-
Postów
4 804 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
45
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez Josh
-
Nigdzie nie widziałem, żeby ktoś srał się o Monster Huntera. Split Fiction i KCD2 to też raczej poniewierane przez margines, który doszukuje się sensacji na siłę, a ja już pisałem wiele razy jakich wątków konkretnie nie toleruję w grach i co według mnie klasyfikuje się do ciężkiej krytyki. Skoro wrzucasz mnie i Homelandera to tego samego worka co tych ludzi, to ja Ciebie wrzucę do tego samego co Figaro albo Beelzebossa, czyli witaj w gronie najbardziej tęczowych ze wszystkich tęczowych świrów. Może być?
- 2 595 odpowiedzi
-
- 2
-
-
- semiremaster
- halfremake
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Ja bym to trochę doprecyzował: warto potępiać każdą grę, która zamiast po prostu skupić się na dostarczaniu rozrywki, woli bawić się w edukowanie grającego. Raczej mało kto po 8 godzinach roboty w kołchozie marzy o powrocie do domu, włączeniu konsoli i słuchaniu od NPCów pierdolenia jak mają mówić i co myśleć.
-
Forgive Me Father Tak jakoś wzięła mnie chcica na boomer shootera, a że akurat omawiana gierka była w promocji na Storze, to długo się nie zastanawiałem nad dodaniem do koszyka. Powiem krótko: coś pięknego. Soczysty doomowy gameplay, w ślicznej komiksowej grafice a'la "XIII" lub Darkest Dungeon, pięknie obtoczony w lovecraftowskim sosiwie = to nie miało prawa nie pyknąć. Do wyboru mamy dwie postacie: księdza oraz reporterkę. Levele pozostają bez mian, w zależności od tego kogo wybraliśmy inna natomiast jest fabuła i sposób w jaki się walczy: ksiądz jest postacią bardziej defensywną (mniejsza kontrola tłumu, krótsze cooldowny dopałek), podczas gdy granie dupeczką jest bardziej agresywne i w większym stopniu stawia na dynamikę. Niezależnie jednak od tego kogo się wybierze, rzeźnia i tak jest konkretna, a im dalej w grę, tym jest szybciej, trudniej i bardziej krwawo. O ile pierwsze etapy są raczej klaustrofobiczne, a deweloperzy dosyć oszczędnie raczą nas mięsem armatnim, tak w drugiej połowie zabawy jest to już Doom pełnym ryjem i trzeba srogo się napocić, żeby przetrwać na arenach naszpikowanych przydupasami Cthulhu. Jak to w takich grach bywa, jest czym walczyć: rewolwery, strzelby, karabiny, a z czasem takie cuda jak giwery strzelające energetycznymi wiązkami, a nawet wybuchającymi robakami podoba mi się jak rozwiązano kwestię power-upów. Nie jest tak jak w Doomie, że leżą rozsiane po lokacjach i aktywują się automatycznie po wejściu z nimi w kontakt, tylko można je zbierać i chomikować, żeby zrobić z nich użytek dopiero kiedy zrobi się naprawdę gorąco. Jest więc krucyfiks przywracający małą ilość HP, jest woda święcona która na chwilę unieruchamia gagatków (polecam na latające skurwiele), jest też dopałka dająca nietykalność oraz taka, która sprawia, że przez kilka sekund naboje stają się nielimitowane. Kolejna rzecz, która przypadła mi do gustu to drzewko rozwoju. Na ogół nie jestem fanem tego rozwiązania w grach, bo ta mechanika została już przeruchana na miliony sposobów i kojarzy się bardziej z open-worldami niż korytarzowymi sieczkami, ale tutaj wyjątkowo drzewko mi siadło. Przede wszystkim skille to nie jakieś nic nie zmieniające w gameplayu bzdety, tylko serio przydatne rzeczy - pomijając takie banały jak dodanie sobie na stałe HP, to można odblokować również powiększenie sakwy na pociski, zwiększyć promień jaki daje nam nasza przenośna lampka (gra jest cholernie ciemna, więc warto), ulepszyć efektywność power'upów a co najważniejsze: poważnie zmodyfikować bronie. Drzewko ma to do siebie, że lubi się rozgałęziać i tu twórcy dają nam swobodę wyboru, bo bronie można ulepszać