-
Postów
4 293 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Ostatnia wygrana kotlet_schabowy w dniu 5 kwietnia 2018
Użytkownicy przyznają kotlet_schabowy punkty reputacji!
Reputacja
2 839 Diamentowy PiesO kotlet_schabowy
Informacje o profilu
-
Płeć:
mężczyzna
-
Skąd:
Kraków - Nowa Huta
-
Zainteresowania:
Gry, filmy, siłka.
-
No niezła bieda, żeby w czasach remasterów typu Tomb Raider 1-3 czy Soul Reaver 1-2 rzucać ludziom tylko Croca xD. Prywatnie większy sentyment mam do dwójki, choć jedynkę męczyłem na PC dzięki pełniakowi z CDA jakoś w 2000. No cóż, popatrzy się na streamy dla nostalgicznej podróży i to będzie chyba tyle, bo te gry już w czasach premiery były dosyć drewniane.
-
To są gimmicki na co dzień używane pewnie przez promil graczy, do pokazania na reklamach, tak jak ludzie siedzący we czwórkę w salonie przy Switchu i grający w multi w trybie handheld. Natomiast jeśli połączą to z opcją streamowania, najlepiej jakoś zintegrowaną z twitchem i/lub youtube (notabene twitch nie ma od dłuższego czasu nawet apki na S1 xD), to wiele osób będzie baardzo zadowolonych. No i wtedy nie będzie to lecieć w 10 fpsach. Co do prezentacji: ciężko powiedzieć, że się zawiodłem, skoro nie miałem specjalnych oczekiwań. Ale w sumie tak, zawiodłem się, że nie było ani jednej prawdziwej bomby pokroju nowego Mario 3D, bo małpa jaka by nie była, to jednak nie ten kaliber (zresztą jakoś generycznie i nijako na tym silniku graficznym wygląda jak dla mnie, to kopanie w ziemi, mimo, że z punktu widzenia zabawy zniszczalnością otoczenia warte pochwały, też meh, z mojej strony zero podjarki, no i nie byłbym taki w stu procentach przekonany, że jednak nie wyjdzie też na S1). Sprzętowo bardzo zachowawczo, no ale to już wiedzieliśmy. Brak OLEDa, choć nie jest niespodzianką, to kolejna istotna kwestia, zniechęcająca chociażby mnie do zakupu. Gierki: bieda, w sumie liczy się tylko MK9 i Małpa, bo ciężko jarać się znanymi multiplatformami czy potwierdzonymi cross-genami. Spoko, że gry z GC trafią do abonamentu, wisiało to w powietrzu i w sumie na ten moment chyba jest to jedyna rzecz, której serio mógłbym pozazdrościć jako posiadacz S1. Natomiast cała otoczka finansowa związana z cenami gier, upgrade'ów, temat dociągania danych itd. to już żenada w chuj. Jakby gracze nie byli obecnie takimi bezkrytycznymi wobec korpo konsumpcjonistami, to prezentacja zebrałaby gruby hejt, a N powinno się szykować na drugie WiiU. No ale czasy się zmieniły i mimo że hitem takim jak poprzednik Switch 2 na pewno nie będzie, tak wyniki sprzedaży konsoli i gier i tak pewnie będą zadowalające. Pomyśleć, że ponad rok temu poważnie rozkminiałem, czy brać Switcha, czy może czekać na następcę xD. Na pepperze niektórzy nadal mają takie dylematy. Cóż, ja pasuję, i to na dłuugo.
