (nie dziwią domysły i "przecieki", że powraca megaewolucja czy Zygarde i Zeraora). Trudno powiedzieć, co to w ogóle będzie. Wydawało by się - "gra w stylu Legends", tylko że teraz to już nie ma sensu lol. Podstawowa różnica Legends od głównej serii to było zrezygowanie z zaawansowanej warstwy walk i RPG i zamiast tego postawienie na swobodą eksplorację, z różnymi "ubi" standardami jak zalew questów, zbieractwa itd. Potem jednak nowa "główna" część też mocno poszła w swobodną eksplorację (i to dużo bardziej - kurde, latasz po całym świecie, wchodzisz na góry w ciągu sekund) i wiele standardów open world, tyle że zachowując też sedno serii. Zrezygnowano także w dużej mierze z osobnych ekranów walki, dodając wiele możliwości załatwiania sprawy szybciej bez osobnych ekranów i spowolnień związanymi z klasyczną turową walką - to druga największa zmiana w Legends Arceus. No i jest też już w głównej serii. Więc nie wiem, czym następne Legends ma się wyróżniać, aby mieć osobny tytuł. Zmieniono tam też oczywiście inne rzeczy, ale one imo nie zostały aż tak dobrze przyjęte. Uproszczony system walki nie podobał się fanom klasycznego, genialnego systemu, ale też sam w sobie nie będzie jakoś wyjątkowo atrakcyjny dla fanów metaforowego nawalania A na hardzie, żeby sam im sprzedać grę. Według przecieków które miały być oparte na widzianym gameplayu, Legends A-Z prezentowało się podobnie do Scarlet i Violet - z podobną perspektywą, stylem graficznym i priorytetami graficznymi. Jeśli to prawda, to brzmi jak spinoff, który jest jak bardziej jak główna część, niż poprzednia część spinoffu lol. Dodatkowo ta gra nie ma dziać się w przeszłości, tylko w podobnym świecie, co XY. Według przecieków, gra ma być raczej szykowana na pierwszą połowę roku. Jestem no ciekaw zapowiedzi - opóźnianie premiery i odpuszczanie okresu świątecznego może świadczyć o chęci dopracowania gry bardziej, niż poprzednich, ale nie napalałbym się. Ciekawi mnie jednak kierunek, jaki obierze firma. Mimo że każda gra sprzedaje się doskonale, wydają się odchodzić od wszystkiego klasycznego i stawiać na współczesny open world za wszelką cenę.
-
Kurde, z tego wszystkiego mam uczucie projektu, który zwyczajowo bywa hitem na Kickstarterze: genialny twórca klasyków, od dawna mało aktywny w branży, powraca z "następcą" kultowej marki z naszego dzieciństwa, zbierając dość nieliczne grono zapaleńców na projekt typu AA. To już jest taki standardowy pitch, że każdy może wymienić długą listę takich właśnie hype'ów. Włącznie z dość "kickstarterowym" faktem ogłaszania gry na podstawie samego klasyka i nazwiska twórcy, przyznając, że produkcja jeszcze się nawet nie zaczęła. Czyli zapewne sami nie wiedzą i chcą wyczuć, jakie są oczekiwania publiki. Jeśli to faktycznie będzie tyle, a nie pełne zaangażowanie budżetu Capcomu w trosce o hit jak chociażby przy Devil May Cry V, to oczywiście wszystko, co pisałem, wydaje się niemożliwe. Byłaby to gra dużo bardziej retro, jak wszyscy ci "duchowi następcy". Tyle że w tym przypadku z zachowaniem oryginalnego IP. A co wydaje się pewne - że tak czy siak minie wieeele lat, zanim ta gra wyjdzie.
