Skocz do zawartości

ogqozo

Senior Member
  • Postów

    23 367
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    53

Treść opublikowana przez ogqozo

  1. ogqozo

    PSVita - temat ogólny

    Tak powiedzieli???
  2. ogqozo

    Darren Aronofsky

    Uznałbym, że są wręcz przeciwieństwami, ale to nie ja wysunąłem to porównanie. W internecie często je widzę, na Filmwebie chociażby, gdzie podaje się "Łabędzia" jako przykład na zasadzie "ale to social network słabeeee, Amerykanie som gupiiii, Black Swan dużo lepszy". Tak że widać pewną prawidłowość. Na Filmwebie jak spróbujesz pogadać to tylko cię wyśmieją, że jesteś fanem Fejsbuka i dlatego gloryfikujesz film o Fejsbuku (nie ma to jak logiczny argument), ale tutaj jest bardziej osobisty kontakt i można się czegoś dowiedzieć o kryteriach mas. No, przynajmniej próbować, bo na razie się dowiedziałem, że film jest dobry bo kobiety są głupie, a jego płytkość, dialogi z drewna i brak spójności to nie wada, tylko charakterystyczny styl Aronofsky'ego. Co nie do końca zresztą jest prawdą. Teledysk ma to do siebie, że się dużo pracuje nad reżyserią, a mało nad scenariuszem. Tutaj jest tak samo. Darren nie pisze swoich filmów i pewnie stąd taka huśtawka jeśli chodzi o ich poziom. Mimo wszystko jest bardzo dobrym realizatorem, jednak jeśli ani scenarzysta, ani reżyser nie zapragnie uwiarygodnić choć trochę postaci i przybliżyć ich psychologii, film nie przeskoczy pewnej poprzeczki. O tym, jak dobre jest tu "Social Network", niech świadczy fakt, że na koniec i tak może skorzystać z najbardziej banalnej "różyczki", ponieważ po pierwsze - pokazano dokładnie, że bohater ma wszelkie podstawy, by tę obsesję przeżywać, a po drugie - uwiarygodniono jego psychologię pokazując inne postaci i świat, który nie jest taki prosty. "Czarny łabędź" ma zakończenie oparte na tej samej zasadzie, ale jego "perfekcja" jest puentą historii, której nie pokazano - nie dostrzegłem zasady, wedle której seks z Milą Kunis miałby być drogą do perfekcji. Wobec tego powstaje wrażenie, że cała ta sekwencja powstała tylko dlatego, że Aronofsky lubi lesbijski seks. Chociaż możliwe, że po prostu starał się połączyć zbyt wiele historii w jedną. Ech, no faktycznie brzmi jakbym objeżdżał film, ale to nie tak, po prostu czasem film ma taką wadę, która przeszkadza go doceniać i tyle. Osobiście wolałbym oglądać zapętloną pierwszą (lub inną) scenę z "Social Network", niż "Łabędzia", bo jest po prostu bardziej dopracowana, bardziej wrażliwa, lepiej nakręcona, lepiej zagrana i ma dużo lepsze dialogi. "Łabędź" to inny typ filmu, no ale porównania zupełnie nie wytrzymuje, co każe się zastanawiać, czym konkretnie kierują się ci wszyscy komentatorzy z internetu, głoszący jego wyższość nad "przereklamowaną reklamówką Fejsbuka".
  3. ogqozo

    Darren Aronofsky

    To jest twoje wrażenie, które właśnie opisałem. Jak ktoś powie "Black Swan fajny lepszy od Social Network" to po prostu wyraża swoją opinię, jak ja powiem "Black Swan infantylny, gorszy od Social Network" to zbawiam i naprawiam świat. Daj spokój. Napisałem, jakie cechy ma "Łabędź" i porównałem z analogicznymi "Social Network", później napisałem o pewnej słabości filmu, jakiej porównywany obraz nie posiada. Przepraszam, że użyłem w ogóle jakichś argumentów, pewnie powinienem tak jak Obso najpierw nazwać film bezczelną zrzynką, a później wystawić wysoką ocenę, bo baby są głupie; to by się pewnie lepiej czytało.
  4. ogqozo

    Darren Aronofsky

    Ja go nie zjechałem. Nie wiem, na czym opierasz tę opinię, skoro spośród jego pięciu filmów dwa najnowsze zbierają najlepsze recenzje.
  5. ogqozo