w kilku różnych - wzajemnie wykluczających się - kierunkach np. jeżeli chcemy to możemy zwiększyć moc i precyzję rewolweru albooooo zamiast tego odblokować drugi rewolwer i wtedy strzelać dwoma jednocześnie, ale to kosztem precyzji i szybciej traconej amunicji. W przypadku kolejnych broni zmiany w są jeszcze większe np. strzelający serią karabin da się przerobić na wyrzutnię granatów, co pozwala pięknie eliminować całe hordy demonicznego ścierwa, ale tracąc tym samym bezpowrotnie możliwość prucia ołowiem. Czasem warto się chwilę zastanowić w którym kierunku z daną pukawką odbić. Czas gry pozytywnie mnie zaskoczył, nie odważyłem się odpalać najwyższego poziomu trudności, ale na hardzie całość zajęła mi dobre 10 godzin, czyli dosyć sporo jak na indora i mówię tu tylko o ukończeniu przygody jedną z postaci. Przez ten czas zwiedzamy 5 zupełnie różnych lokacji (cmentarze, katedry, laboratoria, świątynie itp) i walczymy z całą masą różnego rodzaju ścierwa, od klasycznych zombie przez nawiedzone wieśniaki zaopatrzone w grabie i kosy, skrzydlate demony czy powoli snujące się po ziemi breje z mackami aż po wielkie kupy mięsa w formie bossów. Moim ulubionym gagatkiem jest potwór udający wybuchową beczkę, który aktywuje się dopiero kiedy podejdziemy bliżej: gra nie jest straszna, ale przez niego kilka razy bym dostał zawału Co mi się nie podobało, to na pewno to, że gra jest czasem aż zbyt ciemna, aż do tego stopnia, że strasznie utrudnia celowanie w przeciwników. Lokacje w świątyni Cthulhu pod koniec to już przegięcie i musiałem przez to rozjaśnić obraz w TV. Kiepskie są też elementy platformowe. Ok, nie ma ich zbyt dużo a poruszanie się i skakanie postacią jest na tyle płynne, że na ogół nie ma problemu, żeby zrobić szybki sus na półkę, ale ja już zawsze będę zdania, że platforming i FPP nie idą ze sobą w parze (chyba tylko w Ghostrunnerze mi to nie przeszkadzało). Absolutnie tragiczne są za to loadingi, nawet na PS5 wszystko wczytuje się strasznie wolno, co potrafi zirytować jeżeli ginie się 5 czy 10 raz u bossa... albo po entym upadku w przepaść. Chociaż kto wie, może to po prostu taki ficzer, żeby gra sprawiała wrażenie bardziej oldschoolowej xD Czytałem trochę opini graczy, którzy mieli okazę grać w FMF w okolicach premiery i ostro narzekali na kiepski balans i chroniczny brak ammo, do tego stopnia że musieli sporą część gry przechodzić nożem, aby zaoszczędzić pociski, tak że od razu wyjaśniam: gra doczekała się od tego czasu kilku łatek i nie ma z tym żadnego problemu. Tylko raz przez całą grę wpakowałem się w sytuację, że naprawdę nie miałem już czym strzelać, ale biorę to na klatę jak prawdziwy mężczyzna. Po prostu pudłowałem jak skończony lamus. Tak czy inaczej pozytywne zaskoczenie, bo nie nastawiałem się na aż tak dobry kawał szpila, a otrzymałem boomer shooterka co najmniej na poziomie DUSK, a może i nawet lepszego. Dobrze, że na forum już nie ma Nyjacza, bo pewnie by mi teraz zrobił wywód na 3 strony jak bardzo pierdolę głupoty No, ale takie mam zdanie i będę się go trzymał. Ten klimat w połączeniu z cell-shadingową grafą i moją ulubioną horrorową mitologią sprawia, że wrzucam Forgive Me Father do absolutnej topki gatunku i polecam każdemu, kto ma ochotę rozerwać się przy świetnym doomowcu. 8+/10
-
Nie no, żebyśmy mieli jasność: ja wiem, że oni nie dowiozą hitu i też za ME5 nie czekam To nie ma prawa się udać, zważywszy na prosty fakt, że legendy odpowiedzialne za gry, które wymieniłeś już tam dawno nie pracują. W najlepszym wypadku dostaniemy drugą Andromedę czyli coś pomiędzy średniaczkiem, a gra najwyżej dobrą. Mój optymizm polega tylko na tym, że będzie mniej DEI, no z jakiegoś powodu chyba wywalili tego transa Cory'ego.
