ostatnio trochę klasyki ponadrabiałem. o większości filmów już wszystko zostało powiedziane, więc wymienie głównie tylko tytuły, każdy jest wart obejrzenia, być ktoś po samych tytułach zostanie zachęcony do powtórki, lub do zapoznania się z tymi obrazami, bo nie znac to po prostu wstyd. ja się teraz mogę mniej wstydzić ; ]
śniadanie u tiffany'ego oraz szarada - oba z wspaniałą audrey hepburn, pierwszy pokazuje nowojorskie życie późnych lat 50, jedna z najlepszy kobiecych kreacji jakie widziałem, jako ciekawostkę można uznać buźkę z drużyny A grającego drugą najważniejszą postać w tym obrazie. szarada to taki lekki kryminał, drażnią sceny akcji, ale ogółny obiór jak najbardziej pozytywny, cary grant wygląda jak clooney w michaelu claytonie.
12 gniewnych ludzi - kilkunastu aktorów, trzy plany, jedna długa rozmowa i ogromna ilość nerwów podczas seansu, niesamowicie oryginalny film.
północ północny-zachód - wystarczy wymienić dwa nazwiska: cary grant, alfred hitckcock.
dobry, zły i brzydki
chinatown
la strada- wizualnie i aktorsko film archaiczny, ale jeśli chodzi o pracę reżysera to najwyższa liga, pełno symbolicznych scen, pomimo swoich wad związanych z wiekiem dalej potrafi przykuć do ekranu.
la dolce vita - kilka lat młodszy od la strady, a wizualnie po prostu powala. treść może zejść na dalszy plan, ten film to sama słodycz dla oczu.
dziecko rosemary
absolwent - dustin hoffman, alfa romeo oraz muzyka simon & garfunkel.