-
A Chelsea nierówno, ale ogólnie bardzo dobze, ofensywnie, piłką, dużo okazji, nie dali za wiele przeciwnikowi. Znienawidzony przez fanów Sanchez też obronił trochę, gdy trzeba było. Naprawdę świetnie wyglądająca ekipa, od czasu tej porażki z Man City na otwarcie. A latem czytałem w internecie tyle durnot na temat tego, że niby będą walczyć o utrzymanie (lol), do dzisiaj nie wiem dlaczego, że mnie to w sumie cieszy teraz. Zdecydowanie najmłodsza ekipa w lidze - kurde, może nawet najmłodsza w historii ligi - a już tylko 5 punktów za liderem. Co więcej, terminarz mają teraz łatwy, więc seria zwycięstw może jeszcze potrwać. Man City za to oficjalnie spadło ze strefy pewnego awansu do LM, za Nottingham. Kurde ciekaw jestem co oni zimą zrobią, żeby spróbować ogarnąć ten kryzys, bo jeden sezon bez LM i utraty wiary że są niezawodni może na dłuższą metę ich niesamowicie dużo kosztować.
-
Trafiła kosa na kamień, bo Man City to już jakiś fenomen, kurde, oni przegrali nawet z Juventusem, który prawie nigdy nie wygrywa meczów, tylko remisuje lol. Na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy, patrząc na wyniki, Man City jest jedną z najgorszych drużyn w Europie lol. ...I mimo to nadal jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że przegrywają dziś z Man United. Nie wyglądali źle przeciw Nottingham, szkoda tylko że podarowali im kilka goli, ale obecny Haaland to nie Morgan Gibbs-White, będzie ciężko. Obiektywnie, podpiecznych nareszcie dobrego trenera Amorima trzeba by uznać za lekkich faworytów w tej walce ślepego z kulawym.
-
Grałem niedawno w Okami i pisałem w temacie (spoiler alert: ludzie nie mają racji), ogólnie zaskoczyło mnie, że gra nadal od razu wydaje się idealnie stworzona na dzisiejsze czasy. Wiele rzeczy, które wtedy się dość wyróżniały jako bardzo płytkie ale liczne elementy RPG, dzisiaj są kompletnym standardem. To, że są różne małe wątki na mapie, rzeczy do zbierania, i tak dalej. Wychodzisz na dużą jak na PS2 lokację, i masz różne przemieszane przez całą grę questy główne i poboczne. Twoje umiejętności coś dają w walce i w eksploracji otwierając przejścia w starych lokacjach, dziś to bardzo typowe rozwiązanie, wtedy dość rzadki jeszcze miks RPG i akcji z Zeldą. Masz dojo z ćwiczeniami umiejętności i zbierasz nowe, masz łowienie ryb i jakieś punkty, masz zbieranie różnych przedmiotów walających się dokoła, proste zagadki bardziej do kolorytu niż do myślenia, masz bardzo długie serie przeciwników w demon gate'ach, które trzeba przeżyć bez zaśnięcia by dostać coś tam. No i masz masę gadania, to też idealnie pasuje na czasy PS5. Główne co trzeba dodać, to po prostu więcej rzeczy i lepszej jakości, natomiast ogólny schemat na typową grę open world wydaje się bardzo bliski tego, jakie już było pierwsze Okami 20 lat temu. To też dzisiaj dość popularny rodzaj gry. Malowania pewnie nie będzie zbyt dużo w grze, to nie jest imo fajne na gałce, strasznie spowalnia grę. Byłoby spoko na sterowaniu ruchowym i być może myszką (?), ale tak dużej gry raczej nikt nie zrobi z takim priorytetem. Może coś w stylu prostych gestów że łączysz określone 8 rogów ekranu... Nie spodziewam się malowania jak na PS2, wiele osób miało z nim problemy, a tempo też siadało.