    Darren Aronofsky

    Uwielbiam to, jak wiele można się o sobie dowiedzieć od ludzi, którzy mnie w życiu na oczy nie widzieli. Jedni uczą mnie o moim pochodzeniu, a inni o meandrach mojej psychiki. Nie no, oczywiście, wiadomo, że to wasza opinia jest prawdziwa. To wy odbieracie film "normalnie", jak należy, bez żadnych uprzedzeń, wasze podejście jest perfekcyjne, jesteście tru. To, że dwóch ludzi ma inny gust, jest niemożliwe, więc jeśli ja wyżej cenię inny film, to na pewno jest to wywołane chęcią wywyższenia się i przekonania ludzi na forum internetowym, że jestem "prawdziwym znawcą kina" (w obowiązkowym cudzysłowie, bo przecież wiadomo, że nie można znać się na czymś bardziej od nas - jedyną możliwą przyczyną wyrażenia odmiennej od naszej opinii o filmie jest pozerstwo). Nie wiem, czy zauważyliście, ale ja napisałem coś o filmie, a nie o tym, jakie konkretnie spaczenia psychiczne mają osoby, które odniosły inne wrażenia ode mnie. Generalnie, tak, "Łabędź" jest teledyskowy, i to jest wada. Jest sama obsesja, ale motywacja dla niej jest szczątkowa, czyli mamy formę bez treści, czyli teledysk. Lubię coś takiego obejrzeć, jeśli jest efektowne, no ale jednak wolę filmy od teledysków. Jezus, jaka pozerska opinia, koleś udaje że woli filmy od teledysków.
  6. ogqozo

    Darren Aronofsky

    Widzę, że po nieco gorzej przyjętym przez tłumy "Zapaśniku" Aronofsky powrócił na tron idola nastolatków, którzy mylą emocjonalność z teledyskową dosłownością. No spoko, ale wierzcie mi, że "Social Network" też jest fajnie nakręcone, jak się lepiej popatrzy, w dodatku jest jakby bardziej świadome, które jego fragmenty już w kinie sto razy były, i generalnie jest po prostu bardzo dobrym filmem, tak że pozostanę przy swojej opinii. "Łabędź" to film, który jeszcze bardziej niż "Requiem" jest niewolnikiem jednej sceny, w taki typowo Aronofski, obciachowy nieco sposób, zresztą Człowiek-Obsesja już doczekał się w niektórych kręgach nowej ksywy, zamiast "Mr. Ass-to-Ass" będąc określany mianem "Messieur Clit-lick". Jako miłośnik Kunis i Portman jestem mu za to wdzięczny, ale mógłby dodać coś jeszcze od siebie przez pozostałe 118 minut filmu, zamiast miksować same klasyki i wykonanie znane już z "Requiem"... Film jest spoko, ale więcej rozrywki dał mi ten skecz z "SNL".
  7. ogqozo

    Darren Aronofsky

    To "naprawdę" prawie mnie przekonało.
  8. ogqozo

    TRANSFERY

    nie wiem kto to jest
  9. ogqozo

    Oskary 2011

    Tak to bywa z pewniakami. W zeszłym roku było lepiej, bo długi czas "Hurt Locker" miał kurs 2,4; pisałem zresztą tu na forum, że to absurd. Swego czasu pisałem też, żeby stawiać na "Social Network", kiedy też kurs był grubo powyżej 2; teraz jest pewnie koło 1,25. W sumie nie wiadomo, kto wygra, widzę spore szanse dla "King's Speech", ale nie na tyle, żeby postawić sporą kasę. Tzn., jak się nie ma w tym przyjemności z samego stawiania. Na razie nie dostrzegłem żadnych super typów - tam, gdzie kurs wysoki, tam i zwycięstwo niepewne. Osobiście postawiłem kasę na Melissę Leo, planuję za muzykę do "Social network", ale nie wiem, czy się przejadę. Tak samo zresztą jak z aktorką drugoplanową, w sumie każda z pięciu ma coś w sobie, co pozwoliłoby jej zebrać głosy.
  10. ogqozo

