Przynerdziłem wczoraj cały dzień - myśle z 10h, więc łącznie mam jakieś 14 na liczniku. Zacznę od tego że nie lubię asasyna, wszystkie części były dla mnie idź, słuchaj, skocz w siano zabij, próbowałem grać w 4 meeeeh, próbowałem origins i odyseja i tu wytrzymałem po jakieś 10-12h, ale nudna pomijalna fabuła sprawiła że porzuciłem te gry.
Z braku laku i dlatego że moja żona lubi wikingów, kupiłem walchałę i jak narazie bawię się bardzo dobrze, jakby wyrzucili z tego ten Anus czy tam inny animus i pozbyli się naleciałości z innych asasynów to by była super gra :D.
Klimat jest fajny, eksploracja jest satysfakcjonująca, walka mogła być lepsza ale czuć że to wiking, więc ruchy jak wóz z węglem się bronią, postacie są ciekawe a misje poboczne (tajemnice) są fajnie zrobione bo z reguły zajmują 5 minut (i nie ma biegania po całym świecie) i historia jest super (król wyspy czy kobieta z grzebieniem). Szukanie bogactw jest fajne i trzeba czasem się nakombinować (tu troche Zelda style) co jest jednak bardzo satysfakcjonujące. Graficznie może nie powala, ale otoczenie jest super ładne. Narazie gram dalej i zapowiada się że nie odpadnę tak szybko.
PS. Z mega plusów to początek gry jest świetny, nazwałbym to taką twardą męską przygodą