-
Jesus Navas w wieku 39 lat kończy karierę. Co prawda zaczął ten ezon, ale szybko po jego rozpoczęciu przyznał, że nie jest już w stanie normalnie chodzić wiele dni po meczu, z racji na problemy z biodrami, i pora powiedzieć pas. Z przerwą na Man City, spędził łącznie 17 lat w Sevilli, mając prawie dwa razy tyle meczów dla klubu, co drugi zawodnik. Nieregularnie, ale przez 15 lat grał w reprezentacji, występując ostatnio w paru meczach na Euro. Błyszcząc jako gwiazda ofensywna w sezonie 2009-10, potem stał się prawym obrońcą i jako taki dostał nagrodę dla najlepszego gracza Europa League rok temu. (10) Fabrizio Romano w serwisie X: „🔴⚪️ Emotional content by @SevillaFC as Jesús Navas says goodbye after playing his last home game ahead of retirement. Legend of the club. 🥺👏🏻 https://t.co/Mz3TZcvyi8” / X
-
Kurda jaka patriotyczna duma, nawet stolica Finlandii jest tak naprawdę Polakiem lol. Rynek w Helsinkach jest spory, zwłaszcza gier na komórki i małych indie, aczkolwiek nie ma co, gdy ktoś przeprowadza się z Japonii, to musi przyjść do głowy Remedy (technicznie w Espoo, ale można dojeżdżać) czy Housemarque. Zamiłowanie do technicznie wymagającego gameplayu Housemarque i zapewne rosnące zapotrzebowanie po sukcesie Returnala i przejęciu przez Sony brzmi jak ciekawa opcja dla pracowników Platinum.
-
Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 - Kanada, Meksyk, USA
ogqozo odpowiedział(a) na Figuś temat w Kącik Sportowy
No wygląda to jakby nie ogarniali tej liczby meczów. Eliminacje zaczniemy, nie wiedząc jeszcze do końca, kto będzie w grupie. A potem zaledwie pod koniec marca poznamy ostateczny skład Mundialu na czerwiec, po turnieju barażowym na 16 ekip (też już po losowaniu grup). Tego, na co wpływa Liga Narodów, a na co nie, pewnie większość trenerów i piłkarzy już do końca nie ogarnia, nie mówiąc o fanach. -
No i mamy przerwę zimową (nie taką długą - półtora miesiąca), ale że jest 8 kolejek, to w sumie nic na razie nie wiadomo hehe. Tylko trzy ekipy oficjalnie już odpadły, bo przegrały wszystkie 6 meczów. Co najciekawsze, w tym gronie jest Red Bull Lipsk. To już sensacja, zwłaszcza że nie idzie im tak źle w lidze - czwarte miejsce. Co jeszcze lepsze, tylko dwie ekipy mają matematycznie zapewniony awans do top 24. A nikt, nawet Liverpool z kompletem zwycięstw, nie jest jeszcze pewien top 8 i bezpośredniego awansu do 1/8 finału. Oczywiście, jestem PRAWIE pewien, że stawka top 24 wyłoni się z obecnych 26 topowych ekip, i że Liverpool na pewno awansuje bezpośrednio. Ale nic nie jest na razie pewne, a wiele bardzo mocnych ekip na jakiejś pozycji zagra w barażach 9-24, w których wiele może się wydarzyć (na ten moment, mamy takie pary jak Atalanta-Real czy Atletico-Man City, no i oczywiście PSG-nikt, bo są poza promowanym miejscem hehe). Tylko, kurde, ależ będzie nawalone tych meczów w następnych miesiącach. Od połowy stycznia do początku marca, taki Real Madryt zagra pewnie sześć meczów w LM - dwie kolejki zakończenia grupy, potem za dwa tygodnie dwa mecze barażów 9-24, i za kolejne dwa tygodnie mecze 1/8 finału. To będzie okres próby. Dla fanów, mówimy o bodaj prawie siedemdziesięciu ważnych, kluczowych meczach LM w ciągu półtora miesiąca. Będzie ciężko za tym nadążyć chyba.
