Skocz do zawartości

ornit

Senior Member
  • Dołączył

Treść opublikowana przez ornit

  1. ornit odpowiedział(a) na ornit odpowiedź w temacie w Forum Bijatyk
  2. ornit odpowiedział(a) na ping odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Imperator "The time before time" +7" EP z amerykańskiego NWN! Productions zakupione w Pagan za ok 93,90 zł. W sumie mógłbym mieć oryginał ale nie ryzykuję już zakupu u rodzimych januszy biznesu
  3. ornit odpowiedział(a) na okens odpowiedź w temacie w Yakuza
    Typ troluje was jak dzieci
  4. ornit odpowiedział(a) na django odpowiedź w temacie w Klub Dobrego Komiksu
    X-Meni seria z lat 90-tych. Mam z tego Omnibus. Przepełnione testosteronem historyjki o Savage Land, Shiar, rewolucji Magneto, ganianiu za przeszłością u Wolverina, świat Mojo i jakaś krótka historia z Ghost Riderem i potworkami przypominającymi Obcego a kierowanymi przez Shadowkinga. Spoko rzecz. Polecam.
  5. ornit odpowiedział(a) na Banny odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Do słuchania słabe ale na żywo to będzie ogień Jakby kogoś interesowało to koncertówka Tormentora jest do kupienia https://tpl.se/music/tormentor-hung-anno-daemoni-hungarian-black-metal-night-dlp-cd-dvd/ Około 250 zł z wysyłką (300 za rejestrowaną + płatność PayPal) ze Szwecji dostajemy 2xLP, CD i DVD z zapisem koncertu z 2018, który odbył się w Budapeszcie. Limit 666.
  6. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Jak mi się będzie BAAAARDZO nudziło to w ostatniej chwili kupię bilet i może pojadę na Slagmaur i Satyricon ale baaaaardzo słabo to wygląda. Może nie odwołają... Ktoś się na to wybiera?
  7. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Ooo na Venoma też bym się wybrał Mi tam najbardziej doskwierał upał. Gdyby żar nie lał się tak z nieba, na pewno obejrzałbym większość występujących na Mystiku zespołów. Miałem na przykład iść na Amon Amarth ale w pewnym momencie stwierdziłem, że usiądę pod ścianą i spałaszuję zimny jogurt. Drugiego dnia to już w ogóle było piekło. Czekając na Kinga (wtedy grało Immolation) stałem w takim tłumie, że o 21.30 pot lał się po całym ciele a komary atakowały każdy odkryty element ciała. Na stoiska z płytami bałem się zaglądać bo na same zimne napoje wydałem chyba 150 zł A co do oficjalnego festiwalowego merchu to mi się w ogóle nie podobał, natomiast tłumy waliły po niego drzwiami i oknami przy każdym stoisku. Ta biała koszulka Kinga była w porzo ale jakoś zajrzałem na to stoisko raz a później (na szczęście) zapomniałem
  8. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Dobrze się bawiłem
  9. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Dodam jeszcze taką ciekawostkę odnośnie Mystic Festival i signing session. Jeden z poznanych w kolejce do Emperora gości powiedział, że Max Cavalera nie chciał mu podpisać płyt Sepultury
  10. ornit odpowiedział(a) na ornit odpowiedź w temacie w 2D
    Nie kupiłem bo miałem inne wydatki ale z tego co widzę gra jest mega wolna i całkowicie przeszła mi na nią ochota
  11. ornit odpowiedział(a) na Daffy odpowiedź w temacie w Yakuza
    Niektórzy najwidoczniej nie rozumieją, że jest to dzielnica nierozerwalnie związana z Kiryu i gangami Yakuzy obecnymi w tej serii.
  12. ornit odpowiedział(a) na Banny odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    @Absolem Tak widziałem ale zamówię to tylko po to żeby w przyszłości opchnąć/mieć na wymianę. Na 100% te 1000 egzemplarzy rozejdzie się przed premierą więc warto w to zainwestować.