-
Swoją drogą byłem niedawno w Krakowskim Muzeum Arcade, o którym piszecie w specialu i nawet dorzuciliście zniżkę na wstęp, niestety nie łączy się ona z innymi promocjami, a że "normalne" ceny są z kosmosu, to i tak warto się tam wybrać tylko w jakieś tańsze dni. We wtorki chociażby wejściówki są za połowę ceny, cały dzień wychodzi 45 zł i jest to jedyna sensowna wg mnie opcja "zwiedzania" tego przybytku, bo nie wyobrażam sobie, co można zrobić w godzinę w miejscu, gdzie dostępnych jest lekką ręką ponad 100 maszyn. No w każdym razie polecam wizytę (czy to w Krk, czy w stolicy) każdemu, kto jeszcze nie był, bo mimo, że temat stricte arcade nigdy nie był mi jakoś specjalnie bliski, tak pewne maszyny naprawdę robią wrażenie kreatywnością, z jaką podeszli do zabawy projektanci. Miałem okazję pobawić się sprzętami, o których do tej pory mogłem sobie co najwyżej poczytać w jakichś relacjach w magazynach growych (takie Silent Scope chociażby, swoją drogą świetna rzecz), ale też zagrać/zobaczyć sporo klasyków, które znam z konwersji na konsole, a w wersji arcade są często lepszymi/odmiennymi wersjami (taki Tekken Tag Tournament w porównaniu do wersji z PS2 to wizualnie zupełnie inna gra, właściwie na poziomie Tekkena 3, z drugiej strony różne Mortale czy Soul Edge prezentują się dużo lepiej, niż na sprzętach domowych). Największy fun miałem z "symulatorami": wyścigi z kierownicą i resztą osprzętu, motocykle czy w końcu jeden z moich osobistych hitów tej wizyty, który w trakcie zabawy momentalnie wrzucił mi banana na gębę, czyli PropCycle: Pedałujemy, żeby utrzymać się w locie i wychylamy kierownicę, żeby sterować, wszystko to z dodatkiem zwiększającego IMMERSJĘ wiejącego w nas "wiatru". Poza tym fajnie się sprawdzało wszelkie zabawki z light-gunami (pokroju House of The Dead) czy gry muzyczne (spoko się gra na perkusji), ale do niektórych sprzętów, mimo dosyć małej frekwencji na początku tygodnia, i tak nie zdołałem się "dopchać". Ogólnie do paru spraw logistyczno-organizacyjnych można się przyczepić, ot choćby brak szatni (ciuchy wiszą sobie w ogólnodostępnym miejscu blisko wejścia), niezbyt przyjemne usytuowanie części maszyn przy kiblach, z których dolatują intensywne zapachy odświeżaczy (nie pomaga to, że ludziska nie potrafią zamknąć za sobą drzwi) czy ogólna ciasnota (przemieszczając się między rzędami maszyn ledwo można minąć grających czy innych "spacerowiczów"). No i problem, który jest w takich miejscach raczej naturalny, czyli niedziałające/nie do końca sprawne automaty, no ale zakładam, że właściciele ogarniają takie sprawy w miarę na bieżąco. Tak czy siak, odkładając na chwilę wątek cen: wspaniałe wrażenia, czułem się jak przysłowiowy dzieciak w sklepie z zabawkami i jedna, parogodzinna wizyta to zdecydowanie za mało, więc zamierzam jeszcze wrócić.
-
LOL - Nowy Projekt Wydawniczy - Pamiętacie?
kotlet_schabowy odpowiedział(a) na SzymonMS temat w Opinie, komentarze - forum, magazyn
Końcówka 2003-początek 2004. -
W sumie nic już z tego filmu nie pamiętam, poza tym, że fajny pomysł wyjściowy, a całość to typowe 6/10, ale Justin to ogólnie niezły aktor i trochę dziwne, że w niczym większym ostatnio go nie widać.
-
Tyś widzioł kastraty. Normalne, pełnoprawne porty z niższą rozdziałką i frameratem (RE nawet celuje w 60fps, GoW stałe 30) z cięciami w grafice, które dla nikogo normalnego nie są big dealem. Rozumiem, że niektórzy muszą połechtać sobie ego nawet takimi prostackimi rzeczami, jak granie na nowszej konsoli, ale przynajmniej warto to robić to odnosząc się do faktycznie skiepszczonych konwersji (których w sumie za bardzo nie kojarzę wśród gier AAA, może Jedi: Ocalały), niż do gierek pisanych właściwie pod past geny, które na starych konsolach prezentują top poziom.