-
Od dawna była tradycja wypuszczania co 3 lata, ale według niedawnego "wielkiego przecieku", tym razem planowane są 4 lata. Brzmi to wiarygodnie, jako że gry powstają coraz dłużej, grafiki pokemonów stały się znacznie bardziej zaawansowane u jest ich już tysiąc ileśtam, a obie części na Switcha były krytykowane za niedopieszczenie i podgonioną na termin premierę. Gry co prawda sprzedawały się doskonale, ale wielu było krtytyków. Z tego co kojarzę, 2024 to pierwszy rok w historii bez ŻADNEJ gry Pokemon lol. Zawsze przynajmniej jakieś spinoffy były, niezawodnie. Nie dziwiło mnie to, przecież co za problem wysrać przynajmniej takie proste remake'i jak te Diamond i Pearl do następnej części, i zebrać PIĘTNAŚCIE MILIONÓW kupionych po 60 dolarów/euro sztuk (ja nie mogę, co za biznes, oni sprzedali 15 milionów sztuk takich prostych remake'ów, przy spadku ceny głównie tylko do 50 euro i okazjonalnych promocjach do niewiele poniżej 40 euro, mimo że już tyle lat od premiery). Ewidentnie firma przemyśliwa jakieś zmiany w podejściu. Nie jest to nadal pewne, bo gra na pewno wyjdzie przed Świętami i jest sporo czasu (ostatnia generacja praktycznie w ogóle nie była zapowiedziana nawet słowem przed lutym 2022), ale nastawiam się, że zimą zapowiedzą tylko Legends na ten rok (które też może być całkiem dużą i fajną grą, swoją drogą), a nowa część głównej serii dopiero w 2026.
-
Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2026 - Kanada, Meksyk, USA
ogqozo odpowiedział(a) na Figuś temat w Kącik Sportowy
W sumie racjonalnie to jakoś strasznie się nie dziwię, biorąc pod uwagę, o ile Mistrzostwa Świata są popularniejsze od wszystkiego innego w futbolu. Wystarczy popatrzeć na forum. Mało kto już się pasjonuje piłką jako taką, ale MŚ jednak przyciąga sporo osób. Na pewno kusiło, żeby powiększyć. To jest to, co ludzie na całym świecie kojarzą z futbolem, clou całego cyklu. Miesiąc, czy też miesiąc i 9 dni - to nadal nie aż tak wiele, w pewnym sensie. 4 dodatkowe miejsca dla Azji to akurat tyle, by znacznie zwiększyć szanse na udział Chin, a na pewno dołączyć liczne bogate rynki krajów arabskich, Japonii czy Australii naraz. Dodatkowe miejsca dla Afryki to też potencjalnie masa fanów - 5 reprezentacji, które odpadły w ostatniej fazie w 2022, to łącznie kraje mające 500 mln ludzi. Pozostałe dodatkowe miejsca, dla Ameryki Południowej i Europy, mogą pójść do krajów, które i tak byłyby w stanie powalczyć na imprezie. Trzy kraje niby, ale głównie w USA. Udział Meksyku i Kanady będzie pomniejszy. Jakieś 3/4 meczów w USA. Faza pucharowa już bardzo mocno skupiona na USA, na stadionach, które na co dzień goszczą 80 tysięcy ludzi na największych hitach NFL. Ale NFL chyba zaczyna sezon we wrześniu, więc spokojnie mogą je dostosować (to jest problem od dawna z organizacją MŚ w Australii, gdzie nie mogą się dogadać, by zabrać stadiony ich lidze "futbolowej", która gra w lecie i jest raczej w Australii sportem nr 1). Na pewno żaden kraj nie jest tak gotowy na organizację meczów, to są dopasione stadiony. No ale daleko, najgorzej będą mieć rywale Meksyku i Kanady, bo będą np. jechać z Toronto do Los Angeles, albo z Meksyku do Atlanty. Aż dziwne, że walka o organizację z Maroko była dość