Wrzucę tu kompilację moich trzech ostatnich wpisów o platynkach, coby nie było że się nie udzielam
Wredna platyna #51 - calak w Demon's Souls, dodatkowo w Sylwestra to piękne pożegnanie z rokiem 2013, nie ma co:D.
Od czego by tu zacząć? Grę odpalałem wielokrotnie już daaaawno temu, ale jakoś nigdy nie potrafiłem przysiąść do niej na poważnie. Owszem, zawsze byłem zauroczony klimatem, ale ciągle szukałem wymówek, byle tylko nie doświadczyć tej legendarnej już trudności na własnej skórze. W końcu zająłem się demonami na serio i wsiąkłem na maxa.
Dla niekumatych - sama gra to takie Diablo, tyle że z dużo mroczniejszym, przygnębiającym klimatem, ciekawszą perspektywą przedstawienia postaci i slasherowym, skillowym systemem walki (w przeciwieństwie do "klikadła" od Blizzard).
Gra japońskiego studia From Software to arcydzieło designu i rozplanowania poszczególnych elementów rozgrywki - tu wszystko ma sens, wiele rzeczy jest zależnych od innych (tendencje) a kapitalnie zaprojektowane miejscówki cieszą oko i pozwalają na dość nieliniową eksplorację tych ponurych krain (fajnie rozwiązane skróty itp).
OK, to już wiecie, że gra mi się spodobała (do tego stopnia, że chyba "łyknę" wersję amerykańską, którą widziałem dziś w empiku - tylko po to, by wbić drugi komplet pucharków - będzie to niezwykle przyjemne doświadczenie - już to wiem:D), a jak jest z tą legendarną trudnością?
Tutaj sprawa jest niejednoznaczna... Z czasem trudność tej gry po prostu uległa dewaluacji. O ile na samym początku gracze mieli naprawdę przerąbane, bo mało było o tym tytule wiadomo, rządziły nim skomplikowane i niezrozumiałe (na pierwszy rzut oka - teraz jest to dla mnie idealnie przemyślane) zasady, tak z upływem lat w sieci pojawiło się całe mnóstwo poradników, kompendiów wiedzy, filmików instruktażowych (zarówno takich treningowych, jak i obnażających pewne niedociągnięcia czy glitche, które gracz może stosować na swoją korzyść), no i pojawili się gracze, którzy swym doświadczeniem (a także wymaganym do trofeów ekwipunkiem) mogli dzielić się z nowicjuszami poprzez nowatorski i genialny w swej esencji co-op.
Gdybym miał podejść do sprawy uczciwie, nie wspomagać się żadnym z glitchy (oprócz ewentualnie takich na pokonanie bossów) ani znajomymi, którzy mogliby użyczyć mi swojego żelastwa - wtedy musiałbym przejść grę około trzech razy (w New Game + poziom trudności skacze drastycznie w górę!) i z czystym sumieniem wystawić ocenę trudności w okolicach 8/10 - lekcje, których udzielają nam bossowie, a czasem nawet zwykli przeciwnicy, bywają naprawdę bolesne...
Z racji tego, że popełniłem pewien błąd na początku rozgrywki, który kosztowałby mnie dodatkowe 2 przejścia gry, postanowiłem jednak w dalszej części gry wspomóc się glitchem na duplikowanie dusz, co pozwoliło nie tylko nabić level ale i załatwić wszelkie trofki wzajemnie wykluczające się (albo przeznaczysz duszę jakiegoś demona do nauki czaru/cudu, albo na wykucie broni).
Biorąc pod uwagę całą gamę możliwości oraz wiedzę, jakimi dysponują obecnie gracze chcący splatynować Demon's Souls musiałbym wystawić ocenę w okolicach 6/10, nie więcej.
Żeby było jednak sprawiedliwie... 7/10, jako średnia z obydwu metod będzie najbardziej adekwatną notą.
Wredna platyna #52 - Minecraft...
Napiszę tylko, że po raz pierwszy miałem styczność z tym tytułem i przyznaję się do grzechu oceniania książki po okładce. Minecraft To naprawdę nietuzinkowy i potężnie rozbudowany tytuł (a "waży" zaledwie 86MB:)).
Owszem, fabuły tutaj nie ma, a grafika jest bardzo umowna, ale sama rozgrywka bardzo umiejętnie żeruje na instynktach grającego, wciągając jak bagno, dzięki udanemu łączeniu wielu patentów z różnych innych tytułów. Mamy tu trochę Diablo, Demon's Souls, Dead Island, Skyrim, Little Big Planet i pewnie jeszcze coś by się znalazło, ale nie chce mi się już dalej rozkminiać
Oczywiście piszę tutaj o głównym wątku "fabularnym", którego ramy wyznaczają nam trofea. Oprócz tego możemy tworzyć własne światy w trybie Create i tam Minecraft może być już tym, czym twórca zechce, żeby był - jednak aż tyle wolnego czasu nie mam, więc skupiłem się tylko na trybie dającym pucharki
W temacie dzbanków nie ma tu niczego nadzwyczajnie skomplikowanego, choć dla nieobeznanych w temacie polecam Tutorial i jak najdłuższe w nim przebywanie - można tam wbić większość trofeów i przeważnie jest to rozwiązanie najszybsze.