-
Czas Krwawego Księżyca Niby pozycja obowiązkowa, bo Scorsese, DeNiro, DiCaprio, tematyka, no samograj. Z drugiej strony prawie dwa lata nie miałem specjalnej werwy, żeby do filmu przysiąść. Na pewno może zniechęcać metraż, bo to prawie 3,5h (w praktyce zlatuje szybko i nie ma nudy, ale chodzi o sam fakt wygospodarowania czasu), ale ogólnie mam wrażenie, że jak na taki rozmach, to film przeszedł jakoś bez większego echa. I po seansie w sumie to rozumiem. Ciężko mi to ubrać w słowa, bo niby wszystko tu gra, ale koniec końców poza chwilowym szokiem i zniesmaczeniem tym, do czego zdolni są ludzie, to całość dosyć szybko wypada z głowy. Nie ma tu chyba jednej, mocarnej sceny, którą można by wspominać, nie ma kreacji, która totalnie dominuje na ekranie. Na pewno pochwalić muszę scenografię i kostiumy, ogólne oddanie realiów, bo ostatnimi laty w Hollywood coraz rzadziej się trafiają takie epickie formaty osadzone wiarygodnie w dawnych realiach historycznych. Film dobry, ale klasykiem (przynajmniej moim) nie będzie. Triumf Ducha Dosyć niszowy film (swego czasu strasznie trudno dostępny w necie, obecnie jest na MAXie, co zresztą mi o nim przypomniało), opowiadający z grubsza fikcyjną, ale opartą na faktach, historię greckiego Żyda, który po osadzeniu w Auschwitz, toczył tam walki bokserskie. Żeby było ciekawiej, w prawdziwym świecie było też przynajmniej dwóch Polaków z podobną historią, co niektórzy sugerują jako dodatkową inspirację dla twórców filmu. No w każdym razie głównego bohatera gra młody Willem Dafoe w całkiem niezłej (jak na kategorię wagową xD) formie. Mamy niezły męski drugi plan (bo kobiety niestety jakoś bez szału) i sporo polskich aktorów w tle (role zarówno "dobrych" jak i "złych", raczej bez skandali, ot realia w obozie, gdzie z ludzi wychodziły najróżniejsze cechy). Film mimo ważnego wątku bokserskiego, jest w praktyce dosyć szerokim ujęciem tematyki życia obozowego i ogólnie Holocaustu. Obecnie, po latach od premiery (1989) i wielu, często lepszych filmach w tej tematyce, pewne wątki wydają się być oczywiste czy wręcz łopatologiczne, ale wtedy mogło to być dla widzów coś nowego i szokującego. Mnie film jakoś mocno nie poruszył, wydawał mi się takim trochę brykiem, który miał pokazać w 2 godziny syntezę tragedii, jaka odbywała się w obozie. 20 Dni w Mariupolu Dokument, którego tytuł mówi sam za siebie. Mocny, momentami aż za mocny materiał, i nie chodzi tu o "gore", ale ludzkie cierpienie i żal (szczególnie jak ktoś ma rozwiniętą empatię, sceny w szpitalu przy utracie bliskich, nagrywane właściwie bezpośrednio w trakcie i po akcji ratunkowej, mogą sponiewierać). Wiele elementów reportażu trafiało do naszych mediów na bieżąco (co w kontekście blokady miasta samo w sobie jest ciekawe i od strony logistycznej pokazane w filmie), ale obserwowanie tego w skumulowanej formie to jednak co innego. Mocne przypomnienie o zbrodniczej polityce Rosji, ale też ogólnie tragedii wojny (autor nie stronił od pokazania szabrownictwa czy niechęci lokalsów również do własnego rządu), szczególnie w takim, koszmarnym dla cywilów wydaniu. Wszyscy, którzy już się mocno zdystansowali od tej wojny i stała się ona niejako jednym z kolejnych newsów w wieczornych wiadomościach czy na wykopie (nie mówiąc o tych, którzy wprost zaczęli wybielać czy usprawiedliwiać Rusków) powinni sobie zaliczyć taki seans. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że niestety niektórzy i tak by podważyli to, co widać w filmie, jako propagandę czy wręcz ustawkę. Albo zrobiliby jakiegoś fikołka logicznego, żeby to uzasadnić.