  13. ornit odpowiedział(a) na Fuji odpowiedź w temacie w Metal Gear Solid
    To na (pipi) się męczyłeś? Trzeba było se grę tysiąclecią Bajonetę zapuścić i oszczędziłbyś sobie nerwów
  14. ornit odpowiedział(a) na ornit odpowiedź w temacie w Forum Bijatyk
    Graj casual matches i odrzucaj ludzi grających po wifi wtedy nie będziesz miał problemów.
  15. Mam fata już cztery lata. Od początku wyje jak odkurzacz, grzeje się, grzeje szafkę i to co jest w środku. Myślałem, że coś jest z nią nie tak i panikowałem jednak po jakimś czasie nauczyłem się z tym żyć. Nadal pracuje i nigdy sama się nie wyłączyła ale prawda jest taka, że kiedy mam 30+C w mieszkaniu to nie gram bo w taki upał nie mam na to ochoty więc nie wiem jak w takich warunkach Ps4 by się zachowywała. edit: Ja systematycznie delikatnie odkurzam te "rowy" po bokach
  16. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Ciąg dalszy... Przyznam się Wam do czegoś. Pierwszego dnia, kiedy tak czekałem na Slipknota sącząc ciepłego Sprite'a i przysłu(pipi)ąc się Batuszce miałem chwile zwątpienia. Zastanawiałem się co ja tu robię, może warto było siedzieć w domu i nigdzie się nie wychylać. Może warto z samego rana się spakować i wrócić do Warszafki? Skwar, pot lecący po plecach, dupie, nogach. Organizacja taka sobie, ciepłe zimne napoje i wszystko drogie jak (pipi) a ja dopiero tak naprawdę obejrzałem tylko dwie kapele, które ujęły mnie swoimi występami... Tak się jakoś nieszczęśliwie złożyło, że tydzień wcześniej ze względów bardzo osobistych nie mogłem pojechać na KISS. Urlop w pełni i serce płakało, że nie zobaczę ich już nigdy w Polsce. Był żal i smutek więc niejako zmotywowało mnie to jeszcze bardziej żeby pojechać na tego Mystica bo przecież będzie grało kilka moich ulubionych kapel. Drugiego dnia festiwalu wyszedłem z pokoju o 14.00 z kartonem z trzema kopertami z winyli Emperora pod pachą żeby ustawić się jako pierwszy w kolejce do podpisywania płyt. Tym razem elegancko trafiłem na klimatyzowane autobusy sztuk dwie i bez problemów oraz czekania dojechałem na miejsce w dniu, w którym ostatecznie miałem zdecydować czy mi się podobało czy nie. Rycerzy Powerwolfa zostało już niewielu. Już tylko niedobitki pojawiały się w koszulkach tejże hordy. Natomiast zacząłem zauważać coraz więcej brudnych, starszych gości, którzy odbywali służbę jeszcze pewnie za czasów kiedy w jednostkach wojskowych nie było telefonów zaufania (u mnie był wywieszony numer na każdej tablicy z ogłoszeniami). Kiedy dotarłem na miejsce signing session sobaczyłem już grupkę fanów jakiegoś bliżej nieokreślonego zespołu. Młode dziewczyny, grubi chłopaczkowie, wszyscy jakby przyjechali prosto z Owsiakowego spędu wolności i miłości. Grzecznie zapytałem na co czekają, na co usłyszałem, że na WIthin Templation. Pomyślałem "nie znam zespołu ale jeden (pipi), niech się bawią", po czym ogłosiłem, że w takim razie otwieram kolejkę do Emperora (ja tam byłem o 15.00 a Emperor miał signing session o 16.30. Natomiast Within Temptation o 17.15) po czym nagle z tłumu Within Temptation wychylił się gościu, który stanowczo orzekł, że to on jest pierwszy! W jego dłoni zobaczyłem pokaźnych rozmiarów siatkę więc zapytałem co to, na co dostałem odpowiedź, że to okładki z ostatniego boxsetu! Ooo szacun! Taki boxset to spokojnie 700 Euro + wysyłka. Wiedziałem, że trafiłem na fanatyka więc trochę pogadaliśmy, trochę popatrzyliśmy się w niebo żeby zabić krępującą ciszę i co 5 minut spoglądaliśmy na zegarki informując jeden drugiego ile jeszcze czasu zostało nim nasi Bogowie zejdą do Nifelheimu zaspokoić nasze nerdowskie potrzeby. W międzyczasie powstała za nami już całkiem pokaźna kolejka. 