    Oskary 2011

    Bez jaj, "Toy Story 3" sporo osób doceniło, Tarantino uznał, że to najlepszy filmu roku. No chyba że uważasz, że Tarantino się nie zna na filmie tak jak ty, w sumie pewnie tak uważasz. Mimo wszystko są to nagrody całego AMPAS, tysięcy ludzi, konsensus gustów, a nie nagrody pod tytułem "wszyscy staramy się zadowolić Obso". IMO wybór całkiem niezły, w porównaniu do lat zeszłych... Nie ma żadnej totalnej kaszany, a takowe czasem nawet zdobywały statuetkę. Nie ma też żadnych aż tak skandalicznych pominięć, chociaż jak już ktoś napisał, jeśli Scorsese i Polański kręcą dobre filmy i nawet nie są brani pod uwagę przy ustalaniu top 10, a Ben Affleck jest, to trochę dziwny jest ten świat. Co do dziesięciu ponadprzeciętnych filmów anglojęzycznych to myślę, że spokojnie by się znalazły. "Autor widmo", "Prodigal Suns", "October Country", "45365", "Greenberg", "Scott Pilgrim", jeszcze parę innych mniej znanych, to wszystko są filmy ponadprzeciętne. Plus "Social Network", "Do szpiku kości", "Fighter", "Łabędź", no na luziku by się dziesięć znalazło.
  11. ogqozo

    Oskary 2011

    Tutaj się zgadzam. A nie, sorry, napisałeś "sensowny". Myślałem, że napisałeś "słaby". No to nie, nie zgadzam się.
  12. ogqozo

    TRANSFERY

    Balotelli podobno niedługo.
  13. ogqozo

    Oskary 2011

    Tak jak każdy się spodziewał. Chociaż bez sensu, że zakwalifikowali ją jako drugoplanową, ale cóż, nie oni pierwsi. Nominacje sugerują, że "King's Speech" może wygrać. Brak nominacji dla doskonałej roli Andrew Garfielda to jak fak pokazany "Social Network", mimo wielu innych nominacji. Jak już pisałem, skoro połowa akademii to producenci i aktorzy, a obie te grupy wydają się bardziej lubić "King's Speech", to wnioski wydają się oczywiste. W tym momencie stawiałbym kasę na "King's Speech", gdybym nie przegrał wszystkiego, co zarobiłem na Globach, na NBA.
  14. ogqozo

    Darren Aronofsky

    Nie jest. Kategoria nazywa się "original score" i dotyczy muzyki napisanej dla filmu. Remixowanie Czajkowskiego się nie liczy.
  15. ogqozo

    The Social Network

    No nie chciałbym wchodzić w te rejony, bo jak mówię, nie uważam, żeby wartościowanie gustów miało sens, ale bądźmy szczerzy, korelacja wykształcenia i gustu filmowego jest bardzo duża. No i co, mam kłamać? W dzisiejszej cywilizacji internetowej wykształcenie nie jest nawet kwestią klasy, tylko wyboru, więc nie wiem, co w tym dziwnego. Ktoś tam spędza czas ucząc się geodezji lub programowania, inny analizuje filmy. Jezus, o kim niby źle to świadczy. O nikim. Nazywanie krytyków filmowych "przeintelektualizowanymi" to tak, jakbyś stwierdził, że Robert Kubica jest gorszym kierowcą od ciebie, bo jest "przejeżdżony". No tak, jaki śmieszny Robert, po co on tak jeździ, gupka z siebie robi, kiedy można sobie powoli trabancikiem na trasie z Lublina do Rzeszowa jeździć. No można, nie ma w tym nic złego, samochód jest dla człowieka a nie odwrotnie. Ale nazywanie Roberta śmiesznym, bo jest w jakiejś jednej rzeczy bardziej doświadczony od ciebie, to żenada.
  16. ogqozo

    TRANSFERY

    Niski wzrost - dobrze grają. Wysoki wzrost - źle grają. Wnioski są oczywiste.
  17. Nom Louie spoczko. Jeden z lepszych nowych seriali w tym kiepskim pod tym względem roku.
  18. ogqozo

    The Social Network

    No ale to jest film dla krytyków, więc te nagrody mogą mylić. Publiczność bardzo lubi "King's Speech". Osobiście wolałbym, żeby wygrało "Social Network" i komentatorom na Filmwebie żyłka pękała z niemożności zrozumienia, jakim cudem ktoś może mieć inny gust, niż oni. Forum "The Hurt Locker" do dzisiaj tętni nieudolnym hejtem, regularnie wchodzę i brechtam.
  19. ogqozo