-
Donkey Kong Country (SNES/Switch) Grę skończyłem prawie ćwierć wieku temu na emulatorze SNESa, no ale powtórka po takiej przerwie to prawie jak pierwszy raz. Skłonił mnie do tego chyba hype wokół niedawnej premiery DKC: Returns, ale tak czy siak wisiało to w powietrzu od jakiegoś czasu. Cóż, klasyka gatunku. Przełom techniczny w czasie premiery, a dziś nadal estetyczna i robiąca wrażenia oprawa, niezmiennie wpadająca w ucho muzyka i miodny, nie starzejący się trzon zabawy (skacze i biega się jak dla mnie przyjemniej, niż w starych Marianach chociażby), zepsuty irytującym poziomem trudności i rozwiązaniami typu "savepoint co kilka poziomów". No nie ukończyłbym tego bez quicksave'a (i zapewne tak samo było lata temu), choć nie powiem, na początku próbowałem. Niestety to mityczne WYZWANIE polega głównie na zaskakiwaniu gracza co krok przeszkadzajkami wyskakującymi nagle zza ekranu, zanim się on przescrolluje, ergo: za pierwszym razem nie masz prawa ich uniknąć. Ogólnie sporo tu tanich zagrywek mających na celu dojechanie gracza. Do tego jeden checkpoint na cały level (jak na moje to zazwyczaj przed tą trudniejszą połową), tylko jedna możliwość skuchy (i to jeśli mamy akurat Diddy Konga w ekipie, notabene obecność dwóch małp na ekranie przy większej "zadymie" może trochę zmylić), rzadko spotykane dodatkowe życia (plus obowiązkowe 1UP po zebraniu stu bananów) i masa sekretów, których bez opisu nie sposób odkryć. Czyli typowy oldschool, za którym osobiście nie tęsknię i nie powiem, żeby dzisiaj taka zabawa sprawiała jakąś wielką frajdę. Tak jak wspominałem, gameplay jest nieśmiertelny i tutaj wszystko gra, no tylko trochę to zbyt upierdliwe. Mimo wszystko zamierzam jechać z serią dalej.
-
No wreszcie, wiadomo, że "przecieki" były od dawna, ale tak po prawdzie to czekam na ten special odkąd w ogóle idea tych wydań się pojawiła. Jak większość udzielających się tu, SNESa nie miałem. W sumie jedyny kontakt z konsolą i grami na nią na zasadzie "lizania przez szybę" (niemal dosłownie, bo właśnie za szybą można było podziwiać sprzęt) miałem w lokalnej wypożyczalni wideo, oferującej usługę wypożyczenia właśnie sprzętu Nintendo i dedykowanych gier. Nigdy nie skorzystałem, ale grafiki na kartridżach działały na wyobraźnię. Bibliotekę Super Nintendo (w dosyć niewielkim koniec końców zakresie) poznałem w złotych czasach emulacji, w okolicach 2001-2003. Komp, który już praktycznie nie dawał rady z nowościami, przeżywał drugą młodość (doszło do tego jeszcze emu Neo Geo i można było żyć nie umierać). Recka FF Chronicles w PE skłoniła mnie do odpalenia Chrono Triggera (nie ukończyłem), a szał na DBZ motywował do sprawdzania masy tytułów wydanych pod tym szyldem na SNESa. Stąd też jeśli miałbym coś sugerować w temacie treści do pisma, to żeby nie powtarzać po innych mogę rzucić: - tematyka emulacji, która to w dużym stopniu spopularyzowała bibliotekę SNESa w Polsce (w miarę możliwości sięgnięcie do archiwów i opisanie sprawy właśnie w kontekście czasowym przełomu tysiącleci, bo to, że teraz można odpalić emu nawet na telefonie to inna bajka), ewentualnie można coś skrobnąć o bibliotece dostępnej na Switcha w ramach abonamentu NSO; - jakiś przegląd gier ze świata Dragon Ball, bo była tego masa, a boom w Polsce zbiegł się mniej więcej z rozkręcaniem się u nas Internetu, sceny, właśnie emulatorami i innymi wynalazkami (wspomniany tu MUGEN, który czerpał mocno właśnie z gierek ze SNESa).