15.50, na 10 minut przed planowanym rozpoczęciem uchyliły się drzwi na spotkanie z zespołem Crowbar i...nie było zainteresowanych...Serio, w pewnym momencie wyszedł ochroniarz i zaczął pytać się ludzi czy nikt nie chce spotkać się z zespołem. Weszło w sumie może 15 osób i po 15 minutach muzycy opuścili lokal. My znowu zaczęliśmy spoglądać w górę i przypominać jeden drugiemu ile jesszcze zostało czasu nim nasi Bogowie zejdą do Nifelheimu by zaspokoić nasze nerdowskie potrzeby. Równo o 16:30 otwarły się wrota, za którymi siedziało trzech uśmiechniętych panów, z którymi można się było przywitać, uścisnąć dłoń i wymienić uprzejmości. Teraz zrozumiałem jakie podniecenie czuli fani Within Temptation więc nie tracąc czasu zrobiłem co miałem zrobić i wyszedłem stamtąd spełniony. Po tym wszystkim pogratulowaliśmy sobie z nowo poznanym kolegą i życzyliśmy kolejnych owocnych doznań. Przez kolejne dwie godziny zastanawiałem się co z sobą zrobić. Po godzinie szwędania się odkryłem, że paczkę z płytami mogę oddać do szatni za 3 zł i przypomniałem sobie o jeszcze ważnej rzeczy! Przed wyjściem przeczytałem, że w Tauron Arenie ma miejsce ekspozycja prac Zbigniewa M. Bielaka chyba najpopularniejszego autora grafik albumów muzyki ekstremalnej, które się teraz pojawiają. Poszedłem więc w miejsce ekspozycji i zastałem tam p. Zbigniewa rozmawiającego z fanami. Pochodziłem między pracami, pogapiłem się doceniając kunszt włożony w te wszystkie drobne szczególiki, z których znany jest artysta. Mozna się było zaopatrzyć w wielkoformatowe kolorowe plakaty z ozdobionych jego pracami płyt takich zespołów jak Vltimas, Deicide, Ghost itd za 350-400 zł więc sporo poza moim zasięgiem. Kiedy już zbierałem się do wyjścia moim oczom ukazała się mniejsza grafika pochodząca z jednego z albumów Watain. ZB już sobie poszedł jednak na stoisku pozostała pani, od której dowiedziałem się, że interesująca mnie reprodukcja kosztuje 100 zł i będę mógł odebrać ją do końca trwania festiwalu. Niczym dzik widzący loszkę na pastwisku kasztanów pobiegłem więc do bankomatu i nie myśląc o tym, że wypłata dopiero 10-tego pobrałem z Euronetu wymaganą kwotę i zapłaciłem pani na stoisku. Zapytała jeszcze czy chciałbym dedykację, na co odpowiedziałem, że jasne ale z drugiej strony. Najwidoczniej nie było to takie oczywiste bo pani zapisała tą uwagę na kartce. Ucieszony poszedłem zająć miejsce na pod sceną w "Parku", gdzie miało dojść do drugiego spotkania z moimi Bogami, którzy mieli zejść do Nifelheimu by blablablabla. Obok mnie ustawił się wcześniej poznany kolega i z zamiarem oddawania należnej czci diabłu i naszym idolom przygotowaliśmy się do walki o stanowiska jak najbliższe sceny. Kiedy zaczęło grać intro do Anthems przed sceną zaczął gromadzić się tłum. Nie było to może morze ludzi niemniej na pewno nie było się czego wstydzić. Kiedy Ihsahn zaczął drzeć mordę metr za nami rozgorzała szybka wojna. To tam niedobitki Powerwolfa starły się z batalionem Sabatona by w rytm Ye Entrancemperium nieść pożogę i zniszczenie na wszystkich frontach małopolskiego. Samoth nie brał jeńców! Napierdalał w imię Pana jak mu żona przykazała co chwilę wskazując kciukiem do góry co miało oznaczać, że albo też dobrze się bawi albo żeby mu dzwiękowcy "podnieśli" gitarę. Ja też mogłem