zacięta. Ja nie wiem, jak kraj wielokrotnie biedniejszy od Polski miał zamiar to wszystko zrobić. Maroko musiałoby prawie wszystko albo dopiero zbudować, albo przebudować. Na 14 stadionów, jakie zapowiadali, 9 w ogóle nie ma, a 5 trzeba by rozbudować. To w kraju, gdzie liga ma nieco mniej widzów na meczach, niż w polskiej Ekstraklasie lol. No i dochodzi do tego przedstawienie 72 baz treningowych i 72 baz noclegowych, z których te 48 reprezentacji by wybierało, i inne podobnie ogromne przedsięwzięcia. Nowe linie kolejowe, kilkadziesiąt szpitali... Oczywiście w końcu dostali 2030, ale na spółę z Hiszpanią, Portugalią i paroma innymi krajami. To już brzmi realniej, choć nadal zabawne, że Maroko robi stadion na 115 tysięcy widzów, ciekaw jestem co się z nim będzie działo. Godziny w 1994 r. były dostosowane do Europy, zazwyczaj w południe w danej strefie. Czyli u nas najważniejsze mecze były zazwyczaj bodaj o 20.30, 21, następne o 17. Tylko w grupie były mecze dodatkowe wieczorem w USA, czyli u nas bodaj o północy i nawet o 3 w nocy, fakt. -
Lewandowski hamulcowym nie tylko w kadrze, ale i w Barcelonie? Ostatnio wygrali 5-1 bez niego. Teraz, gdy zszedł, wygrali z Dortmundem. Niby lider strzelców w lidze i LM, czyli niby dobrze... Yamal ledwo skończył 17 lat, ale ma już chyba więcej idealnych dośrodkowań zewnętrzą częścią stopy, niż ktokolwiek w całej pro karierze lol. Coś, co byłoby highlightem roku, teraz przez Yamala jest czymś, co widzimy w praktycznie każdym meczu i w sumie mówisz "a ok, tak mu wrzucił", dzisiaj akurat ktoś tam nie wykończył, ale koleś posyła te dośrodkowania idealnie, niesamowita fizyka.
-
Ok, jestem zaskoczony. W sensie nie wiem, po co kupować grę na premierę na Steamie za 70 euro, skoro można za bodaj 10 czy 20 mieć Game Passa i ją przejść w trzy dni i potem jeszcze przejść wiele innych. Ale jeśli gra ma mało graczy nawet jak na produkcję Microsoftu, to cienka sprawa. Wiadomo, jakiego TYPU gry rządzą na rynku. Sequele klasyków to jednak pewniak, jak mniemam po wymienionych tytułach. Indiany chyba nie da się łatwo porównać do czegokolwiek gamplayem - jasne, niby do Dishonored, ale to chyba nie jest dla Steamowców jakaś wyjątkowo podjarna zachęta lol. Nie pierwszy raz w ostatnich latach, gra ma niby mocny tytuł i świetne recenzje, a jakoś nie tak działa hype w dzisiejszych czasach. Jak tak włączyłem sobie listę gie rmających najwięcej obecnie graczy, to... niewiele z niej rozumiem, szczerze mówiąc. Są tam wielkie klasyki i dobrze ocenione gry z ostatnich lat, przemieszane z przeróżnymi zdaje się randomowymi tytułami.
-
Kurde czasami już trudno nadążyć za forumem, czy jak mało osób w jakąś grę gra, to dowód, że mądrzy gracze słusznie odrzucają sprzedawane przez mylących się krytyków gnioty, czy dowód, że głupi gracze wolą kit a nie to co zapaleni miłośnicy wiedzą że jest dobre i zły znak dla branży. Hmmm czyżby to wszystko było dorabiane pod tezę, jak to. Ale w przypadku gry z Game Passa to chyba popularność na Steamie nic nie mówi. W sumie to może czegoś nie rozumiem, bo nie wiem, czy jest jakikolwiek powód, by dzisiaj tę grę kupić na Steamie, przecież kosztuje 70 euro, ile miesięcy czy lat Game Passa można za to kupić na tym samym pececie?