-
Silent Hill: Początki - części 1-4
kotlet_schabowy odpowiedział(a) na Shen temat w Opinie, komentarze - forum, magazyn
Kurde fanem serii nie jestem, bo znam tylko 1 i 2 i to bez wielkiego sentymentu, ale te wasze specjale zawsze kuszą nawet jak z tematyką nie jest aż tak po drodze. Może będzie motywacja do skończenia zaległych trójki i czwórki xD. Za to taki albumik w tematyce MGSowej to bym się długo nie zastanawiał nad zakupem. -
U mnie magazyn obecny też już od środy (okładka z Diablo, w które nawet nie grałem, ale postawiłem na estetykę zamiast sentymentu), co było lekką niespodzianką, bo nie śledziłem aż tak tych dat wysyłek itd. Zapach oczywiście wspaniały, wypełniający pomieszczenie, a treść i wykonanie po pobieżnym przekartkowaniu jak najbardziej na propsie (podoba mi się ponownie zastosowana chronologiczna kolejność recenzji). Wspomnienia na początku spoko, ale odczuwalny jest brak jakichś fotek z przeszłości (lub teraźniejszości-wielu autorów w ogóle nie kojarzę, więc zawsze by to była forma poznania jegomościa). Dobrze, że chociaż grzybiarz utrzymał poziom. No i mam lekki ból dupy, że przez ciągłe odkładanie tego na później, nie wrzuciłem w końcu nic ze swoich wspominek, bo wyrosła z tego cała strona dla forumowiczów i może by się człowiek załapał. Cóż, może innym razem. Szkoda tylko, że akurat z mojego osobistego retro w reckach nie ma tu prawie nic (patrząc na szybko widziałem tylko krótką wzmiankę o Electrobody w dziale z polskimi grami). No ale to może kwestia tego, że postawiliście na raczej duże i znane pozycje, a ja grałem w sporo dosyć niszowych tytułów, ale też w gry, które wyszły na Amigę i opisaliście je już w dedykowanym numerze (choćby Lotusy czy Rick Dangerous). No nic, będzie co czytać, bo akurat kończę ostatnie PE.
-
Jakbym czytał o swoich, tyle, że u mnie jest właśnie zarząd złożony z mieszkańców. Może takiej inby jak ta z rozliczeniem prądu nie odjebali, ale inne aferki były, a ze względu na typowo Januszowe podejście "a komu to potrzebne?", sporo inicjatyw, które mogłyby poprawić nasze finanse czy zwyczajną codzienność, jest uwalanych w zarodku. No bo skoro wszystko we wspólnocie jest decydowane "demokratycznie", to choćbym miał najlepszy pomysł na świecie potwierdzony kosztorysami, twardymi danymi i przykładami z życia, to nie przejdzie, bo januszerka zagłosuje przeciw, a większość mieszkańców w ogóle ma wyjebane. Oczywiście pełno decyzji "ad hoc" jest podejmowana w mitycznym gronie zarządu, bez głosowania mieszkańców (poniekąd to rozumiem, bo trudno o każdą pierdołę organizować głosowanie, ale to łatwa droga do nadużyć). Ogólnie patologię tego zarządu mógłbym opisać w grubym poście i chyba jedyną ich zaletą (poza tym, że te niby sąsiedzkie relacje trochę ułatwiają komunikację, no i czysto teoretycznie powinno im zależeć na jak najlepszym organizowaniu spraw, bo to w końcu też ich własność) jest to, że nie pobierają hajsu za funkcjonowanie, ale i tak konkretną robotę robi księgowa normalnie zatrudniona na etacie, oczywiście znajoma królika, jak zresztą z każdą funkcją związaną z obsługą wspólnoty, co jest charakterystyczne dla takiego układu. A to rodzi dodatkową patologię, no bo jak somsiad z piętra, a przy okazji kumpel od piwa, jest w ekipie sprzątającej, to jakoś tak jakby łatwiej przymknąć oko na to, że się opierdala. W takim układzie szybko rodzi się kolesiostwo do potęgi entej. Także no @_Red_ o ile obecnemu zarządowi nie macie nic konkretnego do zarzucenia, to nie widzę sensu w zmianach, bo jak na moje niekoniecznie będzie lepiej.