    The Social Network

    "Złote Globy" to nie jest żadna europejska nagroda. To nagroda krytyków z Hollywoodu, bardzo randomowych. Więcej lizusostwa, niekompetencji i korupcji nie znajdziecie nigdzie indziej. Wystarczy zobaczyć, że nominowali "Turystę", "Alicję" i "Burleskę" (filmy na 1/10) zamiast "Scott Pilgrima". Co do szans filmu Finchera i Sorkina na triumf w Oscarach... "Brokeback Mountain" też kosiło, aczkolwiek to był inny rok, był też np. "Capote" czy "Monachium" dla fanów ambitniejszego kina, więc film Anga Lee mniej dominował, ale jednak. Oscara dostało "Miasto gniewu", jeden z kilku naprawdę beznadziejnych obrazów nagrodzonych tą statuetką. Co do "Social Network" też może się skończyć niespodzianką oscarową. Krytycy to nerdy, intelektualiści, i sądząc po tych mi znanych - prawdziwe du'pki (albo przynajmniej się starają). W dodatku są inteligentni, więc wiedzą, o co chodzi w tym filmie i dlaczego jest tak wyjątkowy. To jak najbardziej spodziewane, że bardziej do nich przemawia "Social Network", niż płytki, rozpraszający i tanio poprawiający humor English buddy movie "Jak zostać królem" czy pop wersja Polanśkiego "Czarny łabędź". Co innego filmowcy. To nie jest film stworzony dla nich, więc pewnie mniej kochają "Social Network" - pytanie, o ile mniej. Myślę, że mogą zejść w stronę angielskiego filmu. "Jak zostać królem" to nie "Avatar", to film, w którym prawdziwi ludzie grają prawdziwych ludzi, łatwo go lubić. Nie mówię, że postawiłbym kasę na inne rozwiązanie niż skoszenie "Social Network" (film, reż., scenariusz, muzyka, montaż), ale podczas ogłaszania nagród Związku Aktorów będę miał otworzoną stronę bukmacherską. Jeśli "Jak zostać królem" będzie popularnejsze wśród producentów i aktorów - to te grupy stanowią połowę Akademii, więc będzie to oznaczało, że... może być różnie.
  20. ogqozo

    The Social Network

    W zasadzie to napisałem powyżej, czemu takie teksty są bez sensu, no ale spoko.
  21. ogqozo

    Bundesliga

    Gol Matuszczyka. http://www.youtube.com/watch?v=UEIrMM0L73U On gra w polskiej kadrze? Bo wydaje się całkiem niezły.
  22. ogqozo

    Nintendo 3DS

    No cóż, pamiętam launch pierwszego DS-a. Był port Super Mario 64 (w sumie gorszy od oryginału), Rub Rabbits (seria minigierek, dwa dni fajnej zabawy a później żal wydanej kasy) i Zoo Keeper. Ale lata 2005 i 2006 to już wysyp fantastycznych gierek. To, jak wygląda teraz linia gier na 3DS, nie dziwi. Biorąc pod uwagę, jak długo tę zachwycającą (załóżmy na razie, że 95% dziennikarzy, którzy widzieli na własne oczy, ma rację) technologię trzymano pod kluczem, nie można było oczekiwać, że od razu Square zrobi nowe Final Fantasy jako exclusive a Rockstar dorzuci GTA V. Generalnie 3DS mnie jara jak każdego, rewolucyjność tej technologii jest na skalę globalną, a nie tylko gier (poczytajcie sobie np. relacje z bawienia się Face Raiders - nie mówiąc już o ekstatycznych opisach samego wyświetlacza, które już tu cytowałem chyba przy E3). Jednak biblioteka dostępnych gier może wcale nie być lepsza, niż na DS-ie. 3DS wydaje mi się nieco ograniczający dla pomysłowych developerów. W takim next-genowym stylu: "lepsza" grafika oznacza konieczność dłuższej pracy nad nią; obecność Wi-Fi oznacza, że trzeba zrobić tryb multi, bo w końcu mamy XXI wiek i trzeba... I tak dalej, kompromis po kompromisie, okazuje się, że dobre gry wydają tylko cztery zachodnie firmy i dwie japońskie, bo reszty nie stać. A te dobre gry wcale nie są tak dobre, jak mogłyby być, gdyby zrezygnować z tych wszystkich bajerów "XXI wieku" i postawić na granie. Już sam sprzęt sugeruje pewną zmianę filozofii. 3D oznacza, że konsolę można trzymać tylko poziomo. Ekrany mają różne wymiary, różne rozdzielczości, 3D jest tylko na górnym a dotyk tylko na dolnym - tak więc jedyny sensowny podział to akcja na górnym i jakieś pierdółki na dolnym, np. menusy; tymczasem na DS-ie często fajnie wykorzystywano "równość ekranów". Gałka analogowa oznacza albo zrezygnowanie z gier "dotyk+przyciski", albo utrudnienia dla leworęcznych. Ekran dotykowy nie jest bardziej czuły niż na DS-ie starym, a kto bawił się np. iPhone'em, ten wie, że lepszy panel dotykowy pozwoliłby na wiele nowych rozwiązań w gameplayu. Nic dziwnego, że zrobienie dopasionej gry z PS2 wydaje się najbardziej logiczne. Ale jak pokazują relacje, 3DS nie tylko zabija kilka starych pomysłów, ale daje też szanse na parę nowych. Zobaczymy. Na razie konsola wydaje się pewniakiem, ale dla mnie przesądzą gry. Na razie nie da się oszacować, jak z tym będzie.
  23. ogqozo