tym razem w spokoju wszystkiego posłuchać bo nie trafiłem na zjeba, który by mi śpiewał fałszował do ucha każdą jebaną piosenkę z tejże odgrywanej w całości płyty jak to miało miejsce rok temu na Metalmanii. Po tym wszystkim zagrali jeszcze trzy klasyczne utwory z "In the nightside eclipse": "Towards the Pantheon", "I am the black wizards" i tradycyjnie kończący koncert Imperatora "Inno a Satana". W tym ostatnim końcowe wersy śpiewała cała wieś jak OOOOOOO na Satyriconie. Na koniec panowie rzucili kostki do gitar a dwóch szczęśliwców chapnęło pałki Tryma (ale im (pipi)a zazdroszczę!). Szczęśliwy i spocony udałem się po wodę gazowaną za 8 zł. W sumie mogłem napić się piwa ale smakowałoby tak samo, tylko że zapłaciłbym za nie drożej. Chyba o 21 przypomniało mi się, że w Shrine miał grać Immolation ale kiedy tam poszedłem nic jeszcze się nie zaczęło więc zdecydowałem się zająć sobie miejscówkę na "Króla". Tu już był konkret. Jestem niemal pewny, że zapełnił się cały ten "park". Ustawiłem się 3 metry przed sceną a ścisk był niesamowity. Sam King Diamond kazał na siebie trochę poczekać. Kiedy już się zaczęło było ciemno, wszędzie latały komary, pot spływał z pleców, po dupie i nogach jak na polach ryżowych w Wietnamie. Za mną chuchali mi na kark jacyś oldboje pamiętający zimę stulecia. Przede mną jakieś filigranowie dziewczyny, które Adam Małysz dałby radę złamać jak zapałki. O 21.40 nadszedł ten czas i kotara się rozsunęła (albo opadła nie pamiętam) i ukazała scenografię typową dla występów Diamonda. Schody, pieterko, drzwi z których wyprowadzono Kinga na wózku inwalidzkim. Po chwili ożył i zaczął się za(pipi) a ja wbrew swojej woli zostałem teleportowany metr przed scenę czując ciągłe napieranie i opierając się o półnagiego spoconego gościa, który chyba za cel postawił sobie przyklejenie do siebie jak największej ilości osób jak jakiś pierdolony Katamari! Co tam się działo to głowa mała! Zaczęli od The candle by przejść w Voodoo! Miałem przed sobą gościówę, która śpiewała wszystkie piosenki nie fałszując. Zresztą nie tylko ją. Słyszałem jak tłum ludzi śpiewał z Królem! Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności być na jego koncercie jednak wiedziałem czego się spodziewać. Przerwy, przebieranki aktorki, rekwizyty, lalki, babcie, dzieci wylatujące z cip, orgia dla oczu i uszu. Nie potrafię pisać o muzyce więc dodam jedynie, że był to dla mnie prawdopodobnie koncert życia. Jeszcze przez kilka dobrych minut kiedy było już po wszystkim darłem się z innymi wołając King Diamond w nadziei, że Król wróci. Tak się jednak nie stało ale pamiętajmy, że niedosyt jest zawsze lepszy od przesytu. Czapki z głów, mogę umierać Po wszystkim spotkałem jeszcze swojego e-znajomego (nie tamtego od Emperora), z którym wymieniliśmy uprzejmości i wróciłem na stoisko Bielaka odebrać zamówioną reprodukcję po czym udałem się do wynajętego pokoju. Przepraszam za chaotyczne wpisy. Tak jak napisałem nie potrafię pisać o muzyce. Nie chcę też żeby ktoś myślał, że wypisując bzdury o innych zespołach robię to na serio. Każdy ma prawo do własnych gustów i cieszenia się muzyką jaką lubi. Slipknot mimo, że to nie moja działka też dał satysfakcjonujący koncert i nie żałuję, że na nich byłem (co nie zmienia faktu, że nadal za chuja nie rozumiem po co ich się tam tylu kręci na tej scenie ) PS Upał dawał mi się najbardziej we znaki. W sumie tak naprawdę wysłuchałem tylko pięciu zespołów ale jestem mega szczęśliwy i nie żałuję!