-
Serie A wygląda na najciekawszą ligę. Napoli po mocnym starcie już klapło i straciło właśnie lidera. Cieszy, bo już nie mogłem słuchać jaki ten Conte geniusz, ale przede wszystkim, Lukaku. Lukaku gra po prostu cienko, nawet nie wliczając że jest wśród najlepiej zarabiających graczy ligi (ale za Zielińskim hehe). Atalanta wygrywa mecz za meczem i mimo kiepskiego startu, jest liderem. Kolejny raz znalazła metody, by wypromować nowych graczy, i nie przejmować się odejściem starych. Niesamowity klub. Lookman znowu dostanie wszystkie głosy z Afryki i będzie w top 5 Złotej Piłki hehe. Retegui superstrzelec. Jeśli Ederson by faktycznie odszedł do Man City, pewnie i jego jakoś zastąpią. Peleton jest jednak szeroki. Najciekawsze, że jest w nim Fiorentina. De Gea to nadal zawodnik sezonu w lidze, dzięki niemu Viola wygrała sporo wyrównanych spotkań. Tak jak Atalanta, z De Geą weszli w ciąg wygrywania wszystkiego. Z przodu wyróżnia się Moise Kean - talent hype'owany od zawsze, chyba w końcu znalazł swoje miejsce. Wszystko nadal możliwe. Myślę, że Milan i Romę też jeszcze stać na włączenie się do walki o wyższe miejsca. Juventus gra najgorszy futbol świata, te mecze są okropnie antyfutbolowe, ale jakimś cudem nie przegrywa żadnego z nich. Chociaż faworytem chyba nadal musi być Inter...
-
Rebirth jakimś cudem bierze tę samą grę w tej jakości i robi z niej otwarty świat na 150 godzin takiej jakości, a może i wyższej. Jedyna gra nadal, która sprawiła, że faktycznie czuję że jest nowa generacja, a nie stopniowy spoko lekki rozwój. Obie gry w sumie są najlepsze na swojej konsoli, z dalekim dystansem nad resztą raczej, nie wiem co jest drugie (było 13 Sentinels, ale już wyszło na Switcha itd. więc nie trzeba aż PS4).
-
Tragedia, że o tej grze nigdy się nie mówi. Na Metacriticu nadal średnia 90-91, a mam wrażenie, że nikt w to nigdy nie grał. Co daje Game Pass, gdy gra wygląda jak niszowa i niskobudżetowa na zdjęciach - wystarczy poczytać moje posty w tym temacie, sam przez dobrych kilka godzin nie byłem przekonany czy gra jest aż tak dobra - a ŻADNE większe medium nigdy nie zrobiło recenzji. No, największy chyba jest Game Informer, który zrobił to półtora miesiąca po premierze, ale zrobił (i powiedział, że gra "jest lepsza od wielu tych klasyków, którymi się inspiruje"). Może DLC trochę będzie okazją, by ludzie porobili jakieś materiały. Oczywiście jak na grę robioną przez jednego kolesia, to jestem pewien, że i tak zarobił wystarczająco, by wyjść na swoje lol. Ale patrząc na inne przypadki takich genialnych projektów, nie robię sobie nadziei, że kiedykolwiek skończy jakąś następną grę hehe. Niech doi, o ile może.
