Dobra, obejrzane do końca na jednym posiedzeniu. Bez jakichś chamskich spoilerów, ale oh boy, od czego by tu w ogóle zacząć...
Może od tego co mi się nie spodobało, a niestety trochę tego jest. Przede wszystkim POTĘŻNIE znerfili Dantego, do tego stopnia że wcale się nie zdziwię jeżeli fani serii zjadą serial po całości tylko za ten jeden motyw. Ja wiem, że to nie jest ten stary, doświadczony i przekoksowany Dante z DMC1, 4 czy 5 tylko głupkowaty chłystek stylizowany na tego z Dante's Awakening, ale nawet tam nie był aż tak słaby, żeby nie radzić sobie z subbossami bez Devil Triggera, albo dostawać łomot od Lady. Tak kurva, od LADY, którą rzucał jak ścierą w grze, a tutaj ona rzuca nim Autentycznie w pewnym momencie przestałem liczyć ile razy laska go wykiwała, co dla każdego kto grał chociaż w jedną część DMC i wie jak silny jest Dante, jest nie do pomyślenia. Uwięzienie go w opancerzonym aucie to szczyt idiotyzmu rodem z najgorszych fanfików, przecież w grze kolo by otworzył kopniakem te drzwi xD Ok, z jednej strony rozumiem, że musieli go nieco osłabić, bo inaczej serial zakończyłby się na jednym odcinku, no ale come on, nikt mi nie wmówi, że to nie jest stary dobry element Netflixowej agendy polegający na tym, że faceci są na bieżąco gnojeni przez silne, niezależne kobiety, a nawet sprowadzani do roli drugoplanowej. Środek serialu jest przez to straszny, na szczęście w ostatnich dwóch odcinkach ktoś tam się zreflektował, że to przecież historia o synu Spardy, a nie o jego sidekicku. Ja naprawdę lubię Lady, uważam ją za najfajniejszą laseczkę w całej serii i ostro nią młóciłem w DMC4, ale ktoś tu zachował się mocno nie fair dając jej aż tyle czasu ekranowego. Zwłaszcza, że jej story jest mocno zmodyfikowane (na minus) i animek na luzie by się bez tego całego lania wody obył.
No właśnie: modyfikacje. Jeżeli ktoś liczył na trzymanie się fabuły z gier albo jakieś rozwinięcie lore, to może o tym zapomnieć. Serial to jakieś alternatywne uniwersum, w którym podstawowe założenia są takie jak w produkcjach Capcomu, ale wprowadzono szereg zmian, które dyskwalifikują go jako kanoniczne wydarzenia. Mamy więc dokładnie tę samą historię Spardy oraz osieroconego Dantego jak zawsze przyjmującego zlecenia na zabijanie demonów, jednak przedstawiony świat jest mniej fantastyczny, a zamiast tego bliższy naszemu: akcja rozgrywa się w zwykłym amerykańskim mieście, ludzie są kompletnie nieświadomi istnienia demonów, a w całą kabałę zamieszany jest rząd USA (tylko ja mam wrażenie, że ten prezydent to parodia Trumpa?). Lady ma zmienione story. Dante aktywuje devil trigger w innych warunkach. Pojawiają się znani bossowie, których białowłosy powinien klepać dopiero w przyszłości. Pełno jest jakichś z dupy NPCów-zapchajdziur. Ot, taka luźna interpretacja, ale nie jestem pewny czy dokładnie tego oczekiwali fani.
Ostatnią słabą rzeczą jest CGI. Serial wygląda świetnie póki na ekranie nie pojawiają się postacie wykonane w 3D (czyli kilku bossów z gier), a to BARDZO kontrastuje z całą resztą. Szczęście w nieszczęściu, że takich scen nie ma zbyt dużo, no i rozumiem czym to jest spowodowane, ale i tak idzie momentami poczuć lekki dyskomfort podczas oglądania. No i czemu Dante nie ma swojego głosu, tylko mówi jak Nero? Nie dogadali się z Langdonem czy koleś brzmi już zbyt staro i zbyt mało "cool"? W takim razie mogli dać innego aktora.
Pochwalić za to muszę głównego badguy'a. Królik jest zajebiście wplecioną postacią, która na luzaku pasowałaby też do gier. Demoniczny design, brutalność i naprawdę sensowne motywacje, które usprawiedliwiają jego występki. Ogólnie scenariusz jest niezły, jak na tę serię powiedziałbym, że zaskakująco głęboki i wybroniłby się jako pełnoprawne, kanoniczne DMC gdyby nie wspomniane wyżej fanaberie.
Najlepsze i tak są sceny akcji, no i nie czarujmy się: po to wszyscy grają w Devil May Cry i po to też każdy odpali serial. Udało się uchwycić to specyficzne, przegięte efekciarstwo niebezpiecznie balansujące na granicy absurdu. To co Dante odpiernicza w swoim biurze niewiele ustępuje intrze DMC3 (tak, kule bilardowe idą w ruch), a później jest jeszcze lepiej: sekwencja na autostradzie z motorem, walka w samolocie, no i of course finałowa potyczka. Lady zresztą też ma kilka niezłych momentów. Widać, że to animacja Adiego Shankara Cały czas przygrywa ostra muza, albo jakiś rock, albo metal albo nawet zremixowane, ale doskonale znane fanom utwory z gier. Bury the light i Devil Trigger wzięły mnie totalnie z zaskoczenia, podobnie jak kawałek lecący podczas creditsów.
Nie będzie chyba dla nikogo specjalnym zaskoczeniem, że serial kończy się cliffhangerem zwiastującym drugi sezon, za to na pewno zaskoczeniem będzie to co ten cliffhanger przedstawia. Oj zapowiada się grubo, jestem ciekaw jak Adi chce to wszystko ze sobą połączyć i spiąć tak, żeby to miało jakikolwiek sens... no chyba, że mefedron wszedł już zbyt mocno i to nie ma mieć sensu
Anyway, seans uważam za udany, ale też w głębi serduszka czuję się ździebko rozczarowany. Tak trochę. Na pewno nie aż tak jak po obejrzeniu anime z 2007, bo to dopiero było gówno niewiele mające wspólnego z DMC (i nie interesuje mnie że kanoniczne gówno), ale no dało się to zrobić lepiej i z większym poszanowaniem do gierek pana Capcomu. Ciężko mi przeboleć, że to bardziej fanfik niż pełnoprawne story, boli też znerfienie Dantego i fakt, że znani bohaterzy mówią innymi głosami. Z drugiej strony nie pamiętam już kiedy ostatnio spędziłem przy Netflixie 4 godziny bez przerwy, a to też coś znaczy. Następny sezon będę już oglądał z innym nastawieniem, niech po prostu dadzą więcej walk i tym razem dla odmiany skupią się wyłącznie na Dante, a nie na jego przydupasach. Niby powinni, bo w końcu ma się pojawić najważniejszy wątek w serii z udziałem... a to sobie sami sprawdźcie 7+/10