-
Też mnie alchemia w giereczkach mierzi i tutaj długo się przed nią wzbraniałem, ale pobyt w klasztorze "zmotywował" mnie do zabawy i faktycznie jest to całkiem fajnie zrobione, choć te wszystkie ruchy (szczególnie jak coś sknocimy i trzeba zaczynać od zera) na dłuższą metę trochę męczą, powinno to być bardziej natychmiastowe i wygodniejsze (choćby to lukanie na przepisy). No i bardziej od samej alchemii wkurza mnie szukanie/kupowanie składników czy dotarcie do samego laboratorium. Reasumując: ciekawy dodatek, ale biorąc pod uwagę stosunek poświęconego czasu do uzyskanych korzyści, to wolę dany eliksir po prostu kupić. A że w praktyce przez całą grę korzystam może ze dwóch, to tym bardziej nie mam dużego dylematu.
- 1 350 odpowiedzi
-
- Kingdom Come: Deliverance
- gra generacji
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Chyba powoli się zbliżam do końca fabuły (ale mam jeszcze kilka większych zadań pobocznych i wszystkie DLC) i mimo prawie 80h na liczniku i pewnych męczących mnie kwestii technicznych, po raz pierwszy od daawna nie chcę, żeby gra się kończyła. To prawdziwy RPG, gdzie wsiąkamy w świat przedstawiony i oddajemy się eskapizmowi. Wspaniały klimat, wciągające wątki główne i poboczne, ciekawe postacie. Dobrze, że mam jeszcze sporo zabawy przed sobą, no i gdzieś tam na horyzoncie czeka dwójeczka, ale to już na nowym sprzęcie. Mimo wszystko grając w jedynkę na konsolach można sobie trochę obrzydzić zabawę, żeby nie powiedzieć, że początkowo zwyczajnie zniechęcić. No ale zagryzłem zęby i zgodnie z oczekiwaniami, warto było.
- 1 350 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- Kingdom Come: Deliverance
- gra generacji
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Też niedawno skończyłem i gdyby nie to, że miałem trochę innych zajęć i rozpraszaczy, to łyknąłbym całość pewnie w 2-3 posiedzenia, bo czyta się to naprawdę dobrze i szybko, a i książka zbyt długa nie jest. Sapek jak to Sapek, pióro ma lekkie, chłonie się to bez zgrzytu (choć niektóre wtręty, jak wspomniane wcześniej "makaronizmy", wrzucał już trochę za często, za to stylizacja języka na "staropolsko-chłopski" jak zawsze spoko, wywołuje u mnie lekki uśmieszek przy lekturze), mimo, że tak po prawdzie to nie ma tu jakiejś niesamowicie frapującej intrygi (wątek Holta ciągnie całość). Na początku śledzimy skakanie po lokacjach jak w jakiejś grze/opowiadaniach, później zaczyna to mieć jakiś większy sens jako całość. Nie jest to może jakiś niesamowity wkład w lore Wieśka, ot taka "przyziemna" przygoda, jakich Geralt będzie miał jeszcze wiele, ale w sumie to chyba największa zaleta Rozdroża Kruków: w końcu Opowiadania miały podobny vibe i były najlepszym, co zostało wydane w książkowym uniwersum.