    The Social Network

    Czyli co, krytycy, którzy się jarali "Hurt Lockerem" półtora roku przed Oscarami już wiedzieli, że będzie walczył z "Avatarem"? Wow, co za przenikliwość. Właśnie to mnie bawi w komentarzach na Filmwebie. Nie rozróżniają pojęć "film, który dostał Oscara" i "film, który dostał wszystkie nagrody, w tym Oscara". Wydaje im się ponadto, nie wiem czemu, że Oscary to jakieś wyłączone ze świata widowisko, w którym grupka trzymająca władzę w Hollywood kombinuje wspólnie, jaką by tu opcję światopoglądową poprzeć. A później krytycy to niby podłapują i się jarają, zmanipulowane owieczki. Wygląda jakby ci ludzie nie zdawali sobie sprawy, że krytycy idą na pokaz prasowy albo dostają screenera przed premierą i zazwyczaj tylko bardzo oględnie mają pojęcie, czy film się podoba innym, w momencie pisania recenzji. To raczej Oscary są skutkiem; nie zawsze tak jest, ale akurat w ostatnich dwóch latach tak (zakładam, że Social Network ma zwycięstwo w kieszeni). I to jakiś paradoks, że akurat na tych dwóch zwycięzców, być może najlepszych Oscarowiczów w ciągu ostatnich 30 lat, publika popularna (wnioskuję z for FW) non stop jeździ i mówi o "upadku Oscara", podczas gdy krytycy w sumie chwalą, że widocznie ludziom w Akademii znudziło się nagradzanie ckliwych, męskich dramatów o bohaterze, który mimo przeciwności losu... itd.
  24. argument lepsze
  25. ogqozo

    The Social Network

    E tam, to jescze nic. Najlepszy hejt to idzie na forum "The Social Network" na Filmwebie, ludzie tam mają naprawdę problem z tym, że krytykom i filmowcom się podoba obraz, który im się nie podoba. Chyba nie czają konceptu, że ludzie mogą mieć różne gusta (np. ludzie żyjący filmem mogą mieć inny gust niż internauta bez wykształcenia, który sobie raz na tydzień coś tam ściągnie z internetu - nie, to nie może być prawda), więc szukają powodów, dla których film jest doceniany, bo przecież dobry na pewno nie jest, skoro oni go nie skapili. Więc albo wyzywają tamtych od idiotów (czasem pośrednio np. "to takie amerykańskie"), albo sugerują korupcję, albo że wszyscy nagle postanowili zrekompensować Fincherowi jego całą karierę (tak, "Benjamina Buttona"!)... Genialna lektura, aczkolwiek również dobijająca. Tak samo w zeszłym roku na forach FW można się było dowiedzieć, że wszystkim się podoba "The Hurt Locker", bo co prawda jest słaby, ale nakręciła go kobieta i oni faworyzują kobiety - a ja głupi zawsze myślałem, że kobiety co roku kręcą dziesiątki filmów.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...