  17. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Krótka relacja. Na początku napiszę, że nienawidzę podróżować. Gdybym mógł to siedziałbym w domu i z niego nie wychodził. Niestety Mystic zapodał kilka sztosów i trzeba było spiąć poślady i przejechać te 300 km pociągiem w skwarze i spiekocie. Pierwszego dnia miałem górnolotne plany obejrzenia większości zespołów które miały pojawić się na festiwalu. Postanowiłem, że zacznę od Vltimas, którego album tak jakoś średnio mi podszedł ze względu na wokale Davida. Kiedy wyszedłem z autobusu niedaleko Tauron Areny byłem cały mokry. Jeszcze nigdy nie spociłem się jak świnia w pojeździe komunikacji miejskiej. Jak się okazuje. Można ale pewnie tylko w Krakowie. Na miejscu napotkałem (pipi)nię i chaos organizacyjny. W(pipi)ieni ludzie biegali w każdym kierunku nie mogąc dojść do ładu gdzie należy się skierować z biletem, gdzie po opaskę, inni byli z kolei odsyłani z jednego punktu do drugiego. Żeby zaoszczędzić sobie nieprzyjemności zdecydowałem, że stanę w kolejce do baraku, na którym wisiała karta "informacja". Stałem tak dobre 40 minut w pełnym Słońcu czując pot moich braci w niedoli. Zewsząd dochodziły skowyty, złorzeczenia i liczne (pipi) w stronę organizatora imprezy. Kiedy wreszcie dotarłem pod okienko wydukałem, że mam bilet w telefonie. Gościu sprawdził numer i zawiązał mi na ręce żółtą opaskę uprawniającą mnie do przebywania na terenie imprezy przez dwa kolejne dni. Szczęśliwy udałem się do wejścia marząc o upragnionym piwie... Jak się wkrótce okazało, serwowano jedynie 3,5% sikacza za 12 zł, bezalkoholowe sikacze za 12-15 zł, napoje za 10 zł i wodę za 8 zł oraz ohydne zapiekanki i hotdogi (później znalazłem miejsca z 3 [słowem TRZEMA] foodtruckami serwującymi dania, których ze względu na cenę pominąłem). Opity dwoma sikaczami 3,5% (musiałem jakoś ugasić pragnienie) skierowałem się w stronę "parkowej" sceny (na głównej arenie grało Jinjer - nieznam). O (pipi)a zobaczyłem puste pole ze sceną a Słońce napierdalało jak skurwysyn! Pod sceną zebrała się garstka ludzi i tak czekaliśmy na pojawienie się super-tria Vltimas. Kiedy już wybiła ta godzina było nas trochę więcej ale nadal mało. Po kolei na scenie zaczęli pojawiać się muzycy, basisty i gitarzysty nie znam ale podobno są znani, za perkusją usiadł Flo Mournier. Po chwili dołączył dawno przeze mnie niewidziany gitarzysta Blasphemer a potem żwawym krokiem wkroczył David Vincent. Jak już wcześniej wspomniałem ich debiutancki album nie przypadł mi do gustu, jednak pod sceną machałem łbem jak po(pipi)any żywo reagując na to co grali i co działo się na scenie! Co chwilę tylko zerkałem na Davida szczerząc się na widok jego popisów tanecznych. No komedia. On w tym kapeluszu i gorsecie wywija jeszcze lepiej niż Roman Kostrzewski Co by jednak nie mówić facet ma głos. Odśpiewał swoją partię znakomicie, Blasphemer nawet jakąś solóweczkę zapuścił i bawiłem się wyśmienicie. Wiem, że żałowałbym gdybym się tam wtedy nie pojawił. Nagłośnienie też pierwsza klasa. Po skończonym występie Flo rzucał pałkami. Nie zależało mi na złapaniu ale gdybym tego nie zrobił to skończyłbym z pustym oczodołem Będzie miła pamiątka Po tym udałem