-
Podawałem wyżej co znaczy słowo "grind". Serio nie wiem co można jeszcze z tym mielić. To słowo ma znaczenie. Nie można sobie po prostu wymyślać, co słowo znaczy, bo fajnie brzmi. I poza tym, nie, właśnie w tym momencie gram w Xenoblade i nie ma absolutnie żadnej, żadnej szansy że "robiąc prawie wszystko" jesteś na niższym poziomie niż przeciwnik. To jest niemożliwe przy tym jak działa skalowanie expa z samych walk z przeciwnikami na głównej ścieżce. Tocząc tyle walk, do których cię zmusza Dragon Quest XI czy tego chcesz czy nie, po prostu jest to niemożliwe mieć zbyt niski level. Gra ogólnie mnie o dziwo bardzo wciągnęła, choć początkowo uderzyła mnie starością - nie ma co, to nie tylko gra z 2011 roku, ale też z Wii, i mimo że odnowiono ją w HD ładnie, to jest to tylko odświeżenie, żadna większa przemiana. Te same elementy zostały potraktowane inaczej, faktycznie nowych grafik jest bardzo mało, głównie twarze postaci i elementy interfejsu, teraz bardziej to odczułem niż na Wii. Gra jest jednak po prostu niesamowita. Liczba funkcji, by było wygodniej, do dzisiaj powala, wiele innych wiodących RPG-ów powoli nadrabia. Co ważne, są to wygody tak podane, by nie było uczucia, że gra robi wszystko za nas, że po prostu wybieramy oczywistą opcję w menu jak w jakimś bardziej popularnym RPG-u. A opcji jest i tak masa. Można zawsze zmienić czas na dowolną godzinę. Mamy mapę postaci z wypisanymi miejscami i godzinami. Możemy wymieniać się na przedmioty do questów, i mamy podane kto ma jakie. Fast travel jest dostępny dla prawie wszystkiego i w obrębie danej lokacji natychmiastowy, a w innej - kilkusekundowy (choć fakt, że w tej części punkty bywają rozsiane nieco rzadko). Przeciwnicy normalni w ogóle nas nie atakują, a ci "agresywni" nie atakują nas, gdy mamy wyższy level - co sprawia, że odwiedzanie starych lokacji jest kompletnie luzackie i nie walczymy z kompletnie niczym, jeśli nie chcemy; możemy spokojnie przechodzic tylko główną ścieżkę, a robiąc questy poboczne, skupiać się tylko na tym, co sobie akurat zechcemy. Wersja Switchowa pozwala nawet kompletnie trzymać za rączkę i po prostu pokazywać kreskę na mapie gdzie iść z każdym questem, co jest rozwiązaniem jakby dla fanów popularnych RPG-ów i naprawdę polecam po prostu grać i cieszyć się widoczkami i światem, ale trudno narzekać na możliwość wyboru. Jednocześnie gra ma zaskakująco sporo sekretów, jak na to, że wszystko normanie jest opisane. Niemniej kilka rzeczy "ekstra" nie jest, czasem czegoś nie ma na mapie - ale rzeczy takich, które dają satysfakcję odkrycia czegoś samemu, nie są zaś kompletnie wymagane do przejścia gry, są dla ludzi chcących cyckać na maksa. Sekretne lokacje mogą nam dać przeciwnika "wyprzedzającego" to, czego się spodziewamy, a wielkie potwory na levelu 70, 80, 90, które straszą nas po drodze, ostatecznie rozwalone dają nam książki pozwalające podnieść techniki do X poziomu. Chociaż postaci są oznaczone na mapie kropkami, to jest ich taka masa, każda z przynajmniej paroma zdaniami do powiedzenia, że wydaje się, iż za każdym razem odwiedzając miasto spotykamy ciągle nowe, albo stare mają nowe reakcje na to co się wydarzyło z innymi - nieraz dają nam one całkiem długie questy, które mogą nawet dać nową ścieżkę skillów czy nową podlokację, dając uczucie wielkiego szczęścia, że na to akurat w końcu wpadliśmy. Niemniej nic nie jest wymagane - robiąc 80% albo 60% questów, nadal spokojnie można przejść grę niemal tak samo, robiąc za to co innego. Połączenie tego quality of life z tym, jak artystyczna jest ta gra - jak wyjątkowe są lokacje i muzyczka i społeczności dające ci razem feel bycia w czymś specjalnym - to naprawdę aż za dużo dobrego. Technicznie gra na pewno była niesamowitym osiągnięciem na Wii. Takie lokacje przemierzane