Treść opublikowana przez Kron997
-
Death Stranding
Tak. Największa wada to te miałkie pyerdololo hologramów i cisza Reedusa. Naprawdę nie dało sie przysiąść dłużej w studio i nagrać więcej kwestii albo wydzielić dwuosobowy zespół tylko dla tych postaci z bunkrów? Przecież sam zrobiłbym to lepiej, nosz koorva. Jesteś kurierem w postapo wśród smolarzy, ryzykujesz życiem i zdrowiem bo jakiś debil chce figurke Ludensa Żadnego komentarza, Sam? Czy warto poświęcać sie dla takich egoistów? Ludzi którzy mają w nosie całą apokalipse i nie wychodzą z bunkra tylko czekają na kuriera? Brak komentarza Sama. Opornego dziada Nestora też mógłby pod nosem podsumować no ale cóż, nie chce mu sie widać. Może Kojimie zabrakło kasy na zdania Normana. Nie wiem. Ale dał ciała tutaj. Niech mnie zatrudnią, moje bajkopisarstwo idealnie uleczyłoby zadania poboczne.
-
Death Stranding
Kojimbo jest u mnie odkupiony. Czy GOTY? Przewijam taśme i nie pamiętam w co grałem. Z tego co widzę to nic takiego znaczącego nie przeszło przez napęd. Może Days Gone, Sekiro. Gdyby RDR2 lub GoW wyszedł w tym roku to miałbym problem. Ale jednak rozgrywka DS jest tak orzeźwiająca (o fabule nie wspomne bo to inny wymiar), że raczej i tak postawiłbym na chinola. Zdecydowanie DS trzyma za ryj już dwa dni po zakończeniu i wciąż w niego gram. Wybór u mnie jest prosty.
-
Death Stranding
Taa, jest taka nagonka na DS, że niedługo będzie trzeba przepraszać, że sie w to gra. Mało tego! Że sie podoba i to bardzo! Kolesie niegrający w gre przekonujący Cie, że nie może Ci sie ta gra podobać mimo tego, że ten krzykacz nie kupił gry i tym bardziej nie wie co to jest. Jakieś kary powinny spaść na takich.
- Death Stranding
-
Death Stranding
Nie. Mój przypadek - 50h grania, skończona historia, wykonane zadania poboczne w liczbie 17. Grałem na wysokim poziomie i mogłem sobie pozwolić na wiele, dotyczy to smolarzy jak i MUŁów. Nie przejmuj sie, że nie robisz pobocznych, nie dają wiele. Chociaż otrzymasz pewne gadżety, np. Ulepszone granaty krwiste od rzemieślnika. Wciąż nie jest to gadżet który zmienia oblicze gejmpleju. Luzik arbuzik. Jedynie w górach warto zrobić zlecenie dla Robotyczki, podaruje Ci egzoszkielet terenowy. Sam kica przez śnieg i pod góre aż miło.
-
Death Stranding
Polecam czytanie Rejestrów Rozmów. Poznałem baaardzo dużo zaplecza bohaterów. Najbardziej zapadła mi w pamięć historia Higgsa. Die-Hardman też bardzo ciekawy. Może dlatego, że przeczytałem tylko ich rejestry do tej pory xd Jeszcze kupa czytania przede mną. Tylko nie chce mi sie czytać o chilarium, tempolarze i innych podobnych. Wiem skąd sie wzięło i co to jest ale bełkot scifi totalnie nie wchodzi tak jak historie postaci. po zakończeniu głównego wątku myślałem, że to po prostu koniec historii. Nic z tych rzeczy. Kurierując zdobywam kolejne rejestry, kawałki historii bohaterów. No super rzecz. To wynika z tego, że od groma zleceń zostawiłem sobie na post game. Na koniec statystyki pokazały, że machnąłem tylko 17 pobocznych... A nastukałem 50h Nie wiem jak będzie u was i czy czasem już macie te rejestry ale mnie to jeszcze bardziej przykuło do konsoli. Te historie są na tyle interesujące, że... życzę sobie prequela Kojima lubi takie powroty do przeszłości więc trzymam kciuki bo naprawdę szkoda takiego zaplecza. Duży potencjał. W każdym razie, jeśli je macie to nie odkładajcie. Poczytajcie, dobra lektura.