się po Colę za 10 zł. Nabuzowany kolejnymi bąbelkami wróciłem pod scenę ciekawy co takiego zaprezentuje Soulfly. Nie pamiętam kiedy ostatni raz słuchałem tego zespołu. Chyba kiedy wyszedł debiut, który jak na tamte czasy bardzo mi się podobał. Bez ceregieli na scenę wyszedł Max z zespołem, (pipi)ił coś o tym, że kocha Polskę i dali czadu. A właściwie to chciałem żeby dali czadu bo albo to ja jestem za stary albo przez te wszystkie szatany inne rodzaje muzyki już do mnie nie trafiają. Trochę znudzony oddaliłem się od sceny i usiadłem na trawie w cieniu Tauron Areny przysłu(pipi)ąc się dźwiękom wydobywającym się ze sceny. Pod koniec Max założył koszulkę piłkarskiej reprezentacji Polski i namawiał publiczność do wspólnego śpiewania OLE OLEE OLEEE SOULFLY SOULFLY! Nie mogłem uwierzyć bo to cringe większy niż oglądanie poczynań Davida Brenta w serialu "The Office" Nie wiem, może facet i jego fani tak mają. Nie mi to oceniać, jednak czułem się głupio Nie pamiętam co później robiłem. Próbowałem się dodzwonić do Absolema ale potem zaczepił mnie jakiś gościu zwracając się do mnie po angielsku, że mam koszulkę dobrego zespołu ((pipi)a! Jedyny miałem koszulkę TAAKE! dam sobie rękę uciąć, że 50% publiki zapierdalało tamtego dnia w Powerwolfach). Swoim łamanym angielskim wydukałem uprzejmości i zamieniliśmy jeszcze kilka słów o festiwalu po czym każdy ruszył w swoją stronę. Tak się jakoś złożyło, że w międzyczasie w głównej hali grał Testament. Ciekawski co to (ok, wiem co to Testament ale rzadko słucham) przez kilka dobrych minut szukałem wejścia na "salę dla stojących". Kiedy okazało się, że da się tam wejść słabo oznakowanymi drzwiami, trzeba było pokonać jeszcze kilkadziesiąt stopni schodów po czym wchodziło się na główną arenę gdzie witał nas całkiem spory tłum i jakieś bulgoczenie dobywające się z głośników lol "Co to do (pipi) nędzy jest?" pomyślałem i udałem się w głąb sali coby zniwelować ewentualne "martwe" punkty. Na 1/3 długości też było (pipi)owo, goście z Testamenta chodzili w tę i z powrotem a ja słyszałem ścianę dźwięków więc pomyślałem, że warto stamtąd (pipi)ć bo zaraz gra Possessed! I tu kolejna ciekawostka. Bo Amerykanie mieli grać w miejscu zwanym "shrine". Jak się okazało to mała (pipi)owa scenka z małą ilością miejsca wielkości średniego klubu. Kiedy już wybiła godzina Słońce jeszcze przedzierało się przez wyposażenie sceny, na której zaczęli pojawiać się muzycy.Kiedy na scenę wjechał na wózku Jeff z głośników zaczęła dobiegać muzyka. O ja (pipi)ę! Jaka rzeźnia! Stałem tam cały czas z bananem na twarzy. Jeszcze raz to napiszę ale nagłośnienie na tych dwóch dodatkowych scenach było bez zarzutu. Szacunek dla Jeffa, że chciało mu się reaktywować ten zespół. Bycie inwalidą nie przeszkodziło mu w odegraniu profesjonalnego show! CO rusz ze sceny odchodziły inkantacje do diabła tak, że tylko oczekiwałem znaku z góry (albo z dołu lol). Coś niesamowitego. Szkoda tylko, że za każdym razem kiedy chciał pogawędzić z publicznością, ze względu na czas, był ponaglany przez puszczane intra kolejnych kawałków. Po tym poszedłem zjeść ohydną zapiekankę żeby tylko zapchać żołądek i kupiłem sobie wodę za 8 zł. Tak czekałem