-
Autorefleksja przyjdzie jak się pieniążki zaczną kończyć. Jeżeli wielomilionowa wtopa z Veilguard nic im nie uświadomiła to kolejna katastrofa powinna pomóc połączyć kropki. Szkoda, że mówimy o EA które kasy ma jak lodu, ale nawet oni nie będą utrzymywać przy życiu schorowanej kury znoszącej zgniłe jajka i przynoszącej takie straty. Strzelam w ciemno, że nowy Mass Effect to będzie dla nich (czyli dla Bioware) definitywne być albo nie być.
-
Na szczęście gracze zagłosowali portfelami i wygrali. Wyobrażacie sobie co by wymyślili w kolejnej części, gdyby to się dobrze sprzedało? Jesteście świadomi jaki syf by zamontowali w nowym Mass Effekcie? Te świry znane są z tego, że najpierw testują grunt, a później - jeżeli nie ma większego oporu i takie np. Sutqi z forum PE ich bronią - kolejnym razem uderzają z pełną mocą. I właśnie dlatego trzeba gnoić DEI w każdej postaci, uświadamiać innych, robić zabawne i ośmieszające memy o podobnych odpadach (bo grami wideo tego nie nazwę) i oczywiście zostawiać pieniążki w portfelu na produkcje, które będą tego warte, czyli takie pozbawione wciskanej na chama polityki i wątków, które powinny przewijać się wyłącznie w gabinecie u psychiatry. Tęczowy dream-team w postaci Figaro, Kosmos i Beelzebossa szczeka niczym zajadła chihuahua, a karawana normalności jedzie dalej.
-
Cudowna jeszcze była scena tulenia się do zmutowanego aligatora, to aż niesamowite jak wiernie ją odwzorowali z gier.
-
Żeby ten syfiasty dodatek z Prince'a był faktycznie zakończeniem. Przecież to prawie nic nie wnosiło do historii, a już na pewno jej nie domykało najgorzej wydane pieniądze w życiu.
-
Remedium też smakowało? Najbardziej mnie w tym wszystkim wkurza, że każda z tych oferm mówi jakim to jest wielkim fanem RE, że to dla niego zaszczyt tworzyć ekranizację i że zrobi wszystko, aby odddać ducha serii. Po czym wychodzi jakaś abominacja, która z RE wspólne ma tylko zombie oraz imiona bohaterów. Póki co najbliżej był Shawn Lebert ze swoim eksperymentem w postaci "Arklay". Jedyna szansa, żeby dostać coś naprawdę dobrego, no ale niestety żyjemy w niewłaściwej linii czasowej i musieliśmy obyć się smakiem.
-
Przecież wystarczy na 5 minut odpalić YT, żeby wypalić sobie oczy od tego Fortnajtowego stylu graficznego i przekonać się, że z szumnie zapowiadanym dark fantasy nie ma to nic wspólnego albo puścić bełta po sprawdzeniu w akcji edytora postaci gdzie można zamontować pamperkowi blizny po uciętych cyckach czy walki pozbawionej 3/4 mechanik z poprzednich odsłon, to dosyć szybko staje się oczywiste z jakiego kalibru crapem mamy do czynienia. No, ale nie, koniecznie musicie osobiście skosztować tych pysznych fekaliów, żeby przekonać się czy na pewno jest aż tak źle Nie no, ja się czuję przekonany. Jutro na emulku odpalam Bubsy 3D, do obiadu wleci seans Ludzkiej stonogi, a na koniec dnia posłucham nowego albumu Smolastego. Koniec pierdolenia i wmawiania mi przez tysiące ludzi, że nie warto.
-
Tymczasem szefowa Figaro zagrywająca się w hit 7/10:
-
Ludzie, którzy nigdy w to nie zagrają i nie wiedzą jaka ta gra jest w rzeczywistości być może niepotrzebnie ją hejtują, marnując przy okazji swój cenny czas. Z kolei ludzie, którzy nigdy w to nie zagrają i nie wiedzą jaka ta gra jest w rzeczywistości być może niepotrzebnie hejtują hejtujących, marnując swój cenny czas. Niech ktoś zatrzyma tę spiralę nienawiści! Może EA się zlituje i podobnie jak Sony przy Concordzie usunie wszelkie ślady istnienia tej gry? To by było chyba najlepsze rozwiązanie.