Lwia część pucharków wpada po zdobyciu lub wytworzeniu jakiegoś przedmiotu, więc jedynym problemem będzie zdobycie odpowiednich surowców. Kłopoty może sprawić trofeum Sniper Duel za ubicie szkieletora z ponad 50 metrów strzałą z łuku - polecam go uwięzić, obudowując - inaczej jest to praktycznie niemożliwe.
Trofeum The End. za zabicie Enderdragona też może być problematyczne, bo trzeba posiadać spory zasób strzał do łuku a sam smok jest całkiem upierdliwy, nie wspominając o Endermanach licznie mu towarzyszących - przyda się dobra zbroja i konkretny miecz. Poza tym jest raczej lekko, łatwo i przyjemnie, również w co-opie (pozdro diablik).
Samą grę trudno mi ocenić, choć gdybym miał się dać ponieść konwencji to pewnie z 8/10 bym machnął (a co?! ).
Trudność zdobycia platyny oceniam natomiast na 3/10
Wredna platyna #53 - Dark Souls.
Po zcalakowaniu Demon's Souls poczułem, że te tytuły są w moim zasięgu i wcale nie są tak koszmarnie trudne, jak się o nich pisze - to po prostu genialnie zaprojektowane tytuły, które w "staroszkolny", uczciwy sposób traktują gracza - jak samodzielną, myślącą istotę, a nie przygłupa z zaburzeniami orientacji przestrzennej, który potrzebuje wielgachnej strzałki na ekranie, żeby nie zgubić się w korytarzu bez rozgałęzień (tak RE6 - do ciebie piję).
Obydwie części "Soulsów" to swoisty hołd złożony grywalności i "czystości" oldschoolowych tytułów - brak zbędnej filmowości, wszędobylskiego QTE - czysty gameplay, gracz i wyzwania, którym musi stawić czoła. No i satysfakcja - ogromna satysfakcja z pokonywania kolejnych przeszkód.
W temacie trudności mam mieszane uczucia - w sumie to wydaje mi się, że jest trudniej niż w Demon's Souls - głównie dlatego, że w poprzedniku była masa sposobów na bezstresowe ubicie kilku bossów - w Dark Souls nie ma tak łatwo, żaden z głównych szefów nie pozwoli na zakradnięcie się od tyłu, potraktowanie np. trującą chmurą i obserwowanie, jak powoli kurczy się mu pasek energii. Dla zrównoważenia, w Dark Souls możemy często przed walką z bossem przyzwać do pomocy jakiegoś NPCa, ale musimy być w formie ludzkiej, więc jednocześnie narażamy się na inwazję ze strony innych graczy - nie ma lekko:).
Podsumowując ten fragment o samej grze - Dark Souls to cudeńko, które jest rozwinięciem idei zapoczątkowanych w Demon's Souls (oficjalnie to nie sequel, bo Sony grozi palcem:)), które teraz wygląda niczym demo przy swojej młodszej siostrze. Ja zostałem kupiony całkowicie i z wypiekami na twarzy wyczekuję następnego weekendu, kiedy to położę swoje łapska na Dark Souls II - wyrobiłem się z calakiem idealnie
Trudność platyny jest oczywiście wypadkową wszystkich pozostałych pucharków, ale tak naprawdę żaden z nich nie jest jakoś specjalnie wymagający. Większość z trofeów związanych jest z postępami w historii, dwa są za różne zakończenia, więc trzeba przejść grę przynajmniej dwukrotnie. Najdłużej zejdzie z trofeum Knight's Honor - za zdobycie wszystkich rzadkich broni - nie dość, że wymaga to lizania ścian i przeszukiwania każdego kąta (a także trochę grindowania w przypadku niektórych zabawek) to jeszcze wliczają się do tego bronie wykute z pomocą dusz bossów, przeważnie po dwie różne bronie z jednej duszy, a w jednym wypadku nawet 3, więc chcąc uczciwie wbić to trofeum trzeba przejść grę przynajmniej 2,5 raza. Największym wyzwaniem w drodze do platynki nie są więc pucharki a poziom trudności samej gry i, podobnie jak w przypadku poprzednika, spora ilość rzeczy, o których musimy pamiętać, żeby nie musieć robić dla nich dodatkowego przejścia gry. Śmiem nawet twierdzić, że najpoważniejszą przeszkodę w drodze do upragnionego calaka stanowi sam gracz - jego charakter i to, jak bardzo dał się zcasualizować dzisiejszym produkcjom dla idiotów.
Osobiście jestem bardzo dumny z tej platynki, bo wszystko robiłem sam, bez glitchy, z wszystkimi patchami i zawsze online, więc mam nie lada satysfakcję, że podołałem tytułowi, którego opisy rozpoczynają się od demonizowania poziomu trudności.
Twierdzę jednak, że jeśli tylko da się temu tytułowi szansę i nie spodziewa się samograja w rodzaju Assassin's Creed to wszystko będzie dobrze. To nie przegięta i oszukańcza trudność z Call of Duty World at War czy Classic, gdzie po przejściu człowiekowi drżą ręce, boli głowa a z ust wydobywa się "Kur**, nigdy więcej" - to raczej trudność w rodzaju "Uff, to było niezłe, poproszę o więcej!" - motywacja zamiast frustracji.
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe wypociny trudność platyny oceniam na 7/10 i ani grama więcej