w taki sposób w takim tempie, to coś niespotykanego. Oczywiście, dziś, po Rebirth, można pomarzyć o remake'u tej gry na poziomie Rebirth, na ogromnej konsoli PS5, z dużo większą jakością obrazu. Trzeba się przyzwyczaić trochę do tej grafiki, by gra działała na wyobraźnię tak, jak za czasów Wii. Cała reszta za to pozostaje niewiarygodnie dobra. Nic dziwnego, z perspektywy czasu, że Nintendo chcąc zrobić najlepszą grę wszech czasów w postaci zupełnie nowej Zeldy open world, zgłosiło się do Monolithu po pomoc. Gry open world przed Xenoblade zawsze kojarzyły mi się z tanio generowanym kontentem, mało ciekawym artystycznie, dużymi ale prostymi mapami (nawalone trawy, nawalone drzew, nawalone kamieni), brakiem wyrazistych momentów. Pamiętam to łażenie przez Elder's Scrolls czy Fallouta i uczucie, Jezu, ile człapania i nawet nie umiałbym opisać tego co widzę. Te gry były dla swoich fanów i miały licznych fanów, ale dla fana wzruszających wymuskanych doświadczeń rodem z Final Fantasy i Chrono Triggera, nie miały żadnej intrygującej zawartości. Ten przełom się przypomina, grając dziś w tę grę. Ich operowanie sanboxami, byśmy widzieli tyle przestrzeni na małej konsolce, i faktycznie cały czas byli w tym miejscu i widzieli to wszystko dokoła co tam spójnie jest, to jakiś geniusz designu przestrzennego. Możliwości przed Monolith są nadal ogromne - ich ambicje co do budowania świata w którym się non stop zarąbiście gra na pewno ograniczają szczegółowość grafiki, co w kolejnych częściach na Switchu ulepszano raczej poprzez zmianę stylu i ładniejsze kolorki, niż jakiś ogromny skok techniki detalu by wszystko wyglądało jak w Rebirth, co oczywiście nie jest możliwe na Switchu. Podstawy są niesamowite. Kolesie są kompletnymi geniuszami rysowania przepięknych, od razu rozpoznawalnych, mających niesamowitą ilość charakteru lokacji; dopieszczają wszystkie elementy gry topowo; robią genialną, wzruszającą, wywołującą dziwne mistyczne uczucie muzykę, która - jak dziś to cudowne! - nie jest ani minimalistyczna, ani nie jest banalnym typowym hollywoodzkim mówieniem ci że masz się jarać bo napierdala; no i ma cudownie rozwiązane motywy dnia/nocy... jest po prostu jak muzyka z czasów, gdy gry jRPG nie były gadane i były opowiadane muzyką, pełna melodii i opowieści; mają też dobrych scenarzystów z masą pomysłów. Żadna seria Nintendo nie ma tak oczywistego potencjału na rozjebanie nas jeszcze bardziej na nowej, przypuszczalnie zauważalnie "mocniejszej", konsoli.
-
Nie w tym sęk, że nie zarabiają dużo na meczach na żywo. Chociaż nie jest to nic. Meczów jest 82 w sezonie. Każda ekipa ma u siebie 41 meczów, razy 18 tysięcy = prawie milion widzów w sezonie. Średnia cena biletu to teraz ponad 100 dolarów (zależy jak liczyć, ale jako że hale są pełne, a dobre miejsca pożądane, realne ostateczne totalne ceny są wysokie - jasne, są i bilety bardzo tanie, ale podawane średnie rosną), a ponadto hala sporo zgarnia z drogiego jedzenia i parkingu. Kilka lat temu z okazji korony media podawały, że każdy mecz to już dla NBA średnio ponad milion dolarów przychodu, a playoffowy - dwa miliony. Nie jest to nic, patrząc na liczbę meczów. Wliczając mecze playoffowe, kwota z tych meczów za cały sezon dochodzi więc pewnie już do półtora miliarda. Nie jest to nic. Choć jasne, nie jest to podstawa przychodów. Chodziło mi jednak o to, że gdy kibice chodzą na te mecze na halę, to styl gry jest ten sam, trójek rzucanych tyle samo. A jednak chodzą chętniej niż kiedykolwiek w historii. Więc może inne czynniki mają większy wpływ, niż te trójki, które miałyby decydować o spadającej oglądalności w TV. Edit: Sorry, podawana średnia była 1.2 miliona za mecz, co oznaczałoby prawie półtora miliarda bez playoffów, z playoffami trochę ponad półtora miliarda.