-
Oni w tej Japonii mają jakiś konkurs kto wymyśli bardziej upośledzony tytuł dla mangi/anime? Tak przeglądam listy nowości i widzę kwiatki w stylu "Yamede kudasai, zostałem zamieniony w automat z kanapkami" albo inne pojebaństwa
-
Gotowi na wylanie kolejnego szamba na naszą kochaną serię? https://deadline.com/2025/03/resident-evil-zach-cregger-sony-release-date-1236313985/ Patrząc na dorobek tego gościa i sam fakt, że licencja na filmy zostaje u Sony przy współpracy z Constantin Film, to mam całe 0% zaufania do tego projektu.
-
Jakby ktoś Ci nasrał na wycieraczkę zupełnie za darmo, to byś się cieszył z takiego prezentu i z niego skorzystał?
-
Dreamteam od Concorda zamieszany w produkcję, to się nie może nie udać
- 2 595 odpowiedzi
-
- semiremaster
- halfremake
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Też dobre. Też tęsknicie za czasami, kiedy ludzie chorzy psychicznie siedzieli w pokojach bez klamek, a nie paradowali po czerwonym dywanie?
-
Walce w pierwszej części dużo pomagało to, że była mocno survivalowa: mało pocisków, a więc liczenie się z każdym strzałem, konieczność craftowania, zastawianie pułapek itp. Jeżeli powtórzą ten motyw i rozbudują poszczególne mechaniki (więcej możliwości kreatywnego eksterminowana wrogów, jakieś nowe fajne brońki, może trochę skradania?), to wybaczę drewniane i pozbawione polotu walenie śrutem. Sam fakt, że gierkę robi jakieś małe gównostudio z Ukrainy, a nie kolos pokroju Capcomu sprawia, że chyba nikt nie ma nie wiadomo jakich wymagań i łatwiej będzie wybaczyć pewne niedociągnięcia.
-
Widać, że chcą iść bardziej w kierunku bardziej popularnych horrorów, w SH2 czy Residentach kamera też jest zawsze bardzo blisko postaci. Oby w takim razie nie przegięli z ilością walki, bo to akurat był najsłabszy element pierwszego TSC i tutaj też nie zapowiada się wybitnie.
-
Na pewno mniejszym niż gdyby traktować je jako coś normalnego, zdrowego i wartego wciskania do gier czy filmów. Widzę, że niektórzy na tym forum to już dawno mają poprzepalane styki, czyli lewacka indoktrynacja działa
-
Oczywiście, że nie tylko. Nawet gdyby taki Taash nie miał dialogów napisanych przez scenarzystę z paraliżem mózgu, to i tak bym podziękował za ten tytuł, bo nie mam zamiaru swoimi pieniędzmi wspierać tęczowych aktywistów ani tym bardziej ich zachęcać do coraz bardziej nachalnego wciskania chorych ideologii do kolejnych gier. Mamy 2025 rok, możemy już przestać udawać, że treści oferowane przez gry wideo nie mają żadnego wpływu na to czy je finalnie kupimy czy nie. Gdyby kolejne produkcje w pozytywny sposób promowały pedofilię, sexworking (chyba tak teraz się na to mówi?) czy gwałty na kobietach to też byście ich nie kupili.
-
Zaimki to już trzeba oddzielać grubą krechą od całej reszty. Wisi mi czy taka postać jest dobrze napisana, wystarczy sam fakt forsowania agendy i chorób psychicznych w grach wideo, zawsze będę do oporu jebał takie zagrywki. Tak samo gdyby w głównej roli obsadzili pedofila, nawet gdyby była to najlepiej napisana postać w Giereczowie, to i tak z wiadomych przyczyn jest dla mnie skreślona.
-
Nie, wiem że ostatnio coś wyszło z Gohanem i Szatanem serduszko, ale jak zobaczyłem to kiepskie CGI na trailerze to mi się odechciało oglądać.
-
Pikolo aż tak przykoksował? A ten z tyłu w zielonych włosach to kto, Brolly?