na kolejny interesujący mnie zespół, który miał zagrać w "shrine" czyli...Batushkę dłużnika K. zwaną także "fake" batushką. Napiszę tylko, że pierwszy album uważam za naprawdę udany i nadal świetnie mi się tego słucha. Pamiętam jak widziałem ich po raz pierwszy na trasie "Rzeczpospolita Niewierna" z Behemothem i Bolzerem i wypadli tam naprawdę świetnie, Rok czy dwa lata później zobaczyłem ich ponownie i...ziewałem. Dla mnei jest to taki jednorazowy projekt więc zdziwiłem się kiedy okazało się, że chcą to kontynuować a następnie dodatkowo powstały dwie różne Barushki. Kasa musi się jednak zgadzać. Jak się okazało scena Batushki K. nie różniła się tak bardzo od tej, którą tworzył ze swoim dawnym kolegą z zespołu. Tamtego nową płytę już jednak słyszałem więc ciekawiło mnie co zaprezentuje Bart. Zaczęło się. To było takie dyskotekowe pierdolnięcie. Właściwie nie wiem co to było ale taki skok na kasę, zupa z hitów przygotowana na niemieckie talerze. Bezpieczny "black"metal. Znowu kadzidełka, znowu ikonki i rytuały. Wyszedłem i z ławeczki nieopodal przysłuchiwałem się kolejnym numerom. Serio po dźwiękach, które do mnie dochodziły czułem się jakbym spał w krzakach obok remizy. Nie podobało mi się ale tak jak wcześniej wspomniałem. Dla mnie ta formuła już dawno się wypaliła choć jeśli ludziom pasuje to nie mam nic przeciwko temu. Wybiła TA godzina żeby zobaczyć pierwszego headlinera, którym był SLIPKNOT! Na twarzach rozentuzjazmowanych nastolatków widziałem pryszcze pękające z podniecenia a z kroczy dziewcząt parowało jak z gdańskiej pierogarni!. Pamiętam kiedy pierwszy raz obejrzałem teledysk Slipknota "spit it out" pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Uważałem to za to samo co Korn, StaticX, System of a Down, Limp Bizkit i inne nu metale, którymi gardziłem bo ich formuła była prosta jak budowa cepa. Najpierw szept wokalisty, widok zgarbionych na maxa gitarzysty i basisty, potem ryk (gitarzysta i basista nadal zgarbieni albo trenujący przed auto-fellatio), ew. jakaś melodyjna zaśpiewka. Zastanawiałem się czy od tego czasu coś się zmieniło bo nie rozumiałem fenomenu tej kapeli, jej fanów i peanów na cześć zespołu, którego muzykę spokojnie mogłoby grać max 6 osób na scenie. Przedarłem się jakoś na początek sali w tłum nastolatków, dziewic pasztetów i niemieckich transsexualistów i bojowników lgbt. Zdziwiłem się, że tym razem nie spotkałem tam Nergala streamującego na instagram ale w tym czasie grał porządnego rock'n'rolla gdzieś tam w świecie starając się udowodnić, że nie każdy Polak to pijak i złodziej lol. Kiedy tych dziewięciu gości w końcu zdecydowało się wyjść na scenę na sali zawrzało, zahuczało a ja skąpany w pocie bojowników Powerwolfa i płynach ustrojowych piszczących emo-czarownic łapałem się za kieszenie żeby w trakcie skakania nie zgubić portfela, telefonu, klucza, karty, chusteczek, kompasu, scyzoryka, broszurki informacyjnej i biletów autobusowych. Nie ma do (pipi)a pojęcia co oni tam grali ale tak jak się spodziewałem Corey szeptał, potem wrzeszczał a następnie śpiewał radosne melodyjki, jedynie gitarzyści stali tym razem wyprostowani ( nie wiem może w latach 90-tych też grali wyprostowani, wiem, że