-
Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
Co do trudności gry. Walki nie są trudne, nic a nic. Trudne jest utrzymanie sprzętu we właściwym stanie i pokonywanie drogi. Czasem pójście na skróty zmusiło mnie do wracania z powrotem na szlak bo źle sie przygotowałem do wędrówki (za mało drabin). Raz wypakowałem sie z całego ładunku żeby przerzucić go na drugą strone rzeki (nie mogłem zmoczyć ładunku) trzymając w ręce walizke puściłem R2 a następnie wcisnąłem kwadrat, no piękna mechanika. Jak już wszystko było przerzucone na drugą strone to przyszła kolej na mnie. Odradek pokazał samą czerwień - czyli głęboko fhui. Spłynąłem 200m dalej. Znów błąd, nie zeskanowałem poziomu wody. Koniec końców po 15min kombinowania udało sie dotrzeć do ładunku. Rozgrywka palce lizać- Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
Ahhh już nie moge sie doczekać powrotu do domu i odpalenia Kurier Stranding. Wezmę najdalsze zlecenie jakie mam dostępne - za 1000lajków (jprdl jak to brzmi). Wezme dwie pary butów. Ta waluta powinna być inaczej nazwana, np. pkt więzi, nie lajki. Troche to kiczowate. Ale wiadomo, że chinol nie byłby wtedy sobą- Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
Jestem o wieeeeleeee dalej. Palce lizać - ze wszystkim. Fabularnie wiemy, a co ważniejsze ROZUMIEMY, więcej. Czuję satysfakcje i robie to „ ” Pewne sceny ruchają mózg. Gra aktorska, silnik Decima prawie wywinięty na lewą strone na plaże, muzyka, czwarta ściana. Oo panie. Heartman z każdą swoją obecnością kradnie szoł. Nie wiem jak dalej- Death Stranding
- Death Stranding
Czy korytarz to bardziej wynika z tego jak dany gracz podejdzie to wędrówki, widać pewne „korytarze” spoglądając na mape ale ja sie nie cackam. Biore linki, drabiny i lece przez góry w lini prostej. Polecam, jest dużo kombinowania. Przyznam, że wolałbym brak mostów, dróg i innych rzeczy wybudowanych przez graczy. Gdy widzę cudzą budowle w trakcie tripa to gaśnie uczucie tej wędrówki i samotności. Następne przejście machne w offline.- Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
- Death Stranding
Co wy macie z tym noszeniem paczek od a do b dla widoczków XD bierzesz pake, ustalasz trase, sprawdzasz pogode aby uniknąć temporalu i wynurzonych, oceniasz czy teren będzie wymagał linki i drabiny (najlepiej mieć zawsze po jednym), jak masz dużo za dużo ładunku to podpinasz aerowózek albo dwa, jeśli idziesz w góry to zakładasz egzoszkielet terenowy a jeśli w dość płaskim to szybkościowy a jeśli chcesz mieć wszystko na plecach to egzoszkielet wzmocniony. Jeśli wiesz, że nie unikniesz śniegu albo deszczu temporalnego to zabierasz spreje naprawcze, granaty z krwią i jeden asembler dla bezpieczeństwa coby postawić schron. Jak sie wycwanisz to zakładasz czapke wydre, CAŁY ładunek z pleców przekładasz na aerowózki i spływasz jak król z nurtem rzeki (zrobiłem tak w górach, polecam) jak jesteś już spakowany to ruszasz w drogę i chuy wie co cie spotka. Możesz polecić na ryj schodząc z góry gubiąc w rzece cały ładunek. To nie jest takie sprintowanie z punktu a do b. Nie wiem skąd takie przekonanie