w 75% kapel nu-metalowych wszyscy się garbili jakby szukali drobnych na chodniku bazaru Różyckiego). Gdzieś tak w 2/3 występu żeby wyschnąć wycofałem się na tyły i...tak jak z przodu dźwięk był żyleta i wszystko było cacy tak z tyłu większej chujni dawno nie słyszałem (tzn kilka godzin od występu Testament). Wszystkie dźwięki się zlewały, wokali niemal nie było słychać. Niemniej nie to kłebiło się wtedy w mojej głowie leczy pytanie za co jest odpowiedzialny ten chujek w czarnym płaszczu z kapturem i masce, który za konsoletę wszedł może 3 razy na około 15 minut? Zanim się tego dowiedziałem koncert się skończył a ja wróciłem do wynajętego pokoju gdzieś tam w okolicy Krakowskiego rynku. Widząc ludzi na przystanku postanowiłem zapierdalać z buta modląc się o to żeby mi się w telefonie bateria nie wyczerpała. Kiedy po 44 minutach dotarłem na miejsce okazało się, że pokój mam nad jakimś pubem skąd po 1:30 dobiegało darcie mord i wyzwiska. Byłem jednak tak zmęczony i spocony że wziąłem prysznic i od razu zasnąłem. CDN...
  18. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Moja recenzja Mystica. Emperor rozwalił a King Diamond totalnie roz(pipi)ił, spalił i zjadł prochy pokonanych. Byłem tez na Slipknocie ale nie klękałem przed Corey’em
  19. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w The Pit
    Najlepsze, że Jeffa zagłuszali za każdym razem kiedy chciał złapać kontakt z publicznością Ale takie są prawa spędów. Grasz swoje i (pipi)j! Ogólnie szacun dla typa, świetnie się bawiłem na Possessed. Oby nie ostatni raz..
  20. ornit odpowiedział(a) na ornit odpowiedź w temacie w 2D
    Hahahaha!
  21. ornit odpowiedział(a) na Obsolete odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Na Mysticu po koncercie Vltimas musiałem złapać drumstick (pałka źle brzmi) bo inaczej pożegnałbym się z okiem.
  22. ornit odpowiedział(a) na ornit odpowiedź w temacie w Forum Bijatyk
    ZZa(pipi)isćie bo jak widzę małpę grającą po wifi to nie mogę anulować walki a potem mam lagi jak (pipi)! A tutaj SonicFox grający Shang Tsungiem
  23. ornit odpowiedział(a) na ornit odpowiedź w temacie w 2D
    Day one patch. Bardzo ładnie poprawili input laga w grze.
  24. ornit odpowiedział(a) na ornit odpowiedź w temacie w Forum Bijatyk
    Pierwsza walka rankingowa i jakaś pizdeczka (oczywiście grająca Scorpionem) zrobiła Qitality. Nie zaliczyło mi wygranej.., (pipi)ę taki system. Najwyraźniej NRS uczyło się od najlepszych jak Capcom (SFV) i ArcSys (DBFZ) Daruję sobie rankedy. Łączy mnie z małpami grającymi po wifi z 137 ms. Dziękuję!
  25. ornit odpowiedział(a) na Banny odpowiedź w temacie w UNDERGROUND
    Nie pochwalam nazizmu ani rasizmu ale w gatunku czarnym metalem zwanym miejsca w ideologicznej beczce śmiechu jest wystarczająco dużo i czasem warto zaopatrzyć się w coś dla zwykłej beki i z kolekcjonerskiego obowiązku. Pod koniec lipca francuski Drakkar Productions wydaje reedycję Kosherat amerykańskiego zespołu pieśni i tańca Grand Belial's Key. http://www.drakkar666.com/drakkar/description.php?lang=2&path=2&sort=id&page=0&id=5702 Na discogs tego nie dostaniecie bo tam wszystkie wydania tego zespołu mają dożywotniego banana